18.05.2023, 20:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.05.2023, 20:57 przez Mellvyn Ollivander.)
Kiedy prosektorium okazało się nie mieć większego związku prawem czarodziejów, odchrząknął nagle i zakaszlał, starając się zdusić rwący mu się z trzewii rechot. Podejrzewał, że to będzie po prostu jakaś zakurzona siedziba magicznych prawników, coś takiego pasowałoby do Ministerstwa.
Absolutnie nie zamierzał przyznać się do pomyłki, przecież nie chciał przegrać tej dziwnej gry. Zamierzał za to ryzykować dalej, zamierzał podwoić stawkę, będzie wtedy śmieszniej.
- Taak, przez całe życie jakoś mnie tam ciągnęło. Do kostnicy, znaczy. - Bawiło go w pizdę, kiedy mówił tak o samobójstwie. - Może dzięki tobie znajdzie się jeszcze szansa, żebym faktycznie kiedyś tam zajrzał.
Czy jak tam wejdzie, to się porzyga? Nie. Może. Pewnie tak. Szybko przestał się nad tym zastanawiać, miał przyjemniejsze myśli do pomyślenia.
Upił kawy i uśmiechnął się do Cynthii wyjątkowo frywolnie, kontynuował:
- Bo w chłodni jeszcze nie "obcowałem" - mówił, chyląc się lekko w jej kierunku, chyba nieświadomie. - A z chęcią bym spróbował.
Rozpiął dwa górne guziki znoszonej koszuli; zrobiło mu się za gorąco, chociaż wcale nie było tutaj szczególnie ciepło. Raczej wilgotno - siedzieli w ciężkim, zastanym powietrzu o zapachu anyżu, mięty, dziurawca i tytoniu, kryjącym swąd grzyba i szczurów.
Wybitnie nie spodziewał się, że będzie taka bezpośrednia. Z Geraldine zdążył odwyknąć od tego, bo chociaż była szorstka i śmiała, to rzadko mówiła wprost. Jeśli chodziło o emocje, to większości musiał się domyślać.
- Wiosna sprzyja takim rzeczom, o to cię nie pytam. Bo to wiem - odparł, nawet nie próbując ukryć rozbawienia. - Ale tak, o to właśnie mi chodziło. O to, czy taką relację masz z nim obecnie albo czy zamierzasz mieć taką w przyszłości.
Nagle, dosyć nieoczekiwanie, wyciągnął dłoń w jej kierunku. Nie dotknął jej, nie złapał, jedynie z przesadną ikrą wskazał palcem na papierosa na spodku od filiżarnki.
- No, miło, że kawa smakuje, ale czekam aż spróbujesz fajki. Bo ta kawa to nic, taka sama jak w całym Londynie, tylko zazwyczaj jej tutaj tak nie parzą... - tłumaczył bardzo zaangażowany. - Ale ta fajka! Ona jest, kurwa, z Jugosławii. Niedużo mi takich zostało, kilka chyba, więc możesz czuć się wyróżniona. Specjalna.
Absolutnie nie zamierzał przyznać się do pomyłki, przecież nie chciał przegrać tej dziwnej gry. Zamierzał za to ryzykować dalej, zamierzał podwoić stawkę, będzie wtedy śmieszniej.
- Taak, przez całe życie jakoś mnie tam ciągnęło. Do kostnicy, znaczy. - Bawiło go w pizdę, kiedy mówił tak o samobójstwie. - Może dzięki tobie znajdzie się jeszcze szansa, żebym faktycznie kiedyś tam zajrzał.
Czy jak tam wejdzie, to się porzyga? Nie. Może. Pewnie tak. Szybko przestał się nad tym zastanawiać, miał przyjemniejsze myśli do pomyślenia.
Upił kawy i uśmiechnął się do Cynthii wyjątkowo frywolnie, kontynuował:
- Bo w chłodni jeszcze nie "obcowałem" - mówił, chyląc się lekko w jej kierunku, chyba nieświadomie. - A z chęcią bym spróbował.
Rozpiął dwa górne guziki znoszonej koszuli; zrobiło mu się za gorąco, chociaż wcale nie było tutaj szczególnie ciepło. Raczej wilgotno - siedzieli w ciężkim, zastanym powietrzu o zapachu anyżu, mięty, dziurawca i tytoniu, kryjącym swąd grzyba i szczurów.
Wybitnie nie spodziewał się, że będzie taka bezpośrednia. Z Geraldine zdążył odwyknąć od tego, bo chociaż była szorstka i śmiała, to rzadko mówiła wprost. Jeśli chodziło o emocje, to większości musiał się domyślać.
- Wiosna sprzyja takim rzeczom, o to cię nie pytam. Bo to wiem - odparł, nawet nie próbując ukryć rozbawienia. - Ale tak, o to właśnie mi chodziło. O to, czy taką relację masz z nim obecnie albo czy zamierzasz mieć taką w przyszłości.
Nagle, dosyć nieoczekiwanie, wyciągnął dłoń w jej kierunku. Nie dotknął jej, nie złapał, jedynie z przesadną ikrą wskazał palcem na papierosa na spodku od filiżarnki.
- No, miło, że kawa smakuje, ale czekam aż spróbujesz fajki. Bo ta kawa to nic, taka sama jak w całym Londynie, tylko zazwyczaj jej tutaj tak nie parzą... - tłumaczył bardzo zaangażowany. - Ale ta fajka! Ona jest, kurwa, z Jugosławii. Niedużo mi takich zostało, kilka chyba, więc możesz czuć się wyróżniona. Specjalna.