Nie powinno działać w dwie strony. Tylko Hjalmar powinien mieć możliwość robić takie rzeczy. Tym bardziej jeżeli był jej gościem - No tak. Dobrze, że zrozumiałaś - odparł na jej słowa o swoim zabieganiu. Chyba w prosty sposób jej wytłumaczył jak to naprawdę było - i wcale nie tak, że chciał go po prostu nosić.
- Przecież nie potrzebuje żadnej obrony przed nikim - powiedział unosząc brew. Co Pandora sobie sądziła? Że jakaś zgraja bliskowschodnich dzieciaków, ma jakąkolwiek szansę z nim? - To ja tutaj jestem zagrożeniem, a nie nikt inny - przypomniał jej - Dam sobie radę - uspokoił ją. Naprawdę się niczego nie obawiał, a już na pewno nikogo kiedy miał w zanadrzu całą gamę alternatywnych metod obrony - No to nie będę tak mówić - wzruszył ramionami. Skoro nie chciała - to nie. Kim on był aby się sprzeciwiać, tym bardziej, że był po prostu gościem. Akurat w kwestii altanki i ogrodu, to ta pierwsza opcja mu się bardziej podobała - dawała trochę cienia przed tym wszędobylskim i agresywnym słońcem, które za wszelką cenę starało się go pozbyć z tego kraju.
Gdyby je wszystkie spakować i wysłać do Durmstrangu, od razu by się nauczyły trochę powagi i opanowania. To też się tyczyło Pandory, jako że miesiąc w tej szkole mógłby jej dobrze zrobić. Poranne apele, wszechobecna musztra niczym w wojsku i wysłuchiwanie rozkazów - tyle by wystarczyło aby zaczęły chodzić jak w zegarku. Kilka uwag czy skarg złożonych do rodziców dotyczących ich zachowania przez dyrektora tej placówki oświatowej, też by im nie zaszkodziło. W wielkim skrócie mówiąc, Hjalmar widział dla nich nadzieję na wyjście na prostą pod jednym warunkiem - musiały się nauczyć szwedzkiego jako, że tam obowiązywał ten język.
Przejechał ręką po swoim karku kiedy Pandora zwróciła uwagę na jego mimowolną reakcję. Wyszczerzył zęby w jej kierunku jakby chciał powiedzieć - 'sorrki?'. W końcu nie spodziewał się, że miała aż taki dobry słuch, a on chciał sobie tylko nie winnie zażartować. No cóż... Głupio wyszło Z drugiej strony jego reakcja była taka bo nie miał o tym pojęcia, a jego wewnętrzne ja zatrzymało się na czasach szkolnych. Zwłaszcza jeżeli chodziło o kwestie żartów - o których Prewettówna miała już szanse się przekonać, chociażby wtedy kiedy prawie ją zepchnął z drzewa.
Chaos w całej swojej krasie... Ta myśl utknęła mu w głowie kiedy rudowłosa dziewczyna tłumaczyła mu całą ideę związana z umową Pandory. Uniósł tylko brew do góry ze zdziwienia, zerkając co jakiś czas w kierunku 'buntowniczki' - Umm... Okej... - rzucił w eter moment przed tym jak właścicielka tego pokoju, zdążyła się oburzyć. Wyglądać ładnie i się nie odzywać? Bez sensu. Z każdą sekundą uświadamiał sobie, że nic a nic nie rozumie z kultury, tradycji czy zasad które tutaj panowały. To była dla niego jedna, wielka czarna magia, której przecież nie potrafił, więc tym samym nie miał możliwości pojąć - Spok... - chciał powiedzieć i spróbować ją uspokoić ale druga kobieta była szybsza - Raczej wątpię - dodał kręcąc przecząco głową. Mówiła tak pewnie aby się tutaj przypadkiem całkowicie nie załamał.
Na słowa Pandory o pingwinach zmrużył oczy, którym starał się ją zabić za ten komentarz. Właśnie wymyśliła sobie kolejne zwierzę do kolekcji? Najchętniej to by ją w tym momencie wniósł na drzewo i zostawił tam na pastwę losu w ramach nauczki za te porównania.
Pokojówka? To go zaskoczyło. Na Islandii nikt nie miał jakieś służby - za nią robiła rodzina. Głowa domu rozdawała każdemu zadania, które należało wykonać dla dobra rodziny. Nikt nie protestował, nikt się nie sprzeciwiał jako, że była to tradycja. Tutaj wszystko jest na odwrót...
Nie rozumiał zaskoczenia kobiet. O ile jeszcze bym w stanie domyśleć się skąd wynikała reakcja Su, jako że go w ogóle nie znał, tak Pandora powinna była się spodziewać, że może coś takiego zrobić albo powiedzieć. Skoro był na miejscu, a miała tam być według ich 'umowy', to czemu Hjalmar miałby jej nie potowarzyszyć w tym wszystkim. Zawsze mógł zrobić jakąś groźną minę, kogoś przestraszyć albo po prostu wyglądać jak człowiek i też się nie odzywać jak ona... Chociaż jemu wychodziło to z dużą łatwością w porównaniu do 'czarnej owcy' Prewettów Wiedziałem Uśmiechnął się tylko na słowa dziewczyny. To było zbyt oczywiste aby się nie zgodziła. Kiedy podłapała go pod rękę, zerknął tylko w jej kierunku i lekko wyszczerzył zęby.
W momencie w którym Pandora zamknęła drzwi zdawała się być trochę bardziej wyluzowana, jakby cały stres z niej upłynął. Niepokoił go trochę wyraz jej twarzy jako, że nie bardzo rozumiał jej minę. Widząc ruch jej rąk, sam je przekręcił blisko siebie jak do gry w łapki z tym, że jego były odwrócone wierzchem na dół - dawało to za równo możliwość zagrania w ową grę albo po prostu wygodnego złapania od góry - Mhm - potwierdził, kiwając powoli głową kiedy podeszła. Nadal nie wiedział na co ten jej chaośniczy umysł wpadł - Wydaje mi się, że tak. Ten ćwok co przez tyle lat nie potrafił wziąć się w garść... - zaczął mówić, przekręcając lekko głowę - Po naszych namowach i uświadomieniach, ogarnął się i się zaręczyli. Na dzień dzisiejszy stanowią szczęśliwą parę narzeczonych - poinformował Prewettówne. Hjalmar uznał, że jej to powie jako, że przy ich ostatnim spotkaniu, Pandora wydawała się być lekko przejęta związkiem, a raczej niedoszłym związkiem, tamtej dwójki. Nie skomentował, że według niego, Njala była maksymalnie ładna ale nic ponad to. Z czystym sumieniem mógłby wymienić co najmniej kilka innych kobiet, które swoją krasą i ogółem zachowania, były wyżej na liście Nordgersima.
- Konno? Niee... - na jego twarzy zagościł grymas, który następnie przerodził się w strach. Skąd ona miała taki szatański pomysł. Jeszcze chwilę temu był święcie przekonany, że to jej kuzynki były demonami, a ona aniołem. Teraz jednak miał wrażenie jakby role się zamieniły. Nie optował przy próbie zdjęcia plecaka jako, że zapomniał o nim w całym tym harmiderze - No może trochę... - powiedział z lekkim poruszeniem głową. Prawdę mówiąc on był zawsze głodny i gotowy do biesiady. Nie ważne gdzie, nie ważne z kim i nie ważne o jakiej porze. Liczyła się tylko dobra zabawa, jadło i wspomnienia. A im więcej mięsa i wódki, tym lepiej.
Uniósł jedynie palec jakby chciał coś powiedzieć kiedy Pandora zawinęła się do łazienki W zasadzie to ładnie w niej wyglądałaś... Uniósł tylko barki do góry w oczekiwaniu na swoją przewodniczkę. Mimo nie domkniętych drzwi, nie patrzył się jako, że nie był jakimś zboczeńcem czy innym dziwakiem. Odwrócił się plecami do przejścia do drugiego pomieszczenia w oczekiwaniu, aż ta skończy się przebierać... No i jeszcze dlatego aby go przypadkiem nic na Merlina nie pokusiło...
- Ja zawsze jestem w formie - zauważył zgodnie z prawdą. Nawet po alkoholu i mocnych ziołach dawał radę wspinać się po drzewach i jedynie rzeki były w stanie go pokonać. Po kiego licha Ci śrubokręt? Zdziwił się ale nie optował kiedy pociągnęła go w kierunku balkonu, a potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Wyciągnęła jakąś drabinkę, co wprawiło w szok Nordgersima Pół biedy z tym narzędziem. Po co Ci drabina na balkonie?! Minę miał całkowicie zszokowaną tym co właśnie ujrzał i kilka chwil zajęło mu powrócenie do swojego stanu - Pójdę przodem - oznajmił, przesuwając ją lekko na bok i wychodząc na przód. Złapał się jej, a następnie bardzo niezdarnie po niej zszedł, jako, że nie było to coś z czym miał do czynienia na codzień.
Kiedy znalazł się na dole, zwrócił swoją głowę do góry i wyciągnął ręce - Czysto. Rzuć plecak - zaproponował. Nawet jeżeli chciała być Zosią-Pandosią i sama sobie poradzić z plecakiem, to trzymał ręce na wszelki wypadek, jakby powinęła jej się noga i miała polecieć na dół.
Nie bardzo potrafił połączyć wszystkie fakty. Najpierw pytanie o herbatę, potem o to czy jest głodny, później jeszcze o jeździe na koniach. To były jakieś dziwne szachy, których zasad nie rozumiał. Tym samym został na łasce Prewettówny w tym wszystkim.