11.05.2023, 02:33 ✶
Ulysses kiwnął głową, przyswajając słowa Victorii. Jedno po drugim. Drugie po trzecim. Trzecie po czwartym. Dziecko zostało uleczone – to dobrze. Jeśli bez blizn to jeszcze lepiej. Facet jest w rękach uzdrowicieli – też dobrze, choć nie do końca wierzył by uzdrowiciele byli wstanie machnięciem różdżki cofnąć spartolone zaklęcie zapomnienia. Magia bywała potężna, ale nawet ona potrafiła zwodzić w takich przypadkach. Matka jest w szoku…
Młody Rookwood kiwnął odruchowo głową.
- Rozmawiałaś z nią o… - urwał, zastanawiając się jak powiedzieć o tym, co chodziło mu po głowie. O tym, że jedno dziecko pójdzie do Hogwartu i praktycznie zniknie z jej życia na osiem lat? A gdy będzie wracać na wakacje to już nie będzie takie jak wcześniej? Nie da się odsunąć się od magii, gdy już pozna się jej wszechpotężny smak. - …o konsekwencjach? – zapytał ostrożnie i pewnie mało czytelnie. – Mam nadzieję, że uzdrowiciele okażą się cudotwórcami. To źle rokuje, kiedy przy pierwszym zetknięciu z magią, mugol aż tyle traci a nie można potem zmodyfikować mu pamięci. – A tu matka małego mugolaka (choć może już warto by było użyć określenia „półkrwi”?) miała aż nadto negatywnych wspomnień powiązanych z magią.
Ulysses nie próbował zrozumieć, czemu właściwie "bezmyślny kretyn" zdecydował się na tak radykalny krok jak wykradanie własnego dziecka byłej partnerce. Nie chciał zaśmiecać swojego umysłu wyjaśnieniami, które może i sprawiłyby, że zrozumiałby postępowanie sprawcy, ale jednocześnie nie miały żadnego znaczenia dla tego, co teraz musiał z Victorią sprzątać.
Tak, było im łatwiej bo mieli magię, ale też gdyby nie magia, nie musieliby w ogóle tego robić.
- Ostatnio bezustannie – odpowiedział cicho, znowu skupiając wzrok na pokoju dziecięcym.
Ten wyglądał teraz tak jak powinien. Rookwood zadbał nawet o to, by zabawki niechlujnie wystawały z koszyka a śpioszki leżały przewieszone przez ramę łóżeczka (choć jego pedantyczne serce cierpło na ten nieporządek). W środku brakowało tylko poparzonego magią dzieciaka.
- Mam wrażenie, że plotki o tym, co robi Leach, tylko nakręcają mugolaków – dodał po paru sekundach. – Jakby nieświadomie dawał im wskazówkę: nie układa ci się w świecie magii? Zmodernizuj za pomocą czarów świat mugoli – Jakaś część Ulyssesa wiedziała, że mocno uproszczał wszystko. Zdawał sobie sprawę z tego, że Leach nie był popularny wśród czystokrwistych rodów, ale też sam nie potrafił spojrzeć na niego cieplej. W jego oczach był durniem. I nawet jeśli przynajmniej część plotek, które o nim chodziły nie były prawdą, to Minister Magii nadal pozostawał na tyle dużym durniem, by pozwalać się rozprzestrzeniać pozostałym.
Ale czego mogli się spodziewać po człowieku, który ponoć próbował się magicznie mieszać w sprawy mugoli?
- Ich ciągle ciągnie do świata pełnego mugoli – podsumował koślawie.
Zrobił parę kroków by stanąć w drzwiach prowadzących do salonu i spojrzeć na otępiałą mugolkę. Nawet nie wiedział, co jeszcze mogli zrobić.
- Powiedziałaś jej, że niedługo odzyska dziecko? I że złapią… - z jego ust prawie wyleciało słowo: sprawcę. Zamrugał zmieszany. Że złapią tego kto to zrobił. - …że złapią ojca dzieciaka?
Młody Rookwood kiwnął odruchowo głową.
- Rozmawiałaś z nią o… - urwał, zastanawiając się jak powiedzieć o tym, co chodziło mu po głowie. O tym, że jedno dziecko pójdzie do Hogwartu i praktycznie zniknie z jej życia na osiem lat? A gdy będzie wracać na wakacje to już nie będzie takie jak wcześniej? Nie da się odsunąć się od magii, gdy już pozna się jej wszechpotężny smak. - …o konsekwencjach? – zapytał ostrożnie i pewnie mało czytelnie. – Mam nadzieję, że uzdrowiciele okażą się cudotwórcami. To źle rokuje, kiedy przy pierwszym zetknięciu z magią, mugol aż tyle traci a nie można potem zmodyfikować mu pamięci. – A tu matka małego mugolaka (choć może już warto by było użyć określenia „półkrwi”?) miała aż nadto negatywnych wspomnień powiązanych z magią.
Ulysses nie próbował zrozumieć, czemu właściwie "bezmyślny kretyn" zdecydował się na tak radykalny krok jak wykradanie własnego dziecka byłej partnerce. Nie chciał zaśmiecać swojego umysłu wyjaśnieniami, które może i sprawiłyby, że zrozumiałby postępowanie sprawcy, ale jednocześnie nie miały żadnego znaczenia dla tego, co teraz musiał z Victorią sprzątać.
Tak, było im łatwiej bo mieli magię, ale też gdyby nie magia, nie musieliby w ogóle tego robić.
- Ostatnio bezustannie – odpowiedział cicho, znowu skupiając wzrok na pokoju dziecięcym.
Ten wyglądał teraz tak jak powinien. Rookwood zadbał nawet o to, by zabawki niechlujnie wystawały z koszyka a śpioszki leżały przewieszone przez ramę łóżeczka (choć jego pedantyczne serce cierpło na ten nieporządek). W środku brakowało tylko poparzonego magią dzieciaka.
- Mam wrażenie, że plotki o tym, co robi Leach, tylko nakręcają mugolaków – dodał po paru sekundach. – Jakby nieświadomie dawał im wskazówkę: nie układa ci się w świecie magii? Zmodernizuj za pomocą czarów świat mugoli – Jakaś część Ulyssesa wiedziała, że mocno uproszczał wszystko. Zdawał sobie sprawę z tego, że Leach nie był popularny wśród czystokrwistych rodów, ale też sam nie potrafił spojrzeć na niego cieplej. W jego oczach był durniem. I nawet jeśli przynajmniej część plotek, które o nim chodziły nie były prawdą, to Minister Magii nadal pozostawał na tyle dużym durniem, by pozwalać się rozprzestrzeniać pozostałym.
Ale czego mogli się spodziewać po człowieku, który ponoć próbował się magicznie mieszać w sprawy mugoli?
- Ich ciągle ciągnie do świata pełnego mugoli – podsumował koślawie.
Zrobił parę kroków by stanąć w drzwiach prowadzących do salonu i spojrzeć na otępiałą mugolkę. Nawet nie wiedział, co jeszcze mogli zrobić.
- Powiedziałaś jej, że niedługo odzyska dziecko? I że złapią… - z jego ust prawie wyleciało słowo: sprawcę. Zamrugał zmieszany. Że złapią tego kto to zrobił. - …że złapią ojca dzieciaka?