13.05.2023, 19:26 ✶
- Zapiszę ci to – zdecydowała Mackenzie. Może i normalnie dałaby się przekonać, ale była z natury podejrzliwą istotą, poza tym wciąż miała w pamięci historię o kaktusie, którego Theodore zdołał ususzyć. Obawiała się, że ten czeka podobny los. Ewentualnie zgnije, bo Lovegood w przypływie eee… macierzyńskich lub ojcowskich uczuć zacznie go podlewać za często.
Zamarła na chwilę, słuchając jego stwierdzeń o tym, że w przeciwieństwie do niego nie jest matką, a dziecko i rodzica łączy specjalna więź. Zmarszczyła czoło, walcząc z chęcią pociągnięcia korzeniami tak, żeby zabrały ze sobą kilka włosów chłopaka. W jej głowie zrodziło się bowiem podejrzenie, że Theo bezczelnie sobie z niej kpi. W ostatniej chwili ugryzła się w język, nim z jej ust padło coś o tym, że ma nadzieję, że Theodore Junior będzie mądrzejszy niż jego tata. Tudzież mama.
Mackenzie często nie rozumiała ludzi. Ale miała nieodparte wrażenie, że Theodore’a nie rozumie jeszcze bardziej niż większości z nich.
– Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale ty jesteś człowiekiem. On kaktusem. To wyklucza… macierzyństwo. Wyrósł tylko na twojej głowie – burknęła. Z jednej z szafek wyciągnęła po chwili doniczkę, później z kolejnej rękawkiczki oraz worek i rozsiadła na podłodze, aby przygotować dla Theodore’a Juniora akceptowalne warunki bytowania. Ostrożnie umieściła w środku część ziemi, potem wsadziła tam kaktusa, a następnie zasypała korzenie. Dorzuciła garść nawozu, a na koniec podlała pół szklanki, tak na wszelki wypadek, gdyby Lovegood jednak miał zapomnieć o podlewaniu. – Lepiej nie bierz go na ręce, bo albo sam się pokłujesz, albo uszkodzisz mu włosie. Podlej go najwcześniej za dwa tygodnie – poradziła, gdy zakończyła całą procedurę. Wyciągnęła w stronę chłopaka doniczkę z roślinką z myślą, że chyba już absolutnie nic jej nie zdziwi…
Zamarła na chwilę, słuchając jego stwierdzeń o tym, że w przeciwieństwie do niego nie jest matką, a dziecko i rodzica łączy specjalna więź. Zmarszczyła czoło, walcząc z chęcią pociągnięcia korzeniami tak, żeby zabrały ze sobą kilka włosów chłopaka. W jej głowie zrodziło się bowiem podejrzenie, że Theo bezczelnie sobie z niej kpi. W ostatniej chwili ugryzła się w język, nim z jej ust padło coś o tym, że ma nadzieję, że Theodore Junior będzie mądrzejszy niż jego tata. Tudzież mama.
Mackenzie często nie rozumiała ludzi. Ale miała nieodparte wrażenie, że Theodore’a nie rozumie jeszcze bardziej niż większości z nich.
– Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale ty jesteś człowiekiem. On kaktusem. To wyklucza… macierzyństwo. Wyrósł tylko na twojej głowie – burknęła. Z jednej z szafek wyciągnęła po chwili doniczkę, później z kolejnej rękawkiczki oraz worek i rozsiadła na podłodze, aby przygotować dla Theodore’a Juniora akceptowalne warunki bytowania. Ostrożnie umieściła w środku część ziemi, potem wsadziła tam kaktusa, a następnie zasypała korzenie. Dorzuciła garść nawozu, a na koniec podlała pół szklanki, tak na wszelki wypadek, gdyby Lovegood jednak miał zapomnieć o podlewaniu. – Lepiej nie bierz go na ręce, bo albo sam się pokłujesz, albo uszkodzisz mu włosie. Podlej go najwcześniej za dwa tygodnie – poradziła, gdy zakończyła całą procedurę. Wyciągnęła w stronę chłopaka doniczkę z roślinką z myślą, że chyba już absolutnie nic jej nie zdziwi…