10.05.2023, 11:08 ✶
Słuchał w milczeniu kolejnych instrukcji działania, marszcząc przy tym groźnie brwi. Zdecydowanie był lepszym rębajło, niż cichym i skrytym zabójcą. Ruchami, a właściwie to posturą nawet też, przypominał słonia w składzie porcelany, dlatego oczekiwania Bellatrix niezbyt przypadły mu do gustu. Mimo wszystko tak na zdrowy rozsądek miała racje, w tej sytuacji zagrożenia życia i wolności lepiej być zapobiegawczym, niż improwizować w pośpiechu. Najważniejsze, żeby nie dam im szansy do zaalarmowania brygadzistów, czy choćby sąsiadów, lub innych przypadkowych gapiów. Był późny wieczór, więc dolne piętro było już nieczynne dla klientów o tej porze, a domownicy powinni być już u siebie w mieszkaniu wyżej. Za włamanie z morderstwem groził im zdecydowanie bardzo ciężki artykuł, ale chyba oboje zdawali sobie z tego bardzo dobrze sprawę.
- Pamiętaj, że co wartościowe to moje. - odparł przy okazji ostatniej chwili do obgadywania planu działania. Miał pewne domysły, że Bellatrix interesuje rabunek ich własności tyle co nic, ale wolał się upewnić, że to on ma pierwszeństwo do grabieży mienia Sproutów. Wywoływanie grozy to misja końcowa, ale dla Murdocka równorzędnym celem był jak zwykle zarobek. Może dla dziedziczki rodowego majątku jak młoda czarodziejka stojąca obok okradanie swoich ofiar było nawet niegodne i uwłaczające jej statusowi, ale oprych taki jak Grayback nie zamierzał wzgardzić dodatkowym profitem. Za coś przecież musiał jeść, a w brew pozorom, nie żywił się jedynie przemocą i wybitymi zębami. Kiedy w końcu mieli już wszystko ustalone przecisnął się przodem, by stanąć frontem do bocznych drzwi prowadzących do wnętrza budynku. W pierwszej kolejności przyłożył pulchne ucho do drzwi. Nie usłyszał w środku nic podejrzanego, więc spróbował zaklęcia rozpraszającego, by zdjąć założony na drzwi alarm przeciwwłamaniowy, który wypatrzył jeszcze przed zjawieniem się paniczki Black. Kiedy upewnił się, że więcej niespodzianek na tym etapie ich nie czeka, użył trzymanego w dłoni łomu. Wbił go jednym ruchem we framugę w drzwiach, znalazł punk podparcia dla dźwigni i szarpnął mocno ze złym grymasem pod chustą na twarzy. Drzazgi poleciały na ich buty, dźwięk trzaskającego drewna w niewielkim stopniu rozszedł się wokół nich, za to jednak metalowy mechanizm wystawał już z drzwi, a te opierały się już wyłącznie na zawiasach. Teraz kiedy droga była już otwarta, na migi pokazał towarzyszce, żeby była gotowa do kontrataku zza jego pleców gdyby mieli natknąć się na kogoś od razu. Wszedł do środka i ujrzał jedynie puste pomieszczenie. Rozejrzał się i dopiero teraz dolatało do niego, że na medykamentach i ziołach to on się kompletnie nie zna. Wystrój wnętrza mało go interesował, ale wewnątrz nie śmierdziało wilgocią, ani szczurzymi odchodami, więc na standardy Nokturnu już czuł prestiż i przepych tego miejsca. Ruszył w kierunku schodów, stawiając cicho kroki pod sobą. Wchodząc na górę usłyszał pierwsze kroki, które nie należały przecież do ich dwójki. Przez uchylone lekko drzwi wydobywało się światło, które wyznaczało linię cienia w którym mogli się chować. Postawił na podstęp i stojąc jeszcze na schodach machnął ręką w kierunku okiennic na parterze by te otwarły się i zastukały wyraźnie o ścianę symulując niedomknięte okno na burzliwym wietrze. Zwabiona dźwiękiem starsza pani wyłoniła się ze światła, a Murdock nie przyglądając się kim była ta postać, momentalnie użył czaru paraliżującego i złapał opadające ciało kobiety zanim spadło na schody i narobiło hałasu.
- Pamiętaj, że co wartościowe to moje. - odparł przy okazji ostatniej chwili do obgadywania planu działania. Miał pewne domysły, że Bellatrix interesuje rabunek ich własności tyle co nic, ale wolał się upewnić, że to on ma pierwszeństwo do grabieży mienia Sproutów. Wywoływanie grozy to misja końcowa, ale dla Murdocka równorzędnym celem był jak zwykle zarobek. Może dla dziedziczki rodowego majątku jak młoda czarodziejka stojąca obok okradanie swoich ofiar było nawet niegodne i uwłaczające jej statusowi, ale oprych taki jak Grayback nie zamierzał wzgardzić dodatkowym profitem. Za coś przecież musiał jeść, a w brew pozorom, nie żywił się jedynie przemocą i wybitymi zębami. Kiedy w końcu mieli już wszystko ustalone przecisnął się przodem, by stanąć frontem do bocznych drzwi prowadzących do wnętrza budynku. W pierwszej kolejności przyłożył pulchne ucho do drzwi. Nie usłyszał w środku nic podejrzanego, więc spróbował zaklęcia rozpraszającego, by zdjąć założony na drzwi alarm przeciwwłamaniowy, który wypatrzył jeszcze przed zjawieniem się paniczki Black. Kiedy upewnił się, że więcej niespodzianek na tym etapie ich nie czeka, użył trzymanego w dłoni łomu. Wbił go jednym ruchem we framugę w drzwiach, znalazł punk podparcia dla dźwigni i szarpnął mocno ze złym grymasem pod chustą na twarzy. Drzazgi poleciały na ich buty, dźwięk trzaskającego drewna w niewielkim stopniu rozszedł się wokół nich, za to jednak metalowy mechanizm wystawał już z drzwi, a te opierały się już wyłącznie na zawiasach. Teraz kiedy droga była już otwarta, na migi pokazał towarzyszce, żeby była gotowa do kontrataku zza jego pleców gdyby mieli natknąć się na kogoś od razu. Wszedł do środka i ujrzał jedynie puste pomieszczenie. Rozejrzał się i dopiero teraz dolatało do niego, że na medykamentach i ziołach to on się kompletnie nie zna. Wystrój wnętrza mało go interesował, ale wewnątrz nie śmierdziało wilgocią, ani szczurzymi odchodami, więc na standardy Nokturnu już czuł prestiż i przepych tego miejsca. Ruszył w kierunku schodów, stawiając cicho kroki pod sobą. Wchodząc na górę usłyszał pierwsze kroki, które nie należały przecież do ich dwójki. Przez uchylone lekko drzwi wydobywało się światło, które wyznaczało linię cienia w którym mogli się chować. Postawił na podstęp i stojąc jeszcze na schodach machnął ręką w kierunku okiennic na parterze by te otwarły się i zastukały wyraźnie o ścianę symulując niedomknięte okno na burzliwym wietrze. Zwabiona dźwiękiem starsza pani wyłoniła się ze światła, a Murdock nie przyglądając się kim była ta postać, momentalnie użył czaru paraliżującego i złapał opadające ciało kobiety zanim spadło na schody i narobiło hałasu.