30.10.2022, 20:57 ✶
Marsz zamienił się w jedną, wielką katastrofę. Gdzieś tam ktoś kogoś walnął zaklęciem, ktoś korzystając z zamieszania okradał jakiś sklep, kto inny napadał być może upatrzoną osobę… Podstawowym zagrożeniem dla większości ludzi stały się jednak teraz panika i ścisk, w wyniku którego łatwo było zostać zatratowanym. Brenna nie mogła wiedzieć, co dzieje się na przedzie, pozostawało więc jej skupić się na sytuacji tutaj, na tyłach, i w duchu błogosławić swój wzrost, który ułatwiał kobiecie przedzieranie się między uciekającymi.
Uniosła wzrok, widząc kolejne słupy iskier, gdzieś w oddali. Raczej nie wezwania na pomoc, tam jej głos nawet nie miał prawa dotrzeć, mimo wzmocnienia magią. Sygnały kogoś innego? A może źle wycelowane zaklęcia, świadczące o tym, że uliczkę dalej trwała walka?
Erik pierwszy dotarł do miejsca, gdzie wystrzelono czerwone iskry. Tym razem faktycznie ktoś wzywał pomocy – pod ścianą tkwił mężczyzna, z nogą wykrzywioną pod kątem, pod jakim kości człowieka z pewnością nie powinny się wyginać. Własnym ciałem osłaniał kobietę, pozbawioną chyba przytomności, tak że znalazła się pomiędzy nim a ścianą.
Brenna dotarła na miejsce dobrą minutę później, wyraźnie zadyszana i to mimo tego, że płaszcz zostawiła gdzieś za sobą już dawno, teraz pewnie zadeptany przez setki nóg, a temperatura wcale nie była szczególnie wysoka. Na całe szczęście, w najbliższej okolicy ścisk zaczął się zmniejszać: ci, którzy byli na tyłach, uciekli już dawno, a ci, którzy przybiegli w tę stronę, porozbiegali się na wszystkie strony i z każdą chwilą w pobliżu było mniej ludzi. Tu i ówdzie niosły się krzyki, gdy ludzie wzywali swoich bliskich czy zawodzenia osób, które zostały ranne.
- Oddycha? – spytała tylko krótko, spoglądając najpierw na kobietę, potem na nogę mężczyzny. – Uzdrowicieli z Munga na pewno już wezwano.
Była dobra z transmutacji, ale nie na tyle, aby podjąć się próby wyleczenia złamania. Leczenie żywego człowieka stanowiło już coś, czego uczyło się na specjalistycznych kursach. Brygadzistka rozejrzała się odruchowo, jakby z nadzieją, że dostrzeże charakterystyczne, zielono – żółte szaty, ale chwilowo nikogo nie było w pobliżu.
Uniosła wzrok, widząc kolejne słupy iskier, gdzieś w oddali. Raczej nie wezwania na pomoc, tam jej głos nawet nie miał prawa dotrzeć, mimo wzmocnienia magią. Sygnały kogoś innego? A może źle wycelowane zaklęcia, świadczące o tym, że uliczkę dalej trwała walka?
Erik pierwszy dotarł do miejsca, gdzie wystrzelono czerwone iskry. Tym razem faktycznie ktoś wzywał pomocy – pod ścianą tkwił mężczyzna, z nogą wykrzywioną pod kątem, pod jakim kości człowieka z pewnością nie powinny się wyginać. Własnym ciałem osłaniał kobietę, pozbawioną chyba przytomności, tak że znalazła się pomiędzy nim a ścianą.
Brenna dotarła na miejsce dobrą minutę później, wyraźnie zadyszana i to mimo tego, że płaszcz zostawiła gdzieś za sobą już dawno, teraz pewnie zadeptany przez setki nóg, a temperatura wcale nie była szczególnie wysoka. Na całe szczęście, w najbliższej okolicy ścisk zaczął się zmniejszać: ci, którzy byli na tyłach, uciekli już dawno, a ci, którzy przybiegli w tę stronę, porozbiegali się na wszystkie strony i z każdą chwilą w pobliżu było mniej ludzi. Tu i ówdzie niosły się krzyki, gdy ludzie wzywali swoich bliskich czy zawodzenia osób, które zostały ranne.
- Oddycha? – spytała tylko krótko, spoglądając najpierw na kobietę, potem na nogę mężczyzny. – Uzdrowicieli z Munga na pewno już wezwano.
Była dobra z transmutacji, ale nie na tyle, aby podjąć się próby wyleczenia złamania. Leczenie żywego człowieka stanowiło już coś, czego uczyło się na specjalistycznych kursach. Brygadzistka rozejrzała się odruchowo, jakby z nadzieją, że dostrzeże charakterystyczne, zielono – żółte szaty, ale chwilowo nikogo nie było w pobliżu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.