17.05.2023, 15:27 ✶
Greengrass mimowolnie zaczęła się zastanawiać, czy Theodore na pewno wie, skąd biorą się dzieci, skoro przyrównywał pojawienie kaktusa na głowie do urodzenia takiego... Nie była to jednak kwestia, w której czuła się uprawniona do uświadamiania chłopaka. Zresztą, zawsze kręcił się wokół jakichś dziewczyn albo one kręciło się wokół niego, więc może po prostu ten kaktus na głowie mu zaszkodził...?
- Rośliny zwykle nie mają rodziców. Mają nasiona – odparła Mackenzie odruchowo. Podejrzewała, że właśnie w szamponie kryły się takie nasiona, które zareagowały w połączeniu z jakimiś składnikami odżywczymi. Albo ktoś zrobił to celowo, albo doszło do dziwnej reakcji z elementami, które miały zagwarantować prawidłowe odżywienie włosów. Może szampon był na przykład przeterminowany albo doszło do błędu w produkcji…?
Nie wdawała się jednak w dalsze wyjaśnienia. Zazwyczaj wszelkie dziwne zachowania Theodore’a przyjmowała po prostu jako pewną normę, może dla niej niezrozumiałą, ale przecież niekoniecznie dziwną dla innych… Tym razem pomysł na bycie ojcem… znaczy się matką kaktusa, przekraczał zdolności pojmowania Greegrass.
- Podrzuć mi ten szampon – przypomniała jeszcze tylko, odnotowując, że skoro roślina ma być fanem Hopgoblins, to ona po powrocie będzie musiała znowu rzucić zaklęcie wyciszające na drzwi. – Nie używaj go, chyba że chcesz mieć… eee… więcej dzieci – ostrzegła, ruszając za Lovegoodem ku drzwiom, by je za nim zamknąć.
- Rośliny zwykle nie mają rodziców. Mają nasiona – odparła Mackenzie odruchowo. Podejrzewała, że właśnie w szamponie kryły się takie nasiona, które zareagowały w połączeniu z jakimiś składnikami odżywczymi. Albo ktoś zrobił to celowo, albo doszło do dziwnej reakcji z elementami, które miały zagwarantować prawidłowe odżywienie włosów. Może szampon był na przykład przeterminowany albo doszło do błędu w produkcji…?
Nie wdawała się jednak w dalsze wyjaśnienia. Zazwyczaj wszelkie dziwne zachowania Theodore’a przyjmowała po prostu jako pewną normę, może dla niej niezrozumiałą, ale przecież niekoniecznie dziwną dla innych… Tym razem pomysł na bycie ojcem… znaczy się matką kaktusa, przekraczał zdolności pojmowania Greegrass.
- Podrzuć mi ten szampon – przypomniała jeszcze tylko, odnotowując, że skoro roślina ma być fanem Hopgoblins, to ona po powrocie będzie musiała znowu rzucić zaklęcie wyciszające na drzwi. – Nie używaj go, chyba że chcesz mieć… eee… więcej dzieci – ostrzegła, ruszając za Lovegoodem ku drzwiom, by je za nim zamknąć.
Koniec sesji