18.05.2023, 18:49 ✶
Nie odpowiada na jej pytanie, a jedynie wzrusza ramionami, nie widząc w pytaniu Uli niczego nietaktownego. Czy jest zmęczony? Nie jest pewien. Na pewno poprzednia noc nie należała do najprzyjemniejszych i dziś odczuwa to w postaci bólu pleców. Ale nie ma się czemu dziwić - spanie z kozami w obórce nigdy nie będzie tak wygodne jak własne łóżko.
Nie rozumie jej słów, ale nie czuje się tym zaniepokojonym; jakaś część jego poświadomości mówi mu, że nie ma nic złego na myśli. Pozwala jej jeszcze przez chwilę napawać się widokiem umiłowanej Doliny, a potem się odwraca i kontynuuje wędrówkę.
— Za tym zagajnikiem — odpowiada, kiwając głową w stronę komina unoszącego się ponad ścianą drew. Prowadzi ją ścieżką pośród młodych dębów, aż wreszcie im oczom ukazuje się dwupiętrowa kamienna chatka porośnięta bluszczem, wokół której roztacza się brunatny pas nagiej ziemi. — W lato będą tu słoneczniki — wyjaśnia. Na schodach czeka na nich rudy kocur. — To Bonifacy. Lubi spać. — przekręca klucz w drzwiach - niepotrzebnie je zamykał, nikt nie chciałby okraść tak marnej chaty - i wpuszcza Ulę do środka. Zostawia jej bagaże w przedsionku i zaprowadza do kuchni, gdzie rozmaite zioła suszą się pod sufitem. — Usiądź proszę — odsuwa jej krzesło i szybko kieruje się do kaflowego pieca, by dorzucić do niego kilka kawałków drewna, zanim żar na dobre wygaśnie. Bonifacy w tym czasie ociera się o nogi dziewczyny, zaintrygowany nowym gościem.
Nie rozumie jej słów, ale nie czuje się tym zaniepokojonym; jakaś część jego poświadomości mówi mu, że nie ma nic złego na myśli. Pozwala jej jeszcze przez chwilę napawać się widokiem umiłowanej Doliny, a potem się odwraca i kontynuuje wędrówkę.
— Za tym zagajnikiem — odpowiada, kiwając głową w stronę komina unoszącego się ponad ścianą drew. Prowadzi ją ścieżką pośród młodych dębów, aż wreszcie im oczom ukazuje się dwupiętrowa kamienna chatka porośnięta bluszczem, wokół której roztacza się brunatny pas nagiej ziemi. — W lato będą tu słoneczniki — wyjaśnia. Na schodach czeka na nich rudy kocur. — To Bonifacy. Lubi spać. — przekręca klucz w drzwiach - niepotrzebnie je zamykał, nikt nie chciałby okraść tak marnej chaty - i wpuszcza Ulę do środka. Zostawia jej bagaże w przedsionku i zaprowadza do kuchni, gdzie rozmaite zioła suszą się pod sufitem. — Usiądź proszę — odsuwa jej krzesło i szybko kieruje się do kaflowego pieca, by dorzucić do niego kilka kawałków drewna, zanim żar na dobre wygaśnie. Bonifacy w tym czasie ociera się o nogi dziewczyny, zaintrygowany nowym gościem.