Spokój. Krok. Cisza. Krok. I tak dalej. Kroczyły razem, obok siebie, Vespera wyciszała umysł i starała się nie myśleć o tym, co zastanie, gdy wróci do domu. Jaki jad się na nią wyleje, gdy przekroczy próg sypialni. Na razie chciała uciec. Nie była uczona tchórzostwa, ale nie była też nauczona jak sobie radzić z obrzydliwymi mężczyznami, z którymi była związana węzłem małżeńskim. Miała nadzieję, że ten mężczyzn był jej ostatnim mężem i już nigdy nie zostanie zmuszona do poślubienia kogoś innego. Miała nadzieję, że zapije się na śmierć lub zginie w jakimś rynsztoku. Czasami myślała o tym, aby go zabić, ale obawiała się, że będzie to zbyt podejrzane, aby móc to zrobić.
— Oh, ognista to jest coś co w ostatnim czasie często chodzi mi po głowie. – westchnęła ciężko. – Wiele się dzieje, Loretto. Jak w życiu każdego z nas. – odparła cicho i zatrzymała się przy jednym z obrazów. Chyba mogła go nazwać jednym z ulubionych. Przekrzywiła lekko głowę, a potem spojrzała na swoją towarzyszkę. Były do siebie podobne w niektórych momentach i sytuacjach. Ktoś obcy w tym momencie mógł je nawet uznać za siostry lub kuzynki. Długo milczała, ale w sumie nie czuła się niekomfortowo. Musiała sobie w głowie ułożyć myśli i zdecydować, czy chce się z nią dzielić swoimi przemyśleniami.
— Chętnie bym z kimś porozmawiała, ale raczej nie w tym miejscu. – odparła z delikatnym uśmiechem.
Czy była gotowa się zwierzyć? Nie była pewna, ale była gotowa się napić i zrobić coś bardziej szalonego niż przechadzka po galerii sztuki.