Ida powoli wdrapywała się po schodach. Dobrze wiedziała, że te czasem bywają zdradzieckie i w nieoczekiwanym momencie potrafią głośno poinformować o stąpających po nich stopach. Czarownica zachowywała ostrożność, ale czas był ograniczony. Lepiej zwabić tu przeciwnika niż pojawić się za późno.
Tak też się stało. Ostatni stopień Idy zaskrzypiał, co przykuło uwagę jednego ze Śmierciożerców. Dotychczas stał on tyłem do korytarza w drzwiach warsztatu. Teraz jego maska bezdusznie spoglądała na czarownice.
Zdawało się, że parsknął, po czym świetliste zaklęcie pognało w stronę Idy.
— Protego! — Udało jej się zablokować, ale to marna pociecha. Śmierciożerca był w zdecydowanie lepszej pozycji. Ida rzuciła w niego świetlistym lassem, ale ten obronił się przed schwytaniem.
— Rzucaj w niego wszystkim, co odwróci jego uwagę — rzuciła do Geraldine, która nie miała najlepszego widoku na piętro, ale wciąż mogła dostrzec Śmierciożercę.