Kilka talentów by się pewnie jeszcze znalazło, a zwłaszcza taki jeden, futrzany. Nie powiedział nic więcej odnośnie swoich zdolności czy umiejętności. Pandora na prawdę myślała, że będzie w stanie teraz go przekonać do gadania o takich rzeczach? Bez szans. Był zbyt trzeźwy, opanowany i nieśmiały aby teraz o tym mówić. Koniec końców przebywał teraz w nowym, nie znanym dotąd otoczeniu.
Wiśnie oznaczające nieskończoność? Nigdy o czymś takim nie słyszał - nic więc dziwnego, że zareagował jedynie zdziwionym wzrokiem, którym otoczył Prewettówne. O tyle o ile mogło jej się to kojarzyć z gwiazdami czy planetami nie dziwiło go. Pandora lubiła takie rzeczy, a jeszcze bardziej lubiła chyba o tym opowiadać. Ciekawe czy pamiętała o tej mapie nieba... Dzięki jej słowom, Hjalmar przypomniał sobie o małej obietnicy, którą mu złożyła za w czasu. Nie zapytał jednak o to, wiedząc, że na pewno znajdzie się jeszcze inna, lepsza okazja aby się dowiedzieć jak działa pamięć dziewczyny.
Nie znali się zbyt długo ale wystarczająco dobrze, żeby Nordgersim wiedział, że jej słowa nie miałyby prawa bytu. Pandora nie byłaby w stanie usiedzieć w ciszy przez 15 minut, a co dopiero przez kilka godzin czy nawet dni. Każde niepotrzebne rozkojarzenie w kuźni mogło się skończyć tym, że projekt należało wyrzucić do kosza i rozpocząć cały proces od nowa - Nie usiłuję przekupić. Jedynie stwierdzam fakt. Lubisz jak ktoś Ci patrzy na ręce podczas pracy? Nie ważne kto to jest. Nawet jeżeli rozchodzi się o współpracownika - przyznał. To się odnosiło do wszystkich - nawet Dagura, który był mistrzem w ich warsztacie - Hmm... No dobra - odparł. A więc naszyjnik. Może "P" albo "O"? To była pierwszy pomysł na który wpadł. Kiedy wróci do domu będzie musiał na spokojnie przemyśleć sobie ten projekt - Tak przy kolejnym spotkaniu będzie do odbioru - dodał z uśmiechem na ustach. Jeżeli miał możliwość dowieść wyższości Islandzkiego kunsztu, nie miał wyboru - musiał to zrobić.
To też nie było tak, że turecka sztuka kowalstwa była zawsze nastawiona na błyskotki. Należało mieć w głowie fakt, że za czasów świetności tego kraju, w jakimś XV czy XVI wieku, wszelkiej maści bronie takie jak halabardy, miecze czy topory były na porządku dziennym i co więcej, bardzo pożądanymi przedmiotami. Dopiero postęp techniczny i kulturowy zmienił zapotrzebowania rynku. Jeżeli kiedyś takie zamówienia były na porządku dziennym, tak nie powinno nikogo dziwić, że okazy wystawne stały i się po prostu kurzyły.
O ile mógł się zgodzić z tym, że miał duże dłonie, tak nie bardzo zgadzał się z ich 'ładnością'. To były zwykłe dłonie osoby, która pracuje fizycznie - przetyrane, w kilku miejscach poranione, suche, przetarte czy nawet zniszczone. W wielkim skrócie podsumowując - nic szczególnego, a już na pewno nic nad czym można by się było rozwodzić - Ehh... - pokręcił głową na jej słowa o tym, że nie lubi jak ktoś nie kończy swoich myśli. Po raz kolejny wykorzystywała jego broń przeciwko niemu samemu - Po prostu chodzi o mnie. Nie o to, że nie dałabyś sobie rady w walce czy utrzymaniem broni - pokręcił przecząco głową, wypuszczając ciężko powietrze. Nie była to rzecz o której wolałby opowiadać, a już na pewno nie przy ludziach, którzy każdego uznawali za swojego przyjaciela czy towarzysza.
Czy zwariował? Może trochę. Chciała dowiedzieć się czy kogoś kiedyś porwał - teraz miała okazję się o tym przekonać. Łatwość z jaką to zrobił, mogła jej podsunąć pewne myśli o tym czy mógł mieć w tym jakieś doświadczenie - Może? - odparł na jej słowa i czym prędzej wziął się za wynoszenie Pandory z tego przybytku.
Mogła mu wbić pięść lub śrubokręt w żebra - miała ku temu pełne prawo. W przypadku ciosu zapewne by po prostu zaryczał, a przy drugiej możliwości, Pandora wylądowała by pewnie w jakiejś studni czy wodzie. Poszło prościej niż się spodziewałem... To był na prawdę szok dla Hjalmara. Spodziewał się bardziej jakiejś reakcji obronnej - wierzgania, machania czy bicia. A tutaj taki szok. Prewettówna posłusznie pozwoliła się podnieść, wynieść, przenieść, a na koniec odstawić na ziemię. Nie zaprotestowała ani przez sekundę - Ooo... - zrobił minę jakby mówił do małego dziecka - Brzmisz jakby Ci się nie podobało. Jakby tak wyglądały wszystkie worki na ziemniaki to zmieniłbym zawód... - spalił lekkiego buraka, a następnie próbował szybko zmienić temat - Znaczy tak... No będę miał dość. Masz rację - dodał szybko, za wszelką cenę starając się zmienić temat rozmowy.
- O tak. Tyle siły straciłem, przecież taka ciężka jesteś... Tylko chyba zapomniałem się zmęczyć ale dobrze, że mi przypomniałaś - wypuścił powietrzę z ust, a następnie złapał się na moment za kolana Taki wysiłek, że szkoda gadać... Przetarł ręce i chciał już ruszać dalej w kierunku uczty ale dostał jakiegoś przepalenia styków. Pandora złapała jego dłoń i na całe szczęście go pociągnęła, bo inaczej staliby tu pewnie do późnego wieczora zanim Hjalmar wybudziłby się ze śpiączki. Na jego twarzy było całkowite zaskoczenie oraz swego rodzaju nieporadność, niemoc aby jakkolwiek zareagować. Nordgersim pozwolił się prowadzić, posłusznie maszerując w kierunku w którym został 'porywany' jako, że rolę teraz się ewidentnie obróciły.
- Nie... Zwykłych fajek nie palę tak o. Jedynie mieszamy aby podkreślić smak - przyznał, spoglądając na szyld. Islandczyk uznawał palenie czystych papierosów jako najgorsze zło, którego nie powinno się tykać za wszelką cenę. Pozwalał sobie jedynie od święta na zapalenie wymieszanego skręta z tytoniem jako, że też mu się należało coś od życia.
Nie rozumiał co ludzie mówili do Pandory - może na całe szczęście. Rozumiał za to zdziwiony wzrok okolicznych mieszkańców jako, że oczy zdradzały bardzo wiele, jeżeli nie wszystko. Koniec końców, co by nie mówić, Prewettówna ciągnęła go właśnie prawie jak jakiegoś konia na smyczy - Dobrze, że ja nie mówię po angielsku - przyznał, tym samym odpowiadając na ostrzeżenie dziewczyny. Wspomniał o tym, ponieważ przypomniał sobie taktykę jaką zastosował na kuzynkach Turczynki.
Kiedy przekroczyli próg od wejścia, mimowolnie zaczął wąchać nadchodzące zapachy. Pachniało przepysznie - soczystym, pieczonym, a przede wszystkim dobrze przyprawionym mięskiem. Bez dwóch zdań Hjalmar byłby w stanie zakochać się w tym co właśnie przeżywały jego nozdrza - euforii zapachów Mógłbym tu umrzeć Z tego amoku wybudziło go dopiero uszczypnięcie przez jakąś kobięte, która nie była Pandorą. O ile mógł na coś takiego zezwolić Prewettównie, tak komuś innemu? No nie bardzo. Wydał z siebie tylko pomruk - ten sam, bardzo dobrze znany jego towarzyszce, informujący o pewnego rodzaju niezadowoleniu. I jeszcze te dzieciaczki? Uniósł brew do góry, kręcać głową. Kobieta miała jednak szczęście, że przyrządzała tutaj bardzo dobre mięso - tylko to ją ratowało przed możliwą furią Hjalmara - Piwo byłoby jak najbardziej wskazane. Tylko wie pani, takie zimne - przyznał, pozwalając sobie na lekki uśmiech. Nie było mu dane dalej napawać się tym pięknym zapachem, ponieważ jego porywaczka pociągnęła go do stolika.
Zasiadł na krześle oczekując na dalszy obrót spraw. Nie musiał na to za długo czekać jako, że Pandora nie mogła wysiedzieć w jednym miejscu za długo. Po krótkiej chwili podsunęła mu świeczkę, którą powąchał - Pomarańcza - zgodził się z Pandorą, a następnie obserwował co ona wyprawia z tym przedmiotem Odpala ją? Ciekawe Powróciła całkiem szybko do stolika, a moment później przyszło wybawienia dzisiejszego dnia - chmielowe bóstwo. Kiedy starsza kobieta postawiła dzbanek piwa, przysunął do siebie szklankę, którą następnie sprawnie napełnił i przystąpił do picia, całkowicie ignorując toczącą się rozmowę.
Wierzył, że Prewettówna wybierze mu coś dobrego, ponieważ usłyszał swoje imię w trakcie konsumpcji złotego trunku. Wypił całą szklankę piwa na jedno podejście, nie roniąc ani kropli na podłogę. Dobrze, że jakieś picie w końcu. Jeszcze moment, a bym tu chyba zszedł na jakiś udar - Ahh... - wydał z siebie tylko szczęśliwy pomruk, który świadczył o zadowoleniu, a nie chęci mordu jak przed chwilą.
Kiedy Pandora wlepiła w niego swój wzrok, pomyślał, że zrobił coś nie tak. Nalał jej również piwa, chociaż miał wrażenie, że to nie o to jej chodzi. Przez krótki moment zastanawiał się o co jej chodzi - na szczęście udało mu się ją rozgryźć. Pewnie chodzi o pianę Zgodnie ze swoją myślą przetarł pianę z wąsa, która zalegała przez chwilę, a następnie dolał sobie piwa - No proszę. Nie mówiłaś, że też masz doświadczenie w porywaniu ludzi - zauważył. Dopiero teraz był w stanie znowu swobodniej mówić po jej wyczynach na rynku. I pomyśleć, że to wszystko dzięki schłodzeniu się przepysznym trunkiem.