To nie miało sensu. Zdawała sobie z tego sprawę. Widziała, w jakim jest stanie, nie było go tu z nią, odpłynął, chuj wie gdzie. Przymknęła oczy na moment, próbowała się uspokoić. Nie chciała dać się ponieść emocjom. Jednak to, co się działo nie było czymś z czym miała do tej pory doczynienia. Powinna się spodziewać, że będą upadki, że nie da się wszystkiego osiągnąć bez potknięć. Tylko, że uderzyło to w nią w złym momencie.
Te kilka dni nieobecności wzbudziło w niej ekscytację, naprawdę chciała znaleźć się tutaj, tuż obok. Szczególnie, że miała wrażenie nim wyjechała, że nie jest tak źle. Jak widać myliła się i teraz to do niej dotarło. Bolało. Nie spodziewała się, że będzie to aż tak ją kłuło gdzieś w środku.
Otworzyła oczy, gdy podskoczył. Nie miała szansy przygotować się na ten nagły ruch, wzdrygnęła się z powodu tego nagłego poruszenia.
- To nie jest pub, a ja nie jestem pierwszym, lepszym, wkurwionym, typem, który chce Ci przyjebać. - Dodała jeszcze, jakby o tym zapomniał. Wiele problemów rozwiązywała siłą, to jednak nie był odpowiedni moment na to, aby to powtórzyć. Nie chciała go uderzyć, właściwie trochę ją ubodło to, że w ogóle sugerował, żeby tak postąpiła.
Jego wytłumaczenie do niej nie docierało. Wiedziała, że może się to tak skończyć, jednak samo to, że uważał, że jest to odpowiedni argument ją drażniło. Zawsze tak się kończy. Nie obchodzi ją to, jak było zawsze. Tym razem świadczyło to o jej przegranej i to ją najbardziej wkurwiało. Zawidoła go. Nie było jej obok, kiedy tego najbardziej potrzebował. Spierdoliła sprawę, a miała mu pomóc. To na siebie była zła, nie na niego.
Nie mogła się oprzeć upiciu kolejnego łyku alkoholu. Chciała choć trochę się znieczulić, uciec od tego wszystkiego, a to było najprostszą drogą w tym momencie. - Może lepiej nic już nie mów po prostu. - Bo bała się, że te słowa mogą niepotrzebnie wyprowadzić ją z równowagi, a tego nie chciała, naprawdę starała się jakoś opanować, co wcale nie było takie łatwe.
Nie zastanawiając się specjalnie długo ruszyła w stronę salonu, z tą swoją butelką whisky w ręku. Kiedy wstawała odepchnęła krzesło trochę zbyt mocno, nie chciała tego, ale nie do końca panowała nad swoją siłą. Uderzyło w stół. Miała ochotę się najebać, jak najszybciej, chociaż wiedziała, że musi wypić sporo, żeby coś poczuć. Nie przeszkadzało jej to wcale, była w stanie znieść wiele, aby osiągnąć swój wymarzony w tej chwili cel. Nim usiadła na kanapie otworzyła jeszcze na oścież okno balkonowe, bo czuła, że zaczyna brakować jej powietrza i jeszcze trochę, a się udusi. Nie znosiła porażek, nie potrafiła sobie z nimi radzić, przygniatały ją zbyt mocno.