14.05.2023, 21:31 ✶
Nikt nie zwrócił większej uwagi na pojawienie się Alethei. Biały Królik Jamil radośnie zgarnął wygraną – Leta mogła dostrzec, że na blacie nie leżały galeony ani nawet funty, a kolorowe kamienie oraz miniaturowe skorpiony. Cathal i Ulysses, w towarzystwie paru innych osób, zachowywali się nietypowo jak na siebie głośno. Ktoś przy ich stoliku zagrał nawet na trąbce, kto inny zakrzyknął „wesołych nieurodzin!”, ktoś wystrzelił w powietrze serpentyny.
A kiedy kobieta zbliżyła się do stolika, kot spojrzał na nią i uśmiechnął się jeszcze szerzej, przedziwnym, niepokojącym uśmiechem.
- Nigdy nie powinnaś podążać za Białym Królikiem – poinformował ją, a potem zaczął znikać. Jego cała sylwetka rozmyła się i po chwili na ladzie nie siedział już kot, ale pozostał po nim uśmiech, zawieszony w powietrzu. Kucharka – o ile faktycznie była to kucharka – tak bardzo przypominająca szkolną znajomą Alethei, spojrzała na nią z zastanowieniem.
- Ależ to bardzo proste – zapewniła. – Musisz tylko dać sobie ściąć głowę. Jestem pewna, że Czerwona Królowa chętnie się tym zajmie…
Zaczęła mówić coś jeszcze, ale jej głos utonął w dźwięku fanfar. Przez chwilę wydawało się, że to przy stoliku, przy którym trwała zabawa, znów zaczęto grać na trąbkach, ale nie, dźwięki dobiegały chyba z zewnątrz. W środku za to zapadła na moment cisza, jak makiem zasiał. Goście z herbatki jak jeden mąż poderwali się i rzucili na zaplecze, i tylko Cathal i Ulysses pozostali na swoich miejscach. Karciani rycerze, ledwo co grający w karty, też wstali, choć nie zaczęli uciekać. Zamiast tego ustawili się pośpiesznie w szpaler, gubiąc po drodze kolorowe kamienie. Za to Biały Królik Jamil wydał z siebie głośny jęk i czmychnął pod stół, jakby mając nadzieję, że zdoła się pod nim ukryć – niestety, spod blatu wystawała biała kita.
Drzwi otworzyły się szeroko. Najpierw do środka wpadło dwóch kolejnych karcianych rycerzy, obaj z halabardami w rękach. Wkroczyli, jakby byli gotowi kogoś zaatakować. Uśmiech kota znikł tymczasem, a sama Kucharka również umknęła na zaplecze. Za rycerzami zaś do pomieszczenia weszła… Nell Bagshot, we wspaniałej, czerwonej sukni. Rozejrzała się po pomieszczeniu i zmarszczyła brwi.
- Nie ma Białego Królika – oświadczyła w zdenerwowaniu, po czym skupiła spojrzenie na Crouch. – A ty to kto? – spytała, nie czekała jednak na odpowiedź. Zamiast tego wskazała na Alethę palcem. – W takim razie ściąć głowę jej – zażądała, a karciani rycerze, i ci, którzy byli wcześniej w pomieszczeniu, i ci dwaj, którzy weszli do środka z nią, natychmiast wypełnili rozkaz, ruszając w stronę kobiety i unosząc broń.
A kiedy kobieta zbliżyła się do stolika, kot spojrzał na nią i uśmiechnął się jeszcze szerzej, przedziwnym, niepokojącym uśmiechem.
- Nigdy nie powinnaś podążać za Białym Królikiem – poinformował ją, a potem zaczął znikać. Jego cała sylwetka rozmyła się i po chwili na ladzie nie siedział już kot, ale pozostał po nim uśmiech, zawieszony w powietrzu. Kucharka – o ile faktycznie była to kucharka – tak bardzo przypominająca szkolną znajomą Alethei, spojrzała na nią z zastanowieniem.
- Ależ to bardzo proste – zapewniła. – Musisz tylko dać sobie ściąć głowę. Jestem pewna, że Czerwona Królowa chętnie się tym zajmie…
Zaczęła mówić coś jeszcze, ale jej głos utonął w dźwięku fanfar. Przez chwilę wydawało się, że to przy stoliku, przy którym trwała zabawa, znów zaczęto grać na trąbkach, ale nie, dźwięki dobiegały chyba z zewnątrz. W środku za to zapadła na moment cisza, jak makiem zasiał. Goście z herbatki jak jeden mąż poderwali się i rzucili na zaplecze, i tylko Cathal i Ulysses pozostali na swoich miejscach. Karciani rycerze, ledwo co grający w karty, też wstali, choć nie zaczęli uciekać. Zamiast tego ustawili się pośpiesznie w szpaler, gubiąc po drodze kolorowe kamienie. Za to Biały Królik Jamil wydał z siebie głośny jęk i czmychnął pod stół, jakby mając nadzieję, że zdoła się pod nim ukryć – niestety, spod blatu wystawała biała kita.
Drzwi otworzyły się szeroko. Najpierw do środka wpadło dwóch kolejnych karcianych rycerzy, obaj z halabardami w rękach. Wkroczyli, jakby byli gotowi kogoś zaatakować. Uśmiech kota znikł tymczasem, a sama Kucharka również umknęła na zaplecze. Za rycerzami zaś do pomieszczenia weszła… Nell Bagshot, we wspaniałej, czerwonej sukni. Rozejrzała się po pomieszczeniu i zmarszczyła brwi.
- Nie ma Białego Królika – oświadczyła w zdenerwowaniu, po czym skupiła spojrzenie na Crouch. – A ty to kto? – spytała, nie czekała jednak na odpowiedź. Zamiast tego wskazała na Alethę palcem. – W takim razie ściąć głowę jej – zażądała, a karciani rycerze, i ci, którzy byli wcześniej w pomieszczeniu, i ci dwaj, którzy weszli do środka z nią, natychmiast wypełnili rozkaz, ruszając w stronę kobiety i unosząc broń.