Cóż, zaatkowanie śmierciożercy wielkim pluszakiem nie należało może do standardowych zagrywek, było jednak skuteczne. Nie ważne jak, istotne, że zadziałało. Wybiło go z rytmu, a Ida mogła się nim zająć. Całkiem zgrabnie rzuciła zaklęcie petryfikujące. Jeden z głowy. Mogły ruszyć dalej z odsieczą - to było najistotniejsze. Moody nadal szła przodem, Geraldine nie zamierzała jej w tym przeszkadzać. Trzymała się tyłu. Miała być przecież jej wsparciem.
Nie mogli jej zauważyć, bo się nie wychylała. Stała przy ścianie, aby nie zwrócić na siebie uwagi. Trzymała się cienia. Ida pojawiła się w drzwiach pomieszczenia, jak na razie więc wiedzieli jedynie o jej obecności. Dawało to im przewagę.
Musiały zadziałać szybko, żeby nie dać się złapać i przeszkodzić śmierciożercom w tym wszystkim. Geraldine nie zastanawiała się zbyt długo. Postanowiła użyć elementu zaskoczenia - wydawało się jej być to dobrym rozwiązaniem.
Wbiegła do pomieszczenia, popychając przy tym pewnie i Moody - nie zrobiła tego oczywiście celowo, chciała odepchnąć tego śmierciożercę, który znajdował się przy dziewczynce. Jako, że Yaxley była wysportowana, to użyła do tego całej swojej siły fizycznej. Chciała popchnąć go na ścianę.