10.05.2023, 23:19 ✶
Pozwolił się jej pocałować, ale prędko sam przejął inicjatywę - wpierw pogłębił pocałunek, później gwałtownie go urwał i spojrzał w jej oczy.
Wydawał się szczerze dotknięty tym, że Jego Pani nie chce uczestniczyć w tych ponurych fantazjach, chociaż jedynym, czym to zasygnalizował, było milczenie o kilka sekund za długo.
- Jak mówisz - posłusznie przyznał jej rację i samo to, poniekąd, sprawiło mu przyjemność.
Bo nie mógł mieć tego, co chciał. Tym razem chodziło o bezpieczeństwo. O to, że chciał być pewny dobrej śmierci. Nie dała mu żadnej gwarancji, nie zamierzała mu ulżyć. Może powinien zasłużyć?
Całował ją dalej. Najpierw po podbródku, po policzku, później po szczęce i po szyi.
Nie potrafił nie myśleć teraz o śmierci. Śmierć zajmowała całą tę część jego uwagi, której nie poświęcał Geraldine. Poniekąd z bólem, poniekąd z podnieceniem kontemplował to, że skończy jak pierdolony zmaz z przedwczesnego wytrysku. Żałosny i płonny. Umieranie miesiącami będzie katorgą. Osunięcie się w szaleństwo - ostateczną klęską. Skończy jak własna matka.
Zatrzymał się z ustami na jej obojczyku. Powoli wysuwał rękę z jej spodni, tak aby po drodze zostawić suto wilgoci na łechtaczce.
- Bogini - sapnął i wrócił do pracy.
Całował jej prawą pierś, delikatnie podążając ku sutkowi. Objął wargami areolę, lekko ssąc go. Jednocześnie wolną, śliską ręką starał się zsunąć swoje spodnie z bielizną byle niżej.
Wydawał się szczerze dotknięty tym, że Jego Pani nie chce uczestniczyć w tych ponurych fantazjach, chociaż jedynym, czym to zasygnalizował, było milczenie o kilka sekund za długo.
- Jak mówisz - posłusznie przyznał jej rację i samo to, poniekąd, sprawiło mu przyjemność.
Bo nie mógł mieć tego, co chciał. Tym razem chodziło o bezpieczeństwo. O to, że chciał być pewny dobrej śmierci. Nie dała mu żadnej gwarancji, nie zamierzała mu ulżyć. Może powinien zasłużyć?
Całował ją dalej. Najpierw po podbródku, po policzku, później po szczęce i po szyi.
Nie potrafił nie myśleć teraz o śmierci. Śmierć zajmowała całą tę część jego uwagi, której nie poświęcał Geraldine. Poniekąd z bólem, poniekąd z podnieceniem kontemplował to, że skończy jak pierdolony zmaz z przedwczesnego wytrysku. Żałosny i płonny. Umieranie miesiącami będzie katorgą. Osunięcie się w szaleństwo - ostateczną klęską. Skończy jak własna matka.
Zatrzymał się z ustami na jej obojczyku. Powoli wysuwał rękę z jej spodni, tak aby po drodze zostawić suto wilgoci na łechtaczce.
- Bogini - sapnął i wrócił do pracy.
Całował jej prawą pierś, delikatnie podążając ku sutkowi. Objął wargami areolę, lekko ssąc go. Jednocześnie wolną, śliską ręką starał się zsunąć swoje spodnie z bielizną byle niżej.