Gerry nie do końca wpasowywała się w wyobrażenie osoby która pochodziła z jednego z tych bardziej szanowanych rodów. Utrzymywała konktakty z rodziną - nie chciała się odcinać, bo była im wdzięczna za to, że mogła pokierować swoje życie właśnie tą drogą, jednak wyznaczyła też pewne granice, których się trzymała. Nie pozwalała specjalnie ingerować w to, co robiła. Zresztą, gdyby tego nie zrobiła zapewne już dawno byłaby czyjąś żoną i bawiła jego dzieci. Na całe szczęście skutecznie unikała tego tematu ku niepocieszeniu matki.
- To tylko złudne nasycenie głodu. Chyba znasz prawo Gampa? Czy nie uważałeś na transmutacji? - Akurat była to dziedzina, którą ona naprawdę się interesowała. Przyglądała się Erikowi uważnie, bo chyba zapomniał o tym podstawowym prawie.
Dostrzegła, że klepie się po kieszeniach, jakby czegoś szukał. Przesunęła w jego kierunku swoją paczkę papierosów, pamiętała, że zdarzało mu się popalać. Może to był jeden z takich momentów, kiedy potrzebował dymka? Jeśli zechce, to sięgnie po jednego z tych jej. Nie były to może niewiadomo jakiej jakości szlugi, ale dawały w płuco, a to było najważniejsze w tym wszystkim.
- Pięć, albo sześć skrzyń? - Powtórzyła po nim. To było dla niej trochę abstrakcyjne pojęcie, bo przecież nie była pewna, czym powinna je wypełnić. - Zależy, czego będziecie potrzebować, jak mówię, najprościej chyba będzie, jeśli mi zrobicie listę. - Wtedy będzie mogła oszacować, jak to wyjdzie objętościowo, tak to mogła jedynie gdybać, w końcu smoka by nie zmieściła do skrzyni, a druzgotków mogłaby w nią zapakować masę.
- Szczerze mówiąc, jak bym chyba zrobiła na odwrót, zaczęła od tych bardziej unikatowych składników, które mogą być trudniej dostępne. To też zależy od tego, jak bardzo skomplikowane mikstury chcecie wytwarzać. - Bo miała wrażenie, że chodzi tu o coś więcej niż o jakieś eliksiry na kaszel, czy katar.
- Szkoda, chętnie bym się wybrała do Australii, jednak nie mogę gwarantować, że szybko wrócę. - Kto by się bowiem spieszył do powrotu do kraju w którym konflikt się zaogniał, można było dostać zaklęciem w plecy? - Nie do końca sama, znaczy może interesem sama, ale mam kogoś z kim współpracuję, jeśli będziecie potrzebowali jakichś eliksirów, to możemy Wam pomóc. - Bo może i warto było wykorzystac umiejętności Mellvyna w tym wszystkim, może udałoby i mu się coś zyskać na tym układzie. Myślała o tym, w jaki sposób może mu pomóc, miała to zawsze z tyłu głowy.
- Jakby coś, zawsze możesz wysłać mi list, że potrzebujecie czegoś na szybko. Może uda mi się pogodzić to z normalnymi zleceniami. - Coś czuła, że mogą mieć sporą listę ingredientów, które będa im potrzebne.
- Tak dużo się dzieje, właściwie to całkiem rozsądne podejście, że chcecie się przygotować na każdą ewentualność. - Uważała, że warto było, w końcu później może być trudno o niemalże wszystkie składniki.
- Jest trochę więcej zleceń, to fakt, widać, że ludzie się przygotowują na każdą ewentualność. Zresztą mój brat chciał mnie zabrać na polowanie na buchorożce, nie wiem po co mu one. - Sama była zdziwiona propozycją, w końcu Theon jakoś nigdy specjalnie nie lubił spędzać z nią czasu, tutaj pewnie chodziło o jej umiejętności, bo nie ma co ukrywać, ale jeśli chodzi o bliźniaki to właśnie Geraldine od zawsze była lepsza w rodzinnej profesji.