14.05.2023, 19:52 ✶
Gdzieś z tyłu głowy był świadomy, że zachowuje się w sposób chaotyczny i narwany, ale za cholerę nie potrafił tego powstrzymać. Nawet jeśli stali już moment, to jego serce jakby nie zamierzało zwalniać.
Absolutnie nie wierzył w to, że nie przeszkadzał jej burdel, ani ogólny brak zorganizowania. Przecież wystarczyło jedno spojrzenie, żeby wiedział, że nie jest taka, jak on. Była czysta, wychuchana, uczesana, schludnie ubrana (nie jak do pracy w czarnej dupie) i do tego nie jebała fajkami. Nawet włosów nie ścinała sobie sama, widział w tym rękę fryzjera.
Ale teraz już było za późno, nic nie mógł poradzić, więc uśmiechnął się do niej tylko, szeroko i promiennie. W ramach łagodzenia stresu próbował skupić się na tym, że miała uroczą buzię, jasne włoski jak księżniczka i łagodne oczy, jakby w jakiś sposób miało to zmniejszyć ryzyko, że się na niego wkurwi. Dodatkowo śmiała się z jego żartu - po tym już nawet faktycznie sobie uwierzył i trzymczasowo zespokojniał.
Otworzył szafkę gdzieś za ladą i zaczął wyciągać kolejne flakony mikstur. Najpierw po dwa, później po cztery, pod koniec to już nawet nie były flakony, tylko małe mugolskie słoiki. Ustawiał je wszystkie w długim rządku na blacie. Różne kolory, różne objętości, wszystko jednakowo nieoznakowane.
Oparł czubek palca wskazującego na upatrzonym produkcie, którego skład chciał właśnie omawiać, ale jej pytanie go rozproszyło. Mogła zobaczyć zmianę w jego twarzy, coś jakby błysk lęku w radosnych oczach.
Nie pasowała tutaj. Stukot jej obcasów na gównianej podłodze brzmiał tak obco, że nie potrafił o nim zapomnieć. Jej pytanie było dziwne, ale dotąd nie powiedziała niczego, co jasno mogło wskazywać na to, że działo się właśnie coś złego. Nigdy nie widział tutaj patrolu policji, ale to może właśnie dlatego, że wysyłala tajniaków?
- O, zależy czego szukasz - odparł wymijająco.
Brat by go nie wysypał. Nie wysypałby go, prawda?
Podszedł do kanapy, żeby ściągnąć z niej zapylony koc. Zwinął go i rzucił na ziemię w najciemniejszym kącie izby. Sama tapicerka wyglądała mdło, ale raczej czysto.
- Siądź sobie, to pewnie potrwa chwilę. A od takich butów stopy muszą boleć - mówił szybko, wracając za ladę. - Jakąś kawę-herbatę zrobię. Możesz w tym czasie opowiedzieć, yyy, jak się poznaliście z moim bratem.
Wyglądało, jakby szczerze zamierzał zaparzyć im kawę w jebanym kociołku nad palnikiem, bo wystawiał właśnie cały ten zestaw na ladę.
Absolutnie nie wierzył w to, że nie przeszkadzał jej burdel, ani ogólny brak zorganizowania. Przecież wystarczyło jedno spojrzenie, żeby wiedział, że nie jest taka, jak on. Była czysta, wychuchana, uczesana, schludnie ubrana (nie jak do pracy w czarnej dupie) i do tego nie jebała fajkami. Nawet włosów nie ścinała sobie sama, widział w tym rękę fryzjera.
Ale teraz już było za późno, nic nie mógł poradzić, więc uśmiechnął się do niej tylko, szeroko i promiennie. W ramach łagodzenia stresu próbował skupić się na tym, że miała uroczą buzię, jasne włoski jak księżniczka i łagodne oczy, jakby w jakiś sposób miało to zmniejszyć ryzyko, że się na niego wkurwi. Dodatkowo śmiała się z jego żartu - po tym już nawet faktycznie sobie uwierzył i trzymczasowo zespokojniał.
Otworzył szafkę gdzieś za ladą i zaczął wyciągać kolejne flakony mikstur. Najpierw po dwa, później po cztery, pod koniec to już nawet nie były flakony, tylko małe mugolskie słoiki. Ustawiał je wszystkie w długim rządku na blacie. Różne kolory, różne objętości, wszystko jednakowo nieoznakowane.
Oparł czubek palca wskazującego na upatrzonym produkcie, którego skład chciał właśnie omawiać, ale jej pytanie go rozproszyło. Mogła zobaczyć zmianę w jego twarzy, coś jakby błysk lęku w radosnych oczach.
Nie pasowała tutaj. Stukot jej obcasów na gównianej podłodze brzmiał tak obco, że nie potrafił o nim zapomnieć. Jej pytanie było dziwne, ale dotąd nie powiedziała niczego, co jasno mogło wskazywać na to, że działo się właśnie coś złego. Nigdy nie widział tutaj patrolu policji, ale to może właśnie dlatego, że wysyłala tajniaków?
- O, zależy czego szukasz - odparł wymijająco.
Brat by go nie wysypał. Nie wysypałby go, prawda?
Podszedł do kanapy, żeby ściągnąć z niej zapylony koc. Zwinął go i rzucił na ziemię w najciemniejszym kącie izby. Sama tapicerka wyglądała mdło, ale raczej czysto.
- Siądź sobie, to pewnie potrwa chwilę. A od takich butów stopy muszą boleć - mówił szybko, wracając za ladę. - Jakąś kawę-herbatę zrobię. Możesz w tym czasie opowiedzieć, yyy, jak się poznaliście z moim bratem.
Wyglądało, jakby szczerze zamierzał zaparzyć im kawę w jebanym kociołku nad palnikiem, bo wystawiał właśnie cały ten zestaw na ladę.