Mężczyzna próbował rzucić jeszcze jakieś zaklęcie, ale podobnie jak w waszym przypadku, nie wszystkie próby użycia magii kończyły się powodzeniem. Wyszło więc na to, że bez sensu machnął różdżką i... widząc, jak nadciągają w jego kierunku kolejne osoby, w tym jedna umundurowana, sięgnął swojej kieszeni. Nie mogliście tego wiedzieć, ale jego celem była aktywacja ukrytego tam świstoklika, stworzonego przez Wilhelma po to, aby Śmierciożercy mogli bezpiecznie uciec z miejsca zdarzenia.
- WIĘCEJ WAS MATKA NIE MIAŁA? – Wydarł się, kiedy ciśnienie otworzyło jego dłoń i wypadła z niej różdżka. Nie próbował się już nawet bronić, próbował stąd po prostu odlecieć, co powiodło mu się jedynie dlatego, że był szybszy niż zaklęcie Longbottoma. Liny, spóźnione o kilka sekund, oplotły go co prawda, ale znajdował się już wtedy w górze, lecąc w stronę lasu, w przeciwnym kierunku niż znajdowała się Dolina Godryka.
Mogliście na to jakoś zareagować – spróbować jakoś zatrzymać jego lot, ale mogliście też zostać rozproszeni – za waszymi plecami rozległ się huk. Wzdłuż linii ognisk opadła linia kamieni, która utworzyła ścianę oddzielającą ogniska od walczących tam Brenny i Atreusa. Nie widzieliście tego, ale to Longbottom powaliła miotającego tam kamieniami żywiołaka. Zrywający się już od jakiegoś czasu wiatr wiał coraz mocniej – wasze szaty łopotały na nim coraz głośniej. A wśród tych ognisk, dostrzegaliście jeszcze kilka leżących, przykrytym popiołem sylwetek. Czy żyli? Musielibyście się tam zbliżyć.
Miotła Heather uderzyła ją w twarz. Nie tak mocno, jak założył to czarnoksiężnik, ale cios ten wiązał się z dostaniem do twoich oczu kupy piachu. W próbie uderzenia Śmierciożercy nie pomógł ci również fakt, że płonęły ci włosy, a później twój przyjaciel polał je strumieniem wody. W dodatku wszystko bolało cię niemiłosiernie... Nic nie mogło zakazać ci czołgania się do sprawcy, ale nie miałaś szans na tak sprawne uderzenie go – nie miałaś nawet czasu na dostanie się dostatecznie blisko. Twoja miotła wzniosła się w górę i odleciała.
- WIĘCEJ WAS MATKA NIE MIAŁA? – Wydarł się, kiedy ciśnienie otworzyło jego dłoń i wypadła z niej różdżka. Nie próbował się już nawet bronić, próbował stąd po prostu odlecieć, co powiodło mu się jedynie dlatego, że był szybszy niż zaklęcie Longbottoma. Liny, spóźnione o kilka sekund, oplotły go co prawda, ale znajdował się już wtedy w górze, lecąc w stronę lasu, w przeciwnym kierunku niż znajdowała się Dolina Godryka.
Mogliście na to jakoś zareagować – spróbować jakoś zatrzymać jego lot, ale mogliście też zostać rozproszeni – za waszymi plecami rozległ się huk. Wzdłuż linii ognisk opadła linia kamieni, która utworzyła ścianę oddzielającą ogniska od walczących tam Brenny i Atreusa. Nie widzieliście tego, ale to Longbottom powaliła miotającego tam kamieniami żywiołaka. Zrywający się już od jakiegoś czasu wiatr wiał coraz mocniej – wasze szaty łopotały na nim coraz głośniej. A wśród tych ognisk, dostrzegaliście jeszcze kilka leżących, przykrytym popiołem sylwetek. Czy żyli? Musielibyście się tam zbliżyć.
Miotła Heather uderzyła ją w twarz. Nie tak mocno, jak założył to czarnoksiężnik, ale cios ten wiązał się z dostaniem do twoich oczu kupy piachu. W próbie uderzenia Śmierciożercy nie pomógł ci również fakt, że płonęły ci włosy, a później twój przyjaciel polał je strumieniem wody. W dodatku wszystko bolało cię niemiłosiernie... Nic nie mogło zakazać ci czołgania się do sprawcy, ale nie miałaś szans na tak sprawne uderzenie go – nie miałaś nawet czasu na dostanie się dostatecznie blisko. Twoja miotła wzniosła się w górę i odleciała.
Rzuty: tutaj.
Erik – rozlegle poparzone dłonie, podrażnione lewe oko (będzie ci ciężko celować), czujesz silne rozdrażnienie po rzuceniu czarnomagicznego zaklęcia
Charles – rozlegle poparzone dłonie
Heather – spalone włosy, ból pleców po lewej stronie, łzawią ci oczy
Charles – rozlegle poparzone dłonie
Heather – spalone włosy, ból pleców po lewej stronie, łzawią ci oczy