Specjalnie tak mówiły aby się przypadkiem nie zniechęcił. No ale skoro będzie dobrze wyglądać, to będzie dobrze wyglądać. W najgorszym wypadku pójdzie tam w rozpiętej lnianej koszuli - w ten sposób też będzie wyglądał zjawiskowo, a już na pewno w oczach kuzynek Pandory, które by go chyba tam napadły i nie odpuściły ani na ułamek sekundy.
Nie twierdził przecież, że Layla to zła dziewczyna. Jednak prawdę mówiąc nie potrzebował żadnej pokojówki ani sługi czy kogokolwiek tego typu. Miał dwie ręce i dwie nogi. Był zdrowy i w sile wieku. Wszystko mógł zrobić sam, a tym bardziej jeżeli rozchodziło się po prostu o przyniesienie czegoś.
Przyjęcie mogło być głupie, bez sensu, a nawet ustawione. Nic jednak nie szkodziło aby tam pójść i trochę posiedzieć - w ten sposób może zrozumie chociaż trochę ich kultury i zasad panujących w tej części globu. A i może jakiegoś dobrego alkoholu uda się napić czy nawet zorganizować małe zawody?
Pandora miała chyba jakiś przełącznik na uśmiechanie się. Z pełnej wściekłości, o ile taka w ogóle istniała w jej gamie emocji , potrafiła w mgnieniu oka przejść do szczerego uśmiechu. Naprawdę nie pamiętasz? Uniósł brwi w zdziwieniu - To ja Ci przypomnę. Żaden problem. Luty i czerwiec. Dwa razy kiedy ktoś miał ochotę pozbawić Cię głowy - odwzajemnił uśmiech. O tyle o ile on miał nawet taki zamiar na początku roku, tak rudowłosa zapewne chciała to zrobić w trakcie Lithy. Gdyby tylko miała wtedy ze sobą jakiś toporek to Pandora pewnie byłaby dzisiaj krótsza o co najmniej kilka centymetrów - Nie wykorzystałem? - zapytał pytająco, kiedy podciągnęła go do siebie, również przekręcając głowę. Kącik ust powędrował mu do góry, a on sam ruszył brwiami jakby chciał jej przekazać jedną wiadomość - 'zgaduj' - Taa... Pięknie patrzeć... Mhm... Straciliśmy kompana. Druha do wypraw. Towarzysza do walki ze złem dnia codziennego... - posmutniał. Njala wzięła się za ich przyjaciela po zaręczynach. Zaczęła ustawiać do pionu i uczyć go życia na nowo. A ten biedak przez to nie miał już czasu dla swoich kumpla - No kiedyś na pewno - wzruszył ramionami. Nie słyszał od żadnego z wielce zakochanych aby planowali na razie jakieś wesele. Ale z drugiej strony jak z chodzenia do zaręczyn przeszli w trzy miesiące... Wszystko wskazywało więc na to, że ślub też będzie jakoś niedługo.
- I tego się właśnie boję. Znaczy może nie tego, a raczej tego co wymyśliłaś - przyznał. Pandora była chaosem, więc jej pomysły też pewnie takie były. Kerem? Jakiś kolejny sługa czy kuzyn? Psiakrew dużo tych imion do zapamiętania... - Obiad? - a czy właśnie nie byli u niej w rodzinnym domu? Mogli przecież zjeść tutaj. Jakby postawiła przed nim miskę mięsa to byłby szczęśliwy jak mało kto - Hjalmar naprawdę nie potrzebował za dużo do szczęścia w kwestii posiłków.
- A to nie można jak człowiek wyjść drzwiami? - zdziwił się kręcąc głową. To nie tak, że będą się o nią martwić jeżeli tak o sobie znikną bez słowa? Ta cała akcja wyglądała jak jakieś nastoletnie wymykanie się z domu... A Pandora przecież już nie była małą dziewczynką aby się bawić w takie rzeczy, co innego jej kuzynki. To była ucieczka na miarę ich mocy.
Złapał plecak i nawet nie zdążył się zdziwić, a Prewettówna była już na dole. Ona chyba mieszkała na tej linie. Do tej pory w głowie miał tę nieporadną dziewczynę, która o mały włos się nie zabiła, spadając z drzewa, a tu takie zaskoczenie. Nordgersim nie dawał rady wyjść z jednego zaskoczenia, a wpadał w kolejne - ta cała Turcja już zaczęła na niego źle działać.
Dał się pociągnąć, jako że i tak nie miał pojęcia jaki dalej jest plan wydarzeń. Schowali się za jakimś drzewem, a on oddał swojej przewodniczce plecak - No nie wiem. Jakieś napady kuzynek, ucieczki... Obiecywałaś wspomnienia, a nie maraton wysiłku - zauważył, a chwilę później usłyszał tent kopyt. Zostali odkryci? Tak szybko?
Prawda okazała się jednak całkiem inna i mniej dramatyczna, niż zakładał to Hjalmar. Ktoś po prostu prowadził konia jakby na zawołanie Pandory lub zgodnie z czasem na wcześniej ustalony plan. Nie wsiadam na to. Idę z buta Kiedy Prewettówna rozmawiała o czymś z Keremem, on sam przyglądał się czarnemu stworzeniu, które bacznie obserwował. Nie ufam Ci gościu czterokopytny Dlaczego ze wszystkich możliwych środków transportu, zaczynając od ich własnych stóp, a na teleportacji kończąc, dziewczyna wybrała konia?
- Nie, nie. Ja pójdę z buta obok. Naprawdę. Tak będzie lepiej - starał się obronić przed jej przekonaniami aby wsiadł na zwierza. Pokręcił kilka razy głową, mruknął z niezadowolenia na ten pomysł ale koniec końców, niemrawym ruchem wsiadł na tył konia. Pandora wsiadła na niego jakby to nie stanowiło dla niej żadnego problemu oraz było chlebem powszednim - Przyjemne. Mhm - odparł wkładając stopy w strzemiona, a rękoma objął jej talię. W momencie startu wycieczki, Hjalmar mimowolnie naprężył swoje wszystkie mięśnie, ściskając tym samym Prewettówne - Sorrka - przeprosił, luzując ścisk swoich dłoni. Sama sobie była winna. Mogła go ostrzec albo ostrzec konia, że ta przejażdżka może być jedną z trudniejszych w jego karierze. Jeżeli tego nie zrobiła... No to cóż. Będzie musiała się wytłumaczyć przed tą czterokopytną bestią, ponieważ on nie miał takiego zamiaru.
Podróżowali przez chwilę w ciszy. Z dala od tłumu gapiów i rozwydzrzonych kuzynek Pandory, okolica wydawała się być bardzo podobna do tego co miał na Islandii. Tutaj co prawda było dużo cieplej i od razu można było zauważyć większa interwencję człowieka we wszystko ale nadal można było utrzymywać jakiś kontakt z naturą - Czemu nie? Przecież powiedziałem, że będę to będę - przyznał. Obiecał, że będzie, a słowa dotrzymywał - nie miał więc innej możliwości - O nie, nie, nie. Nie dawaj mi tego. My się nie lubimy. Nie dogadujemy się - stwierdził kiedy wciskała mu lejce w dłoń. Poczuł się przez moment jakby coś go sparaliżowało. Pokiwał głową na zrozumienie instrukcji ale nic z tym nie zrobił - dalej jechali tym samym tempem, a Hjalmar nie chciał rozgniewać tego stwora. Zwłaszcza, że słyszał o ich zapędach do kopania ludzi.
Kiedy tylko mógł, zsiadł z konia i przetarł sobie twarz. To była ciężka przeprawa... Pokiwał z niedowierzaniem na swoją odwagę w tym momencie - Pod warunkiem, że wracamy pieszo - zaznaczył. Nordgersimowi było obojętne co miała w planach w tym momencie, dopóki nie rozchodziło się o powrót na koniu. Mogła go nawet zostawić na pastwę kuzynek, lokalnej ludności czy jakiegoś potwora. Wziąłby wszystko w ciemno tylko po to aby nie musieć wsiadać jeszcze raz na stojącego w cieniu rzezimieszka.