- Powiedzmy, że mniej - odparł kiedy próbowała wyczytać z niego odpowiedź. No to jeszcze raz Ci się upiecze, a potem ciach. Po główce To była bardzo ciekawa opcja ale raczej by z niej nie skorzystał w dniu dzisiejszym jako, że już zdążył się do niej przyzwyczaić, polubić czy nawet wytrzymać bez chęci uduszenia jej.
Czy zakręciłby się obok Njála aby zmusić swojego przyjaciela do pewnych daleko posuniętych kroków? Nie, ponieważ ten był jego bliską osobą i mimo denerwowania go na różne sposoby (dokładnie tak jak Pandora zresztą), nie potrafiłby mu tego zrobić. Całkowicie inną kwestią było zaangażowanie innych mężczyzn z okolicy ich wioski aby to oni wykonali "brudną" robotę. Hjalmar wraz ze swoim, a raczej Prewettównowym, genialnym pomysłem, zajął się "koordynowaniem" całych zaręczyn. Przekonał Ivara, bo tak się nazywał tamten głupiec, że to już czas aby coś zrobił jako, że inni zaczęli się rudowłosą dziewczyną interesować. Pomógł mu się rozprawić z adoratorami jego "ukochanej", a na koniec załatwił mu przepiękny pierścionek zaręczynowy, który zresztą sam wykuł. Czy mógł zrobić coś więcej aby wyjść na dobrego i oddanego przyjaciela?
Pokiwał tylko głową na słowa Pandory. Miała trochę racji. Koniec końców, Njáli należała się jakaś nagroda za tyle lat wyrzeczeń - A po co się tyle lat uganiać? Stawiasz sprawę prosto albo porywasz taką dziewczynę i tyle - wzruszył ramionami. Po co się tyle lat skradać skoro działają stare sprawdzone metody?
- Niech stracę - zaśmiał się kiedy puściła mu oczko. Nie miał wyboru - oddał się w ręce Pandory, licząc, że dożyje kolejnego dnia. Niech tylko będzie dla niego łagodna...
Pokiwał głową, chociaż nie do końca rozumiał ten sposób myślenia. Hjalmar mógł sobie wyjść w środku nocy aby powrócić po trzech dniach i nikt nie miałby do niego żadnych problemów. Sam Nordgersim nie widział też większego problemu aby ktoś ich zaczepił i porozmawiał czy nawet porwał na chwilę. No ale skoro Pandora twierdziła, że tak będzie lepiej - tak być musiało. To ona tu teraz rządziła.
- Daj spokój. Zgrywam się. Na pewno będziemy się dobrze bawić - zapewnił ją. Powinna była się domyśleć, że będzie jej dogryzać. To, że aktualnie byli w Turcji nie znaczyło, że miałby zacząć się zachowywać inaczej, niż do tej pory. Nie po tym jak mało z nią nie oszalał.
Pandora nie mogła robić tych swoich słodkich minek, trzepotać rzęsami, posyłać mu całusów czy czegokolwiek innego - to był cios poniżej pasa z którego korzystały jego młodsze siostry, a on nie potrafił się przed tym bronić. Kiedy więc tylko niewinnie zatrzepotała swoimi rzęsami, Hjalmar wydał z siebie pomruk i wsiadł na tego nieszczęsnego konia w całkowitej złości na samego siebie. Ta, spodoba, jeszcze czego Prędzej by uwierzył w to, że już nigdy jej nie będzie groził niż w to, że polubi jazdę konną. To nie miało prawa się udać.
- Czy to ważne czemu przyjechałem? Według mnie nie ma już znaczenia czy przyjechałem bo chciałem czy bo obiecałem. Nie mówiłaś czegoś takiego aby cieszyć się chwilą czy coś w ten deseń? Zresztą co innego miałem robić? Siedzieć w kuźni? Też mi się należą jakieś wakacje, chociaż kilka dni w roku - zaśmiał się, a Pandora przywarła do jego torsu. Jakbym się teraz odchylił bo by spadła... Bił się z tą myślą przez dłuższą chwilę jako, że było to bardzo interesujące aby przez moment poczuła stres. Na całe szczęście pozostawił to dla siebie i tylko w sferze swoich myśli - Nie, nie. Nie będzie z tego związku dzieci - przyznał. Oczywiście chodziło mu o relację Hjalmar - koń. Powinna była się w ogóle cieszyć, że odważył się wejść na tego stwora, potwora - No to tak to zostawimy. Ty będziesz go rozumieć, a ja będę się trzymać z daleka. Nie czuję się na nim... Wiesz no... Za stabilnie? - przyznał. Jakoś nie do końca czuł tę pewność siebie kiedy na nim siedział. Miał wrażenie, że dopóki jego bezpieczeństwo jest w rękach kaprysu czterokopytnego zwierzęcia, nic nie jest pewne - To ja już sam wolę zjeść tę marchewkę niż się z nim dzielić - stwierdził. Po moim trupie mu dam marchewkę Nie był fanem warzyw ale jeżeli miał wybór dać temu diabłu pomarańczowy przysmak lub nie - to wolał mu po prostu nie dać.
- Było... Dziwnie - przyznał krótko. Dużo bardziej ufał sile własnych nóg, niż kopytom tego konia. Jedyny moment, kiedy nie było źle to wtedy kiedy Pandora oparła się o jego tors - to dodała mu trochę otuchy i nadziei, że czarny zwierz nie będzie starał się go pozbyć - Tak chyba będzie lepiej albo zamknę oczy... Albo mnie upijesz - przedstawił jej alternatywne zakończenia, uśmiechając się szczerze na ostatnią opcję, na którą miał nawet ochotę.
- Dla mnie to i sam Merlin może tu być - wzruszył ramionami jako, że to go w ogóle nie obchodziło. Sam zresztą nie korzystał też na co dzień z magii, a jego różdżka została w plecaku - I jest Pandora - dodał po chwili, rozglądając się po okolicy. Było tutaj całkiem przyjemnie. Hjalmar odebrał tę wioskę jako swego rodzaju zamknięte społeczeństwo - coś pokroju takiego z którego on sam się wywodził. To mu dużo bardziej odpowiadało niż ten cały przepych u Prewettów.
No chyba nie mam wyboru... Został pociągnięty w kierunku jakiegoś straganu aby zostać nakarmionymi owocami. Czy mógł się czuć niczym jakiś cesarz, który jest karmiony winogronem podczas swojego odpoczynku? - No kurczak to nie jest ale może być - przyznał, przeżuwając. Skoro ta rodzina miała sad to czemu nie poszli na tak zwaną 'jumę'? Mieli przecież wspólne doświadczenie we wspinaczce po drzewach - mogli pod osłoną nocy dokonać zbrodniczego czynu i zjeść po garści tych owoców. W końcu kradzione nie tuczy... Czy jakoś tak.
- Ja bym zrobił lepsze - przyznał z dumą w głosie i mimowolnie wypiął swoją pierś do przodu. Jeżeli rozchodziło się o biżuterię czy kowalstwo to nie było żartów - to była najpoważniejsza rzecz na świecie. Hjalmar miał bardzo wysokie przeświadczenie o swoich umiejętnościach, które były praktykowane od lat w jego rodzinie - Zależy. Możemy później - odparł zgodnie z prawdą. Mieli przyjść na obiad, a zapełnienie żołądka jakimiś roślinami nie pozwalało zjeść później głównego dania.
Otworzył posłusznie buzię kiedy podała mu winogrono. Był teraz niczym pisklę, które otwierało swoją paszczę za każdym razem kiedy widziało przed sobą jakiś posiłek - Całkiem - dodał, a potem przyjrzał się metalowemu szyldowi z którego nic nie rozumiał - nieznajomość tureckiego nie pomagała w identyfikacji tego co chciała mu przekazać. Jednak jej słowa oraz wygląd pomieszczenia jakie znalazło się przed nimi mówiło tylko jedno - to była kuźnia. Najprawdziwsza kuźnia w Turcji - Mhmm... - wydał z siebie, kiwając głową, a jego oczy zyskały trochę dziecinnego błysku. Wyrwał się do przodu, ignorując jakiekolwiek słowa kierowane w jego stronę i zaczął oglądać warsztat w którym się aktualnie znajdował. Przyglądał się narzędziom, projektom czy nawet piecowy - w wielkim skrócie wszystkiemu co było związane z tym fachem. No i to są prawdziwe wakacje. a nie jakieś herbatki...