Dała mu ognia, odpaliła nawet tego szluga, jak to miała w zwyczaju. Siedziała teraz tuż obok niego paląc swojego papierosa i czuła dziwny spokój. Przyglądała mu się uważnie spod swojej jasnej grzywki, kiedy zaciągał się dymem, uśmiech nie schodził jej z twarzy. Była szczęśliwa, tak po prostu, co nie zdarzało jej się zbyt często. - Uwierz, że Ty mi też dałeś wiele. - Odezwała się, bo chciała, żeby to wiedział, doceniała to, że próbował ją zadowolić. Nie umykało jej to, jak się starał, a że nie zawsze wychodziło? No cóż, zdarza się czasami. Grunt, że pomyślał o niej i wtedy.
Czuła się przy tym wszystkim dosyć brudna. Powinna za chwilę pójść pod prysznic i zmyć z siebie ten cały wstyd i brud, który się nagromadził. Nie była przyzwyczajona do tego, żeby mówić, dzielić się w głos tym, co potrzebowała, a przed nim się otworzyła. Musiała się oswoić z tym, że tak jest. Było to dosyć trudne dla zimnej i zdystansowanej Geraldine.
Zamarła kiedy zadał jej kolejne pytanie. Nie pomyślała o tym wcześniej. Mógł zauważyć zmianę jej nastroju. Wszak Yaxley niczego nie bała się tak bardzo, jak tego, że kiedyś przyjdzie jej zostać matką. To ograniczyłoby ją w każdej dziedzinie życia, nie mogłaby polować, podróżować, zostałaby uwiązana z domem. Jej największym lękiem było to, że straci wolność, która była dla niej najcenniejsza.
Dopaliła peta bez słowa. Zeskoczyła w między czasie po popielniczkę, której nie wzięła ze sobą. Wróciła na ten blat, na który teraz będzie patrzeć nieco inaczej niż dotąd. Nie sądziła, że będzie jej się kiedyś kojarzył z czymś przyjemnym, później nadal zamyślona przeniosła spojrzenie na Mellvyna. - Uwarzysz mi eliksir, bo przecież są takie. Najlepiej większą ilość, żeby zawsze był pod ręką. - Istotne było to, żeby zawsze o nim pamiętać. Akurat w tej dziedzinie życia wolała unikać spontanicznych decyzji. - Żadnych dzieci nie będzie. - Tutaj powiedziała bardzo stanowczo.
Zajmował się eliksirami, powinien nie mieć problemu z przygotowaniem czegoś takiego. Miała nadzieję, że faktycznie tak jest, bo jeśli nie będzie musiała się skontaktować z kimś innym, próbowała znaleźć w głowie kogoś znajomego, kto mógłby jej pomóc, ale na razie miała pustkę.