14.05.2023, 16:05 ✶
Darcy i Daisy pod pewnymi względami bardzo się różnili. Istniało jednak między rodzeństwem wystarczająco wiele punktów wspólnych, aby Lockhart przeglądał się w niej nieomal jak w lustrze: nie mogło więc być tak, że kiedy na nią spojrzy, dostrzeże podłość czy głupotę pewnych zachowań. Musiałby wtedy przyznać, że sam nie jest wiele lepszy.
O nie, Lockhart skupił się na czymś zupełnie innym.
- Poznałem go! – oświadczył z oburzeniem, obserwując jak Trevor przeciska się przez tłum. Zapomniał nawet na chwilę o duchu, o tym, że to tylko wspomnienie, i o tym, że Daisy groziło straszliwe niebezpieczeństwo. – Opowiadał mi o Marszu! Jak to uratował tutaj jedną dziewczynę! I tak się wywyższał, och, ach, bo on potrafi walczyć i każdy powinien to potrafić! Chociaż pewnie nie umie napisać dwóch słów bez błędów i nie potrafi masy innych przydatnych rzeczy, to skoro on coś umie, to jest najważniejsze! A tu się okazuje, że cię okradł?! Nic nie warty złodziejaszek! To on jest podły i głupi, a nie ty...
Darcy płonął świętym oburzeniem. I mimo tego, że sam nigdy nie był najlepszy w pojedynkach, a już na pewno nie w walce na pięści, obiecał sobie solennie, że jeżeli kiedykolwiek jeszcze wpadnie na tego człowieka, którego imienia nie poznał, to On Już Mu Pokaże! Zwiąże i oddać Brygadzistom! Albo pozna jego nazwisko i obsmaruje najpierw w gazecie, a potem w książce! Och, on już znajdzie sposób na okrutną zemstę…
Otrząsnął się, kiedy znów znaleźli się na uliczce. Jego wzrok powędrował ku miejscu, gdzie wcześniej był duch dziewczynki… ale nic już nie dostrzegł. Znikła i byli tu tylko oni, sami grudniowej, zimnej nocy.
– Teleportujmy się do domu – zgodził się Darcy. On też bardzo chciał już stąd zniknąć. Znaleźć się w ciepłym domu, we własnym pokoju, chwilowo wedle życzenia panicza Darcyego urządzonym na podobieństwo królewskiej sypialni.
Poczekał aż Daisy zniknie pierwsza, po czym aportował się z cichym trzaskiem w ślad za nią.
O nie, Lockhart skupił się na czymś zupełnie innym.
- Poznałem go! – oświadczył z oburzeniem, obserwując jak Trevor przeciska się przez tłum. Zapomniał nawet na chwilę o duchu, o tym, że to tylko wspomnienie, i o tym, że Daisy groziło straszliwe niebezpieczeństwo. – Opowiadał mi o Marszu! Jak to uratował tutaj jedną dziewczynę! I tak się wywyższał, och, ach, bo on potrafi walczyć i każdy powinien to potrafić! Chociaż pewnie nie umie napisać dwóch słów bez błędów i nie potrafi masy innych przydatnych rzeczy, to skoro on coś umie, to jest najważniejsze! A tu się okazuje, że cię okradł?! Nic nie warty złodziejaszek! To on jest podły i głupi, a nie ty...
Darcy płonął świętym oburzeniem. I mimo tego, że sam nigdy nie był najlepszy w pojedynkach, a już na pewno nie w walce na pięści, obiecał sobie solennie, że jeżeli kiedykolwiek jeszcze wpadnie na tego człowieka, którego imienia nie poznał, to On Już Mu Pokaże! Zwiąże i oddać Brygadzistom! Albo pozna jego nazwisko i obsmaruje najpierw w gazecie, a potem w książce! Och, on już znajdzie sposób na okrutną zemstę…
Otrząsnął się, kiedy znów znaleźli się na uliczce. Jego wzrok powędrował ku miejscu, gdzie wcześniej był duch dziewczynki… ale nic już nie dostrzegł. Znikła i byli tu tylko oni, sami grudniowej, zimnej nocy.
– Teleportujmy się do domu – zgodził się Darcy. On też bardzo chciał już stąd zniknąć. Znaleźć się w ciepłym domu, we własnym pokoju, chwilowo wedle życzenia panicza Darcyego urządzonym na podobieństwo królewskiej sypialni.
Poczekał aż Daisy zniknie pierwsza, po czym aportował się z cichym trzaskiem w ślad za nią.
Koniec sesji