Geraldine poświęciła sporo czasu, aby go odnaleźć. Słyszała opowieści; różne. Zapewne nieco przekoloryzowane, nie powodowały u niej strachu, więc przeciwnie budziły ciekawość. Chciała go znaleźć i przekonać się ile w tym wszystkim jest prawdy. Kto kiedyś bardzo czegoś szukał wiedział, jakie okropne jest to uczucie. Gonić coś, czego nie można złapać, szukac, poruszać niebo i ziemię, aby trafić choć na niewielki ślad.
Ogromną satysfakcję więc czuła, że wreszcie jej się udało. Jeszcze moment, krótka chwila, a stanie z nim twarzą w twarz. Może trochę zbyt pewnie podchodziła do tej sytuacji, może powinna pojawić się tu z kimś, jednak była zbyt butna, aby prosić kogoś o pomoc. Wierzyła, że poradzi sobie ze wszystkim sama - jak zawsze. Najwyżej umrze, czy byłaby to aż tak duża strata? Gotowa była na śmierć, w końcu kiedy ciągle stąpało się na granicy trzeba było być na nią przygotowanym, mogła nadejść w każdej chwili. Wystarczyło, aby zawahała się na moment, zagapiła, a mogła stać się ofiarą bestii na które polowała.
Zatrzymał się, kiedy mu nakazała. Ona również zamarła w miejscu. Nie chciała na razie do niego podchodzić, musiała się przygotować do ewentualnego ataku. Mogą jeszcze chwilę porozmawiać, nim go zabije, bo taki był jej cel. Musiała się go pozbyć, aby nie zabijał już więcej niewinnych. W końcu wampiry zabijały ludzi, prawda? Były jednymi z najstraszniejszych bestii z opowieści dla dzieci, które opowiadali rodzice, aby wzbudzić w nich lęk przed samotnymi wędrówkami w ciemności.
- Czyżby? Skąd w ogóle to założenie, że jestem damą? - Młoda może i była, jednak do damy brakowało jej wiele. Nie była typową panną z dobrego domu, choć jej nazwisko mogło mówić, co innego. Nie wpasowywała się w schemat, która bowiem panna poszukiwałaby wampira, aby go zabić? Na pewno nie każda, młode damy wolały spędzać zimne wieczory w domach, czytając książki, marząc o swoim przyszłym księciu, jednak nie Yaxley - ona mogła być tym księciem na białym koniu, który mógł wyciągać księżniczki z opresji. - Chyba na Ciebie czas. - Powiedziała jeszcze do mężczyzny, który znajdował się przed nią. Powolnym krokiem zaczęła iść w jego kierunku, śnieg skrzypiał pod jej krokami, mroźny to był wieczór.