Powiedzieć, że mimo wszystko ucieszył się na widok Johna, to jak nie powiedzieć nic. We dwójkę w końcu mieli za moment przyczynić się do nieuniknionego sukcesu Czarnego Pana w niedalekiej przyszłości. Jak mieli się w takim przypadku nie cieszyć?
Ezechiel był idealną osobą do tej roboty. Nawet na szybko zorganizował sobie prezent dla solenizanta mimo tego, że nie musiał, ponieważ główny podarek - niespodzianka - był już gotowy i oczekiwał na odbiór. Kiedy Austriak ruszył w kierunku drzwi, a moment później do nich zapukał, Vulturis ustawił się kilka kroków za nim, pozostając w pełnej gotowości na pojawienie się Paula.
Zza pleców swojego towarzysza zobaczył kobietę, która otworzyła mu drzwi i chyba była zdziwiona obecnością nadprogramowego gościa. Biedaczka niestety nie miała jeszcze pojęcia, że to są ostatnie chwile w jej nędznym życiu. Stanley złapał pewniej swoją różdżkę pod płaszczem, a pani Smith zniknęła w środku domostwa, szukając swojego syna.
Na szczęście nie musieli zbyt długo czekać. Po kilku, może kilkunastu sekundach w progu pojawił się nikt inny jak jubilat - młody chłopak, blondyn, który dopiero zaczynał swoje życia, jednak przyszło mu je dzisiaj zakończyć. Borgin nie czekał na żaden znak od Johna ani tym bardziej na przekazanie prezentu - nie mieli na to czasu. Zrobił szybko krok w prawą stronę aby upewnić się, że przypadkiem nie trafi swojego medyka, a następnie dobył swojej różdżki spod płaszcza - CRUCIO! - wycedził spod maski, wykonując sprawny ruch ręką i wycelowując w Paula. Czar trafił go prosto w klatkę piersiową, powodując u niego grymas bólu, a po chwili młodzieniec znalazł się na podłodze w konwulsjach. To musiało go bardzo boleć.
Stanley ruszył w kierunku drzwi. Mijając Ezechiela, poklepał go po plecach, za dobrze wykonaną robotę i bez słowa przekroczył próg nad ciałem Paula, który przeżywał istne katusze, a następnie skierował swój wzrok na jego rodzicielkę. Kobieta odwróciła się na pięcie, nie wiedząc co się dokładnie dzieje ale ostatni impuls świadomości rozkazał jej się ratować. Ruszyła ile sił w nogach na górne piętro, licząc, że tam będzie bezpieczna - Złap ją i przyprowadź na dół - zalecił Austriaków, a sam odwrócił się w lewą stronę, kierując swoje kolejne kroki do salonu - miejsca gdzie jeszcze moment temu odbywało się przyjęcie urodzinowe, a teraz znajdowali się niczego nie świadomi goście. Vulturis był bardzo hojny w swoich gestach. Miał prezent dla jubilata, miał też prezent dla reszty zebranych. Ci jednak musieli jeszcze chwilę, jeden moment zaczekać nim otrzymają swoje podarki.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972