11.05.2023, 10:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.05.2023, 17:34 przez Brenna Longbottom.)
Brenna postanowiła nie zastanawiać się, czy człowiek, który przed nimi stoi, jest człowiekiem, ghulem, wampirem czy też czymś jeszcze innym. Fawleyowie byli… rodziną specyficzną, a jak długo Brygada nie miała dowodów na to, że w swoich zainteresowaniach za bardzo się zapędzają, nie było powodów do zachowywania się nieuprzejmie.
- Myślę, że wciąż jest żywy – zapewniła Brenna i ostatecznie wyciągnęła rysunek, przedstawiający mężczyznę. Mavelle sporządziła go na podstawie instrukcji od Brenny i zdaniem Brygadzistki był całkiem udatny. Jeżeli czarnoksiężnik zaś i tak tutaj mieszkał, a ten… człowiek… go krył… To cóż, i tak na pewno zaalarmuje go, że pytała o niego Brygadzistka.– Może jest szansa, że ktoś z domowników go rozpozna? Na pewno jest czarodziejem i kręcił się w tej okolicy i może być świadkiem w sprawie zaginięcia – poinformowała gładko. Zazwyczaj ludzie byli bardziej skłonni do współpracy przy znalezieniu potencjalnych świadków niż podejrzanych, bo przecież to taki miły chłopak, zawsze dzień dobry mówił, po co robić mu problemy. Nie próbowała za to wymyślać żadnych bajeczek, bo istniała szansa, że ktoś ją tutaj rozpozna jego Longbottomównę i szybko domyśli się, że to może mieć coś wspólnego z działaniami Ministerstwa.
Jeżeli jednak mężczyzna zapewnił, że nikogo takiego nie widział, i mało prawdopodobne, aby ktokolwiek z Fawleyów mógł go rozpoznać, Brenna nie zamierzała nalegać. Nadmierna natarczywość w takich sprawach była dobrym rozwiązaniem wyłącznie, jeśli miało się pewność, że ktoś coś wiedział. Zamiast tego wolała więc po prostu rozejrzeć się za kolejnymi zabudowaniami.
- Myślę, że wciąż jest żywy – zapewniła Brenna i ostatecznie wyciągnęła rysunek, przedstawiający mężczyznę. Mavelle sporządziła go na podstawie instrukcji od Brenny i zdaniem Brygadzistki był całkiem udatny. Jeżeli czarnoksiężnik zaś i tak tutaj mieszkał, a ten… człowiek… go krył… To cóż, i tak na pewno zaalarmuje go, że pytała o niego Brygadzistka.– Może jest szansa, że ktoś z domowników go rozpozna? Na pewno jest czarodziejem i kręcił się w tej okolicy i może być świadkiem w sprawie zaginięcia – poinformowała gładko. Zazwyczaj ludzie byli bardziej skłonni do współpracy przy znalezieniu potencjalnych świadków niż podejrzanych, bo przecież to taki miły chłopak, zawsze dzień dobry mówił, po co robić mu problemy. Nie próbowała za to wymyślać żadnych bajeczek, bo istniała szansa, że ktoś ją tutaj rozpozna jego Longbottomównę i szybko domyśli się, że to może mieć coś wspólnego z działaniami Ministerstwa.
Jeżeli jednak mężczyzna zapewnił, że nikogo takiego nie widział, i mało prawdopodobne, aby ktokolwiek z Fawleyów mógł go rozpoznać, Brenna nie zamierzała nalegać. Nadmierna natarczywość w takich sprawach była dobrym rozwiązaniem wyłącznie, jeśli miało się pewność, że ktoś coś wiedział. Zamiast tego wolała więc po prostu rozejrzeć się za kolejnymi zabudowaniami.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.