Tak, gada się tak, bo słowa mogą bardziej drażnić, niż gesty. Geraldine nie do końca potrafiła stłumić w sobie emocje, gdyby potrafiła to po prostu by zamilkła. Szło jej to jednak średnio. Frustracja była ogromna.
- Wydaje mi się, że do dna jeszcze trochę brakuje. - Bo zawsze mogło być gorzej. Czy nie byłoby zbyt prosto, gdyby dno pojawiło się tak szybko? Sama wychodziła z założenia, że nie ma co się nastawiać, po prostu czekała na kolejne dokładanie od życia, które lubiło się komplikować w najmniej odpowiednim momencie, pokazując, że zawsze może się coś bardziej zjebać.
Oddychała głęboko tym zimnym powietrzem, które wpadało z zewnątrz. Koiło ją to skutecznie. Jej irytacja powoli malała. Był to całkiem niegłupi pomysł, aby znaleźć się w salonie i odetchnąć. Jeszcze chwila, moment, a będzie mogła do niego wrócić, chociaż nie chciała. Nie mogłaby sobie wybaczyć jednak, gdybygo teraz zostawiła samego. Przecież obiecywała, musiała stanąć na wysokości zadania, chociaż wcale nie było to takie proste.
Ciszę, która jeszcze chwilę wcześniej była niepokojąca przerywały jego słowa. Yaxley wróciła do kuchni, nadal trzymała w ręku butelkę z alkoholem, jednak ciągle nie mogła się najebać. Nie wchodziła do środka. Obserwowała go uważnie zastanawiając się, co powinna zrobić, jak mu pomóc, tylko było już trochę za późno. Jutro zaczną od nowa, bo co innego? Nie zamierzała się poddac po pierwszym niepowodzeniu. To nie było w jej stylu. Walczyła do momentu, w którym udało jej się osiągnąć cel - tak miało być i tym razem.
Ciężko się tego słuchało, co mówił. Nie było w tym nic przyjemnego. Nie do końca tego się spodziewała, jednak nie chciała go opuścić. - Czy ja wiem, czy cierpienie to wszystko? To tylko składowa. Przecież o wiele więcej nas tworzy. Zależy na co zwracasz większą uwagę. - Odezwała się, chociaż czuła, że to może nie mieć sensu.
Trochę jej tu odpłynął, znajdował się w jakimś dziwnym miejscu, które przywoływało ból. Przynajmniej tak się jej wydawało, kiedy docierały do niej jego słowa. Nie wiedziała jak go stamtąd wyciągnąć - to było w tym wszystkim najgorsze.
Zbliżyła się ponownie do stołu, nie usiadła tym razem na krześle. Przykucnęła tuż przed mężczyzną. Przyglądała mu się dłuższą chwilę. Nie wyglądał dobrze. - Pozwól mi to z Tobą wygrać. - Bo przegrana nie była czymś, co mogła zaakceptować.