Paul zdziwił się widząc Ezechiela. Nie spodziewał się nieznajomych gości. Ezechiel zdziwił się widząc Paula. Nie spodziewał się, że tak łatwo będzie go wywabić. Ale nie mieli nawet czasu na dziwne niezręczności. Chłopak zaczął zwijać się w konwulsjach. Von Jundegingen chciał po prostu stanąć z boku ze spuszczoną głową, ale przydzielono mu inne zadanie.
Wszedł więc do środka i zamknął za sobą drzwi. Nieprzyjemnie by było, gdyby krzyki Paula zwabiły kogoś z ulicy. Muzyka odbijająca się od ścian, skutecznie je zagłuszała. Ezechiel pospiesznie wszedł na piętro, po czym zwolnił.
Życie kobiety było w jego rękach i mógł to jakoś dobrze zaplanować. Usłyszał, że zamknęła się w łazience. Alohomora załatwi sprawę. Gdy otworzył drzwi, jakieś zaklęcie prawie uderzyło go w twarz, ale zdążył zrobić unik. On na szczęście miał przestrzeń na ruch. Kobieta w malutkiej łazience niespecjalnie. Rzucił zaklęcie, by spętać ją świetlistym sznurem, a następnie podszedł bliżej.
Westchnął ciężko. Wyjął z wewnętrznej kieszeni dwie fiolki. Zręcznym ruchem złapał kobietę za kark i przyłożył naczynie do ust zmuszając do wypicia. Był to Eliksir Słodkiego Snu. Zadziałał szybko. Złapał kobietę swoim silnym ramieniem, gdy jej ciało zaczęło osuwać się bezwiednie na podłogę.
Runda druga — Eliksir Zapomnienia. Ezechiel nie był pewien jak silna była jego moc. Kobieta mogła zapomnieć wydarzenia minionego tygodnia lub nawet połowę swojego życia. Mogła utracić pamięć o mężu, synu... O ile oczywiście przeżyje ten atak. Szansa na to była nikła, a przynajmniej tak oceniał to Ezechiel biorąc pod uwagę barbarzyństwo towarzyszącego mu Śmierciożercy.
Schował fiolki i podniósł kobietę. Zdecydowanie nie wyglądał jak ktoś, kto byłby w stanie dokonać takiego wyczynu, ale wbrew pozorom nie był chuderlakiem.
Jeszcze kilka miesięcy temu otarłby łzę schodząc po schodach, przez to, że życie swoje stawiał nad niewinnymi, ale wszystkie łzy już dawno wyschły tak jak i jego serce. Pozostał tylko tępy ból. Schodził ostrożnie na dół starając się nie myśleć o tym, co zastanie.