Postąpił zgodnie z jej zaleceniem - po prostu się tym nie przejął. Jeszcze tylko by go rozbolała głowa od tej zbędnego wysiłku umysłowego. Hjalmarowi zrodziła się jedna myśl ale zostawił ją dla siebie, jako, że nie była ważna w tym momencie.
Jego uwadze nie umknął ruch kciukiem po jego dłoni. Na jej słowa uniósł tylko brew. Prawdziwi wikingowie nie potrzebują takich rzeczy Zarzekał się sam przed sobą, próbując chyba w pewien sposób, usprawiedliwić swoje zachowanie. Można by to raczej nazwać wewnętrznym pojedynkiem niedźwiedzia z misiem - czyli dwóch form w jakich Nordgersim był spotykany. Gdyby znaleźli się w innej sytuacji, to zapewne zabrałby rękę jak poparzony, a tak, że znajdowali się na neutralnym dla niego gruncie, nie przejmował się tym.
Zmrużył oczy na jej próby odkupienia swoich win. Czy Pandora na prawdę myślała, że przejechanie dłonią po 'uszkodzonym' żebrze wystarczy? Oczywiście, że wystarczyło. Ból zniknął szybciej, niż zdążył się pojawić. To działało jak swego rodzaju placebo - dokładnie tak jak pocałunek od mamy w skaleczony palec.
- Mocne słowa jak na kogoś, kogo można po prostu podnieść i przenieść. Albo przestawić. Albo wynieść. W sumie cokolwiek zrobić - zauważył zgodnie z prawdą, odpowiadając jej tym samym czyli spojrzeniem w jej oczy. To co powiedziała było bardzo odważne, zwłaszcza po tym jak ją wyniósł kilka chwil temu z tamtej małej kuźni. Nie zamierzał jednak się przeciwstawiać i buntować, a jedynie pozwolił sobie na małą uwagę. W końcu był porwany i to czy przeżyje zależało tylko od porywacza.
Prewettówna próbowała go zagadać i prawie jej się udało, jednak nie tym razem. Zobaczył kątem oka, że dziewczyna dokonała zbrodniczego aktu - To jest kradzież - zauważył. O ile przed chwilą chciał posłusznie siedzieć, tak teraz rozważał akcję protestacyjną, która miała zakończyć się wyniesieniem Pandory z lokalu. Jak ona śmiała to zrobić? Taki gest mógł zakończyć się tym, że Hjalmar umrze z głodu. Ten jeden ziemniak to może być albo nie być dalszej egzystencji Nordgersima na tym świecie.
- Dziesięć lat?! - wykrzyczał, mało nie powodując zakrztuszenia się kawałkiem mięsa, który jednak szybko odchrząknął aby nie stała mu się krzywda. Jak ona tak może żyć? - Ale jak to bez mięsa? Tak całkowicie? Nawet w święta? Raz w tygodniu też nie? - rozpoczął kanonadę pytań aby móc lepiej zrozumieć to dziwne zachowanie Pandory. Czy ryba nie jest mięsem? Podrapał się tłustą dłonią po brodzie - Teraz jest jeszcze piękniejsza - zauważył biorąc kolejny kęs soczystej cielęciny. Czy mięso jednak nie było podstawowym posiłkiem dla każdego? I tym samym nie widniało w tej całej piramidzie żywności?
Pokiwał głową na jej słowa - bardzo mu smakowało. Z chęcią zjadłby jeszcze odrobinkę gdyby nie to, że po prostu by tutaj pękł - Nie mam chyba wyboru - przyznał na słowa o śmierci. To byłaby bardzo piękna śmierć i Prewettówna powinna mu pozwolić na to, jeżeli byłby szczęśliwy. Zastanawiał się czy tak przypadkiem nie wyglądała dobrowolna eutanazja - bo jeżeli tak, to Hjalmar był pierwszą osobą chętną do zapisania się na taki zabieg - Nie... - pokiwał przecząco głową, a na jego twarzy zagościł malutki grymas, który ukazywał jego lekkie cierpienie z przejedzenia. Powinien dostać albo mniejszą porcję albo jakiś kaganiec. A najlepiej obydwie te rzeczy - Wierzę w Ciebie, że dasz radę to opędzlować sama. Zresztą co to za danie bez mięsa - zauważył. Może gdyby byłaby tutaj odrobinka mięsa to mógłby się skusić i uratować Pandorę z tej opresji.
- A pegazy nie są koniami przypadkiem? - zapytał. Nordgersimowi zawsze wydawało się, że to były dokładnie te same zwierzęta. Z tym samym charakterem i tylko jedną różnicą - pegaz miał skrzydła, a zwykły koń nie - To tych Mar masz więcej? - spojrzał na nią jakby spadła z takiego wierzchowca przed momentem. Nie miał zbyt dobrych wspomnień z jej czterokopytną bestią - Woda brzmi w porządku. A wieczorem chyba ten bankiet czy co to tam miało być - przypomniał Prewettównie. W końcu zgodziła się z nim tam pójść, a nie z byle kim. Spadająca gwiazda? To chyba coś z tą jej astronomią czy astrologią... Jednak czy taka gwiazda nie spełniała tylko jednego życzenia? I tym samym nie spaliliby swoich wzajemnych gdyby taka się pojawiła?
- Przepyszne. Gromkie brawa dla kuchmistrza, który dokonał tego pięknego dania - pogratulował, a następnie skinął głową z uznaniem. Gdyby nie miał do tego lokalu jakichś kilku tysięcy kilometrów, mógłby tutaj wpadać częściej. A tak to pozostaną tylko piękne wspomnienia z soczystej, dobrze dopieczonej i doprawionej cielęcinki - No właśnie Pandorka, zjedz jeszcze kawałek bo mi tutaj znikniesz - wtórował starszej kobiecie. Prewettówna powinna jeszcze coś zjeść. Samą sałatką w końcu nie miała prawa się najeść, a cukier na pewno dodałby jej trochę sił na dalszą wędrówkę.
Zrozumiał koncept jaki miał właśnie miejsce i również się nachylił nad stołem aby chwilę później konspiracyjnie rozejrzeć się w obie strony - wolał się upewnić, że nikt nie podsłuchuje ich tajnej rozmowy - Ja już nie wcisnę ani kawałka, więc chyba trzeba będzie porwać to na później. Ale jakby co, to Ty bierzesz na siebie odpowiedzialność za te porwania jakby ktoś się pytał. Ja nie będę ryzykować takiej zbrodni - odparł. Mógł co najwyżej zostać jej wspólnikiem w tym złym czynie ale nie głównym prowodyrem. W końcu nie znał tureckiego, a i z angielskim szło mu momentami źle. Zwłaszcza wtedy, kiedy tego po prostu potrzebował.
- Czy mam przeprowadzić ekspresową ewakuację? - zapytał Pandory. Znał jedną sprawdzoną metodę, która pozwalała im opuścić każdy lokal czy miejsce w ekspresowym tempie - ta sztuka nazywała się 'worek ziemniaków'. Chociaż prawdę mówiąc, po tak sytym posiłku mogłoby być ciężko. No ale czego się nie robi aby ratować własne cztery litery?