Złapał ją za rękę, jak każde dziecko i dał się prowadzić do łóżeczka. Był wyraźnie zmęczony, jego głowa co jakiś czas opadała, jakby zasypiał na stojąco.
A kiedy już byli blisko celu, stało się to. Zasnął na stojąco.
Ale tylko Filemone. Giovanni był cały i zdrów, i jak najbardziej przytomny, chociaż samemu miał wrażenie, że wręcz przeciwnie.
— Na Merlina! — krzyknął odsuwając się od Geraldine niemal na odległość całego pokoju. — Ja ciebie bardzo przepraszam, Gerry, ale co tu się...!
Zrobił błyskawiczną niezręczną rundkę po pokoju po czym z jeszcze większą niezręcznością wyślizgnął się między przyjaciółką na korytarz i szybkim krokiem do drzwi wyjściowych.
— Jak już późno! Hoho, będę już szedł! Pozdrów brata! Zapraszam was kiedyś na obiad! No nic, zasiedziałem się, praca wzywa! Jak to mówią — bez pracy nie ma kołaczy, tak, tak, powiesz, że stare śmieszne przysłowie, ale ma dużo sensu, haha.
Starał się nie myśleć. Bardzo starał się nie myśleć o tym, że przyłapał Jonathana na schadzce z... a przynajmniej z jego perspektywy tak to wyglądało.