Absurdalnie nic nie miało znaczenia; całokształt bytowania przemienił się w spopielony masyw pragnień i wspomnień zakopanych głęboko wśród miriad myśli. Może gdyby była odrobinę mniej nieważka, odrobinę mniej zlękniona i spontaniczna w tym wszystkim – może wówczas wiedziałaby lepiej jak zachować się pośród tych deszczy majowych i gałęzi rosnących przy skwerze. Bo w gruncie rzeczy to właśnie to cechowało ją najdobitniej, dając znać niejednokroć jak bardzo niedorosła w swojej kilkunastoletniej krasie była. Błękity rozlewały się niebanalnie, a rozgwieżdżone niebo, skalane czernią rozlanej kawy, uśmiechało się do niej niepewnie, zupełnie jakby wyczuło jej nieracjonalność idącą w kompanii z młodzieńczą buńczucznością.
Jego usta były ciepłe i miękkie, nierzeczywiste i odległe. Sunęła kciukiem wzdłuż jego kości jarzmowej, przedłużając tę chwilę o zbawienne sekundy, umykające niezamieszkane, a jednocześnie pełne doznań. I dopiero gdy się od niego odsunęła, wzrokiem uciekając gdzieś w bok, wzięła głębszy oddech, zdając sobie sprawę z nieodwracalności tego, co właśnie nastało – miłego i zakazanego gdzieś w głębi umysłu podlotki.
Nie była w stanie znaleźć właściwych słów, właściwego dictum dla całokształtu sytuacji, w głębi klatki piersiowej jednak coś zatrzepotało niespokojnie, brakiem pokory puentując całość chwili, tej jednej, w której dali się ponieść ku niebiosom. Oddech przyspieszył nieznacznie, gdy zsuwała dłonie z jego policzków, odgarniając z jego czoła jeden z kosmyków niesfornie opadłych na czoło.
– Nigdy bym nie pomyślała, że ty… – zaczęła, przełykając ciężko ślinę. – Że ty i ja… Och, na niebiosa, nie potrafię się nawet wysłowić. Chciałabym aby ta chwil trwała wiecznie. Aby już zawsze czuć twój dotyk, twoje usta… Jestem naprawdę beznadziejnym przypadkiem – dokończyła, puentując słowa lekkim westchnięciem.
Coś w niej pękło w końcu, odblokowując nieznane do tej pory meandry samej siebie. Zadrżała lekko w jego ramionach, ponownie uginając się pod melodyką tańca, wiodącego powolną melodią – jakby zupełnie stworzoną dla nich.