Za dużo było tej śmierci ostatnio. Chciała choć na chwilę zapomnieć o tym, co ich gnębiło, co było jego największym dramatem. Może było to trochę samolubne, ale musiała złapać oddech, przestać o tym myśleć. Poczuła to w jego spojrzeniu, dotknęło go to, ale nic nie powiedział.
A ona przecież nie zabijała ludzi. Pewnie niewiele się to różniło od zabicia stworzenia, w końcu ciało to była skóra, kości i krew, jednak musiałaby przekroczyć pewną granicę i bała się, że mogłoby już nie być odwrotu, nie był to jednak czas, w którym chciała się tym martwić. Później będzie myśleć o tych słowach. Rozumiała też, czym były spowodowane. Chyba nikt nie chciałby umierać powoli, męczyć się, zadecydowanie o swoim losie było bardziej humanitarne.
Mimo tego, że nie dała mu odpowiedzi, którą chciał usłyszeć kontynuował swoje działania. To było dla niej potwierdzeniem tego, że faktycznie zamierzał wykonywać jej polecenia, nie miała już wątpliwości.
Yaxley nie myślała właściwie o niczym. Udało się jej po prostu skupić na czerpaniu rozkoszy z tej chwili, bo jego usta tak przyjemnie muskały jej ciało. Czuła, że cierpnie jej skóra, paliła ją w każdym miejscu, które chwilę wcześniej dotykał. Ciepło rozchodziło się też w środku, wydawało jej się, że płonie, że niedługo się spali całkowicie.
Najwyraźniej każde z nich w tym momencie było w innym miejscu, bo może trwali tutaj razem w tym zbliżeniu, jednak zupełnie czymś różnym zajmowali myśli.
Pomogła mu zsunąć spodnie, następnie zajęła się swoimi. Zaczynały jedynie przeszkadzać. Zbliżał się moment, kiedy będzie chciała w pełni go poczuć. Oddech miała coraz cięższy. Pożądanie stawało się coraz silniejsze, przeradzało się w niepohamowaną cielesną potrzebę, która musiała zostać zaspokojna. Tu i teraz, i wiedziała, że to dostanie, że nie zostawi jej bez osiągnięcia spełnienia. Przez krótką chwilę zastanawiała się, czy będzie w stanie to zrobić bez bólu, w końcu to on go pobudzał, jednak odsunęła od siebie te myśli, licząc na to, że tym razem ona, po prostu ona mu wystarczy.