18.05.2023, 12:15 ✶
Brenna na pierwszy rzut oka nie potrafiła rozpoznać mugola, nie zakładała więc z góry, z kim mają do czynienia. Nie znała też na razie treści listu i nie było powiedziane, że ją pozna – Dani mogła nie znaleźć od razu tłumacza, a jeżeli uda się im tutaj ustalić, co się stało, nie będzie to potrzebne… Na razie więc postanowiła po prostu zachować pewną ostrożność.
- Dzień dobry. Szukamy niejakiego pana Bowmana – poinformowała Longbottom uprzejmie. Sama nie przedstawiała się na razie, ot z ostrożności. – Staramy się zebrać informacje o kobiecie imieniem Zoya, prawdopodobnie imigrantkę, która tuż przed… swoim zaginięciem, napisała do niego list.
Może było to tylko złudzenie, gra światła, ale Brenna mogłaby przysiąc, że w oczach mężczyzny coś zabłysło na wzmiankę o Zoyi. Przesunął spojrzeniem pomiędzy Brenną a Dellianem, trochę niepewny. Zaraz jednak wyraz jego twarzy zmienił się, jakby na wspomnienie dawnego smutku.
– Bowman to ja – przyznał. – I rzeczywiście, kilkadziesiąt lat temu znałem kobietę, która miała na imię Zoya, ale obawiam się, że nie miałem z nią kontaktu od…
- …około 45 roku? – odgadła Brenna. Nie była to zbyt trudna zagadka, jeżeli znało się datę, zapisaną w liście. – W takim okresie… Zoyę spotkał pewien wypadek – powiedziała dyplomatycznie. – Znaleźliśmy pewne rzeczy, które do niej należały i staramy się ustalić jej tożsamość. Gdyby mógł pan nam powiedzieć, kim dla niej był…
Bowman drgnął. Odezwał się dopiero po długiej chwili. Ciężko było odczytać wyraz jego twarzy: nie spodziewał się na pewno takiej wizyty, nie mówiąc już o „wypadku”.
– Pomogłem jej uciec z Ukrainy do Wielkiej Brytanii. Byłem… byłem w niej zakochany. Chciałem się z nią ożenić, ale pewnego dnia po prostu znikła… sądziłem, że mnie porzuciła – wyszeptał, podpierając się o futrynę, jakby w jego niemłodym ciele zabrakło nagle energii. – Co się z nią stało? Do jakiego wypadku doszło? Czy ona… zginęła?
Gorzej, pomyślała Brenna, nie mogąc się zdobyć tak od razu do zdradzenia prawdy. Nie wspominając już o tym, że dalej nie była pewna, czy mężczyzna był świadom istnienia świata czarów i mogła mu ot tak powiedzieć o klątwie, jaka spadła na dziewczynę.
- Dzień dobry. Szukamy niejakiego pana Bowmana – poinformowała Longbottom uprzejmie. Sama nie przedstawiała się na razie, ot z ostrożności. – Staramy się zebrać informacje o kobiecie imieniem Zoya, prawdopodobnie imigrantkę, która tuż przed… swoim zaginięciem, napisała do niego list.
Może było to tylko złudzenie, gra światła, ale Brenna mogłaby przysiąc, że w oczach mężczyzny coś zabłysło na wzmiankę o Zoyi. Przesunął spojrzeniem pomiędzy Brenną a Dellianem, trochę niepewny. Zaraz jednak wyraz jego twarzy zmienił się, jakby na wspomnienie dawnego smutku.
– Bowman to ja – przyznał. – I rzeczywiście, kilkadziesiąt lat temu znałem kobietę, która miała na imię Zoya, ale obawiam się, że nie miałem z nią kontaktu od…
- …około 45 roku? – odgadła Brenna. Nie była to zbyt trudna zagadka, jeżeli znało się datę, zapisaną w liście. – W takim okresie… Zoyę spotkał pewien wypadek – powiedziała dyplomatycznie. – Znaleźliśmy pewne rzeczy, które do niej należały i staramy się ustalić jej tożsamość. Gdyby mógł pan nam powiedzieć, kim dla niej był…
Bowman drgnął. Odezwał się dopiero po długiej chwili. Ciężko było odczytać wyraz jego twarzy: nie spodziewał się na pewno takiej wizyty, nie mówiąc już o „wypadku”.
– Pomogłem jej uciec z Ukrainy do Wielkiej Brytanii. Byłem… byłem w niej zakochany. Chciałem się z nią ożenić, ale pewnego dnia po prostu znikła… sądziłem, że mnie porzuciła – wyszeptał, podpierając się o futrynę, jakby w jego niemłodym ciele zabrakło nagle energii. – Co się z nią stało? Do jakiego wypadku doszło? Czy ona… zginęła?
Gorzej, pomyślała Brenna, nie mogąc się zdobyć tak od razu do zdradzenia prawdy. Nie wspominając już o tym, że dalej nie była pewna, czy mężczyzna był świadom istnienia świata czarów i mogła mu ot tak powiedzieć o klątwie, jaka spadła na dziewczynę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.