13.05.2023, 02:19 ✶
Zgodnie z podejrzeniami, próba wysłania wiadomości spełzła na niczym. Nie rozumiała, dlaczego tak trudno było jej się skupić – zdecydowanie to nie powinno mieć miejsca. A pustka… cóż, w końcu znaleźli się gdzieś indziej, nieprawdaż? Choć może nawet i nie o to chodziło. W każdym razie, poinformowała krótko, że nie udało się skontaktować.
Odraza. Szlak martwej trawy i roślin budził najszczerszą odrazę. Wobec Voldemorta i jego popleczników – jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości w zakresie ich zepsucia, to postawienie delikwenta przed takim dowodem powinno był je rozwiać, co do jednego. A jeśli jednak nie… to najwyraźniej był głuchy i ślep na wszystko i nawet cegła prosto w łeb nie mogłaby tu wiele zdziałać.
I jednocześnie głęboki smutek. Tym większy, gdy zrozumiała, że pojawili się tu zbyt późno. Czyżby więc zatem Voldemort zrealizował swoje plany? I w końcu smak goryczy. Gdyby odwołano Beltane… och, gdyby. Teraz trzeba będzie zmierzyć się z konsekwencjami, których nawet do końca nie potrafiła sobie wyobrazić.
W milczeniu wpatrywała się w istotę, ofiarę Voldemorta, przed którym jej nie ocalili. Złość. To nie powinno się było wydarzyć. A tacy jak on nie powinni móc chodzić wolno.
- Nie możemy. Musimy go powstrzymać – szepnęła cicho, ledwo słyszalnie, w odpowiedzi głosom, które posłyszała. Uniosła spojrzenie i zamrugała. Trzy pary ślepi. Kto… co? Ich głos słyszała czy co…? Powstrzymać Voldemorta i… Czy możemy jej jakoś pomóc?
Również się rozejrzała, szukając dalszej trasy czarnoksiężnika. Jeśli brakowało już martwej trawy – pociągnęła nosem, starając się złapać trop. Próbowała też dostrzec cokolwiek, co sugerowało obrany przez niego kierunek, jeśli zaś ostatecznie nic nie rzucało się w oczy, po prostu spytała w myślach: W którą stronę poszedł?
Odraza. Szlak martwej trawy i roślin budził najszczerszą odrazę. Wobec Voldemorta i jego popleczników – jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości w zakresie ich zepsucia, to postawienie delikwenta przed takim dowodem powinno był je rozwiać, co do jednego. A jeśli jednak nie… to najwyraźniej był głuchy i ślep na wszystko i nawet cegła prosto w łeb nie mogłaby tu wiele zdziałać.
I jednocześnie głęboki smutek. Tym większy, gdy zrozumiała, że pojawili się tu zbyt późno. Czyżby więc zatem Voldemort zrealizował swoje plany? I w końcu smak goryczy. Gdyby odwołano Beltane… och, gdyby. Teraz trzeba będzie zmierzyć się z konsekwencjami, których nawet do końca nie potrafiła sobie wyobrazić.
W milczeniu wpatrywała się w istotę, ofiarę Voldemorta, przed którym jej nie ocalili. Złość. To nie powinno się było wydarzyć. A tacy jak on nie powinni móc chodzić wolno.
- Nie możemy. Musimy go powstrzymać – szepnęła cicho, ledwo słyszalnie, w odpowiedzi głosom, które posłyszała. Uniosła spojrzenie i zamrugała. Trzy pary ślepi. Kto… co? Ich głos słyszała czy co…? Powstrzymać Voldemorta i… Czy możemy jej jakoś pomóc?
Również się rozejrzała, szukając dalszej trasy czarnoksiężnika. Jeśli brakowało już martwej trawy – pociągnęła nosem, starając się złapać trop. Próbowała też dostrzec cokolwiek, co sugerowało obrany przez niego kierunek, jeśli zaś ostatecznie nic nie rzucało się w oczy, po prostu spytała w myślach: W którą stronę poszedł?