09.05.2023, 12:52 ✶
Zmieszał się.
Wypuścił powietrze nosem i nie powiedział jak na razie ani słowa, dając Cynthii moment na odnalezienie się w sytuacji. Definitywnie dał się ponieść emocjom i było mu z tego powodu głupio. Wszyscy mieli teraz ręce pełne roboty, co mógł stwierdzić po ilości papierów piętrzących się na jej biurku.
Wysłuchał, co kobieta miała do powiedzenia i widocznie ochłonął, zupełnie jakby razem ze spojrzeniem jej niebieskich oczu ogarnął go chłód, który emanował od tej barwy. Nie było w tym niczego nieprzyjemnego, William był poniekąd wdzięczny. Nie przepadał za momentami, gdy emocje brały górę; mało je rozumiał i zawsze sam się tylko konfundował.
Przygryzł wnętrze policzka. Nie wiedząc co zrobić z dłońmi, gdy oddał Pannie Flint raport, zaczął skubać krawędź rękawów szaty, po tym jak założył ręce na piersi. Nie był zestresowany, po prostu potrzebował się czymś zająć, gdy kobieta przeszukiwała szafki, aby dobyć wielkiego folderu.
- Wszystkie wciąż tutaj są? - zapytał, trochę zdziwiony - To by miało sens, nikt bliski się po nie nie zgłosił. Każde z ciał to kobieta - dodał, coby odrobinę rozjaśnić sytuację, chociaż uważał, że Cynthia zrozumie jego rozjuszenie, gdy sama spojrzy na ciała.
- To sytuacja, która, moim zdaniem, mało ma wspólnego z całym tym zamieszaniem z Voldemortem. Jedna osoba zabija te kobiety, zginęły w ten sam sposób, każda z nich. Ktoś definitywnie starał się, abyśmy stwierdzili, że były to samobójstwa. Martwi mnie to, że może tej osobie pomagać ktoś z Ministerstwa. To pochopna opinia, wiem, zdaję sobie z tego sprawę. Ale pierwsze ciało, które badałem w tej sprawie, prawie zostało oznaczone jako 'samobójca', gdybym nie spojrzał na to trochę dłużej. Każde kolejne też było tak 'przygotowane'. Nie chcę niczego wykluczać, a wygląda to dla mnie tak, jakby ktoś, kto podpisywał ten dokument, skorzystał z zamieszania. Stąd moja złość. - odchrząknął - Przepraszam - dopowiedział, wcale nie mamrotliwie, a wyraźnie i patrząc kobiecie prosto w oczy. Nie krępowało go przyznanie się do błędu, raczej traktował to jako normalny proces w relacjach międzyludzkich, z którymi, być może nie miał za dużo do czynienia, ale starał się wyuczyć pewnych schematów.
Lestrange zawsze był trochę chaotyczny w swoich opisach sytuacji. Tym razem starał się, aby tak nie było, acz nie mógł z człowieka, który ma milion myśli na sekundę, które trudno złapać i ułożyć w słowa, zmienić się nagle w krasomówcę, który wyjaśni wszystko od deski do deski.
- Najlepiej będzie jeżeli spojrzymy na ciała. Przepraszam, że cię odciągam. Mógłbym ci potem pomoc z tymi raportami, ale nie wiem czy tylko bardziej bym w nich nie zamieszał. Jestem okropny z dokumentami - wyznał, całkowicie szczerze i przesunął okulary na czoło, tak, że te odgarniały mu niektóre z niesfornych, kręcących się czarnych włosów.
Wypuścił powietrze nosem i nie powiedział jak na razie ani słowa, dając Cynthii moment na odnalezienie się w sytuacji. Definitywnie dał się ponieść emocjom i było mu z tego powodu głupio. Wszyscy mieli teraz ręce pełne roboty, co mógł stwierdzić po ilości papierów piętrzących się na jej biurku.
Wysłuchał, co kobieta miała do powiedzenia i widocznie ochłonął, zupełnie jakby razem ze spojrzeniem jej niebieskich oczu ogarnął go chłód, który emanował od tej barwy. Nie było w tym niczego nieprzyjemnego, William był poniekąd wdzięczny. Nie przepadał za momentami, gdy emocje brały górę; mało je rozumiał i zawsze sam się tylko konfundował.
Przygryzł wnętrze policzka. Nie wiedząc co zrobić z dłońmi, gdy oddał Pannie Flint raport, zaczął skubać krawędź rękawów szaty, po tym jak założył ręce na piersi. Nie był zestresowany, po prostu potrzebował się czymś zająć, gdy kobieta przeszukiwała szafki, aby dobyć wielkiego folderu.
- Wszystkie wciąż tutaj są? - zapytał, trochę zdziwiony - To by miało sens, nikt bliski się po nie nie zgłosił. Każde z ciał to kobieta - dodał, coby odrobinę rozjaśnić sytuację, chociaż uważał, że Cynthia zrozumie jego rozjuszenie, gdy sama spojrzy na ciała.
- To sytuacja, która, moim zdaniem, mało ma wspólnego z całym tym zamieszaniem z Voldemortem. Jedna osoba zabija te kobiety, zginęły w ten sam sposób, każda z nich. Ktoś definitywnie starał się, abyśmy stwierdzili, że były to samobójstwa. Martwi mnie to, że może tej osobie pomagać ktoś z Ministerstwa. To pochopna opinia, wiem, zdaję sobie z tego sprawę. Ale pierwsze ciało, które badałem w tej sprawie, prawie zostało oznaczone jako 'samobójca', gdybym nie spojrzał na to trochę dłużej. Każde kolejne też było tak 'przygotowane'. Nie chcę niczego wykluczać, a wygląda to dla mnie tak, jakby ktoś, kto podpisywał ten dokument, skorzystał z zamieszania. Stąd moja złość. - odchrząknął - Przepraszam - dopowiedział, wcale nie mamrotliwie, a wyraźnie i patrząc kobiecie prosto w oczy. Nie krępowało go przyznanie się do błędu, raczej traktował to jako normalny proces w relacjach międzyludzkich, z którymi, być może nie miał za dużo do czynienia, ale starał się wyuczyć pewnych schematów.
Lestrange zawsze był trochę chaotyczny w swoich opisach sytuacji. Tym razem starał się, aby tak nie było, acz nie mógł z człowieka, który ma milion myśli na sekundę, które trudno złapać i ułożyć w słowa, zmienić się nagle w krasomówcę, który wyjaśni wszystko od deski do deski.
- Najlepiej będzie jeżeli spojrzymy na ciała. Przepraszam, że cię odciągam. Mógłbym ci potem pomoc z tymi raportami, ale nie wiem czy tylko bardziej bym w nich nie zamieszał. Jestem okropny z dokumentami - wyznał, całkowicie szczerze i przesunął okulary na czoło, tak, że te odgarniały mu niektóre z niesfornych, kręcących się czarnych włosów.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated