Vespera wiedziała doskonale kiedy się odzywać i co mówić. Nauczyła się tego na własnych błędach, na relacjach, które zawierała w szkole. Zawsze starała się otaczać ludźmi, aby poznawać ich zachowania, ich słabości, ich błędy, które popełniali pod wpływem emocji. Sama nie była uch pozbawiona, ale nauczyła się nad nimi panować w jakimś drobny stopniu. Doskonale sobie zdawała sprawę, że jej brat radził sobie znacznie lepiej jeśli chodzi o działanie pod wpływem chwili, nie pozwalał na słabości związane z emocjami. Vespera pod tym względem była od niego trochę inna. Każde z nich miało za to przewagi w różnych sferach społecznych.
Gdy brat zabrał swój głos skierowała ku niemu spojrzenie swych ciemnych oczu, kąciki jej pełnych ust delikatnie unosiły się w łagodnym, tajemniczym uśmiechu. Zgadzała się z jego słowami, ale nie przerywała, nie wchodziła w słowo. Chciała, aby miał szansę na wypowiedź. Nie byli już dziećmi i Vespera panowała nad swoim zachowaniem. Jako dziecko zdarzało jej się wchodzić w zdanie, myśleć do przodu, ale wszystkiego idzie się wyuczyć – nawet aktualnego opanowania. Lubiła przebywać w obecności swojego brata, lubiła budować z nim relacje i móc na nim polegać, miała też nadzieję, że i on tak samo będzie na niej polegał, że wie iż ona zawsze będzie dla niego kiedy tylko tego będzie potrzebował. Rodziny się nie wybiera, więc chciała akceptować to jacy byli w całej swojej okazałości.
— Tak, ojcze. – odpowiedziała krótko skinąwszy przy tym głową. Nie potrafiła sobie wyobrazić tego, że jej ojciec, czy brat mogliby trafić do Azkabanu. Nie dbała o innych, dbała tylko o swoich, o najważniejszych. I jakby coś takiego miało miejsce wydarłaby ich stamtąd rękami. Uknułaby taki spisek, że zostaliby uwolnieni wbrew wszystkiemu, ale były to tylko rozważania jej umysłu. Przyszłość pokaże, co tak naprawdę się stanie, czy ktokolwiek trafi do miejsca, o którym mówił jej ojciec.
— Strach to dobra broń, ale trzeba nim operować w odpowiedni sposób inaczej może nas zgubić. Ludzie nie są głupi i wiedzą, że jesteśmy ludźmi. Możemy sprawić, że nasze poczynania będą wyglądać jak mit, legenda, sprawić, że będziemy w ich umysłach symbolizować koszmar, ale musimy to robić w rozsądny sposób inaczej może to nas zgubić. – dodała jeszcze po wypowiedzi jej ojca. Nie bała się wypowiadać takich słów, nie bała się, że ojciec pomyśli, że się mu sprzeciwia. Wręcz przeciwnie wierzyła, że jeśli poda mu kilka swoich obaw sprawi, że wszystkie znikną, a jego plan, jego cel, jego decyzję nie będą miały żadnych luk i będą idealne.
Miała nadzieję, że ją zrozumieją. Strach zawsze sprawiał, że ludzie tracili wiarę, siłę i stawali się słabi, ale trzeba było nim odpowiednio operować, aby inni nie wykorzystali tego wzbudzonego strachu przeciw nim. Historia nie raz pokazała, że tyran przegrywał, bo źle korzystał ze wzbudzonego strachu. Miała nadzieję, że i oni tak nie skończą, a ich praca nie pójdzie na marne.