Nie zmuszała go. Znaczy trochę tak ale w akceptowalnym stopniu - takim, który Hjalmar był w stanie zaakceptować. Mimo tego, że zapierał się aby nie spróbować jazdy konnej to przemógł się, znaczy ktoś mu pomógł się przemóc - sprawdził i zrozumiał, że to nie jest dla niego. No i co prychasz osiołku? Wzruszył ramionami na słowa Pandory o tym, że jest też idzie nieźle. Nie szło jej na pewno najgorzej ale czy można było to uznać za nieźle czy dostatecznie? Nie powiedziałby. Nadal miał przed oczami jak niemal nie spadła z tego drzewa przy próbie wejścia na sam szczyt - Nie tylko w tym - zapewnił ją, korzystając z Prewettównowej taktyki puszczenia oczka. Skoro ona wykorzystywała jego metody, Hjalmar nie miał zamiaru pozostawać jej dłużnym - zacznie w większym stopniu korzystać z jej 'sztuczek'. Pandora powinna się teraz spodziewać jego słodkich dzióbków, trzepotania rzęsami czy jakichś słodkich minek... Ale to dopiero kiedy Nordgersim się trochę znieczuli, bo na trzeźwo dostałby chyba wewnętrznego wylewu na swoje czyny.
Każdemu zdarzają się pomyłki, a już na pewno osobom, które nie mają takich rzeczy na co dzień. Oczywiście, że byś wybrała wiśnie Pomyślał jakby to była najpewniejsza rzecz dzisiejszego dnia, a następnie zaczął intensywnie myśleć nad tym jak można by wykorzystać te owoce do wzbogacenia smaku alkoholu, tworząc jakieś nalewki czy inne tego typu napoje. To musiałoby być niezłe, a już na pewno dostosowane do potrzeb smakowych kobiet - czy można było to uznać jako pomysł na milion galeonów? Pewnie tak, jednak cała logistyka byłaby trudna do zorganizowania. Przewieźć te owoce na Islandię, tam to przerobić i zalać gorzałką... Dużo roboty, a zysk mimo wszystko nie pewny.
Zmierzył ją wzrokiem kiedy się zatrzymała aby chyba coś zaprostestować. Brakowało jej tylko tupnięcia nóżką aby skompletowała cały zestaw. Wysłuchał co ma mu do przekazania, unosząc brew z zaciekawieniem - Nikt nie lubi jak mu się patrzy na ręce podczas roboty - przyznał lekko się nachylając - Tym bardziej jeżeli miałabyś to być Ty - wskazał na Pandore swoim palcem - Tylko byś mnie rozpraszała w kuźni. I Merlin jeden wie co by się mogło mi wtedy stać. To zbyt ryzykowne - wyjaśnił ze wzruszeniem ramion - Aby Ci udowodnić moje słowa możesz sobie coś wybrać, nie wiem, jakiś naszyjnik, a ja Ci go zrobię - zaproponował, a następnie złapał się za swój rzemyk - Ja będę mieć swój, a Ty swój - przekręcił głowę aby się przyjrzeć jej reakcji. Według Hjalmara to była idealna wymiana. On będzie miał spokój w swoim warsztacie, a Pandora otrzyma coś co będzie świadczyło o prawdomówności w kwestii ich fachu.
Im dłużej przebywał w tej tureckiej kuźni, tym więcej różnic między ich sztukami był w stanie zauważyć. Na pierwszy rzut oka wszystko, a przynajmniej większość zdawała się wyglądać tak samo - szczypce, młoty, piece i tony węgla. Hjalmar miał jednak nieodparte wrażenie, że ten warsztat skupił się na tworzeniu rzeczy ładnych i wystawowych, a nie użytecznych i przydatnych. Bo kto w dzisiejszych czasach potrzebuje halabardy albo nawet jakiejś szabli? Na Islandii tworzenie wszelkiej maści toporów i siekier miało po prostu ręce i nogi - tam te rzeczy były bardzo użyteczne. Nie zmieniało to jednak faktu, że na pewno musiał tu praktykować doświadczony czeladnik.
Pandora zdawała się być trochę zaskoczona jego słowami. Czy to nie było oczywiste, że ćwiczył boks? Gdyby nie znał tej sztuki, nie byłby taki chętny do obijania ludziom mordy. Zwłaszcza kiedy przeciwnik przeważnie nie miał najmniejszego pojęcia o tej sztuce - Nie pytałaś i jakoś tak... Nie było nigdy okazji - dodał z lekkim zakłopotaniem, a następnie również spojrzał na swoje kostki. Może i nie miał już tak zniszczonych rąk od ćwiczeń ale nadal sprawne oko mogło zauważyć jakieś pojedyńcze blizny czy drobne rany. Dużo więcej śladów na jego dłoniach świadczyło o pracy w kuźni, niż o obijaniu mordy - Wolałbym nie ryzykować. Nie mówię też, że nie dałabyś sobie rady z tym czy tamtym... Tu po prostu chodzi bardziej o m... Mniejsza o to - machnął ręką. Tak by pewnie było, że nie zrobiłby jej krzywdy skoro do tej pory jeszcze chodziła po tej ziemi, zamiast podziwiać ocean z jego dna. Hjalmar obawiał się jednak, że jakiś styk może mu przeskoczyć i nie będzie w stanie się opanować, tym samym raniąc Pandore. W ułamku sekundy powróciły mu wspomnienia z Durmstrangu gdzie pełnił rolę swego rodzaju 'kata' kolegów. Z perspektywy czasu nie było to nic dobrego, ani tym bardziej przyjemnego do wspominania... Ale z drugiej strony to było w czasach gdy był młody i głupi - teraz zaś był już nieco starszy ale czy na pewno mądrzejszy?
- Możemy pójść na obiad - przyznał, kierując się w stronę drzwi. Oby to był jednak prawdziwy obiad, a nie jakieś kolejne owoce.. To była główna obawa w tym momencie dla Nordgersima. Nie znał zwyczajów żywieniowych w tej części świata. Może oni nie jedli mięsa?
Kiedy Pandora założyła sobie koszyk na dłonie i poinformowała młodego chłopaka o tym, że musi załatwić mu wino, Hjalmar podszedł do Prewettówny i zdjął jej wiklinowy koszyk, który postawił na chwilę na ziemi - Daj na moment. Spokojnie - powiedział, schylając się lekko i podnosząc dziewczynę, aby przerzucić ją sobie przez plecy. Właśnie doszło do aktu porwania, a raczej zabezpieczenia aby nie spróbowała go przekonać do tego pojedynku - Na nas już czas. Żegnam. Miłego dnia - dodał, podrzucając lekko Pandore aby było mu wygodniej ją nieść. Po niedługiej chwili pochwycił koszyk i ruszył szybkim krokiem stronę drzwi. Kiedy przechodzili przez próg, zwolnił i lekko się skulił aby Prewettówna przypadkiem nie zaryła głową w futrynę.
Przeniósł ją jeszcze kilka, bądź kilkanaście kroków w kierunku rynku, aż odstawił na ziemię, a następnie przetarł ręce - No dobra. To jaki teraz plan pani przewodnik? - zapytał rozglądając się po okolicy w poszukiwaniu czegokolwiek, s najchętniej jedzenia.