Udało jej się. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Filemone był skłonny położyć się w jej łóżku, był już tuż obok, kiedy nagle Gio odskoczył od niej jak poparzony. Czyli odszedł, dziecko faktycznie poszło spać, a wrócił jej przyjaciel.
Dotarło do niej, jak wygląda cała ta sytuacja, kiedy zaczął nerwowo pokoju. Idealny moment sobie wybrał na powrót - nie ma co. Sama pewnie byłaby skonsternowana, gdyby zobaczyła coś takiego, ale powinien wiedzieć, że przecież ona nigdy nie patrzyła na nich w ten sposób, na żadnego z nich. Byli jej przyjaciółmi, niczym bracia nie z tej samej krwi - zresztą zawsze bliżsi niż ci, z którymi łączyły ją geny. Jak w ogóle mógł sobie pomyśleć coś takiego?
- To nie tak jak myślisz!!! - Powiedziała uniesionym tonem, bo samą ją to przeraziło.
- Zaczekaj, stój! Nigdzie nie idziesz Gio, musimy poważnie porozmawiać. - Nie mogła pozwolić, aby wyszedł stąd bez wyjaśnień. Ruszyła od razu za nim na korytarz. - Wróćmy do kuchni, musisz usiąść, nie wiem, jak Ci to powiedzieć. - Sama ponownie nalała sobie alkoholu do szklanki, z której wcześniej piła, wypiła jej zawartość jednym haustem, żeby się jakoś znieczulić przed tym, co miała mu opowiedzieć. Usiadła na krześle i czekała, aż zajmie miejsce na przeciwko niej.