19.05.2023, 21:22 ✶
To istotnie było za dużo. Patrzył na jej łzy mokrymi oczyma i zgrzytał zębami. Był bezradny. Ścisnęło mu żołądek, kiedy zakryła twarz dłońmi. W pierwszej chwili nie potrafił zrozumieć, dlaczego tak drobny gest sprawił mu taki ból, ale później zrozumiał - wstydziła się przed nim płakać, co oznaczało, że mu nie ufała.
Miał taki problem ze skupieniem myśli. Powietrze było za ciężkie, światło świecy za ciemne, mrowiła go skóra na całym ciele, aż przechodziły go dreszcze. Podrapał się po lewym przedramieniu, później po prawym, ale niewiele ulgi mu to przyniosło.
Westchnął i upił z butelki, krzywiąc się później paskudnie. Alkohol palił za mocno, aż go zamdliło.
- Pewnie nie ostatni - przytaknął słabym, zachrypniętym głosem i napił się znowu.
Potem kaszlał i gdy to robił, czuł, jak coś dziwnego, nieprzyjemnie chłodnego rozpełza się pod jego skórą. Miał wrażenie, że cała pulsuje od poruszającego się pod jej powierzchnią robactwa.
Wiedział, że nie było z nim za dobrze. Na szczęście nie był to pierwszy raz.
Pośpiesznie, na raty, wlał w siebie dobrą szklankę whisky, później odstawił butelkę na płytki, daleko od siebie. Starał się odciąć od myślenia o swoim ciele, więc znów przeniósł wzrok na Jego Panią. Wpatrywał się w nią dobrą chwilę, powoli kończył płakać.
To było tak kurewsko miłe, że się tak starała. Nie mógł zrozumieć dlaczego. Nie chciał jej jednak o to pytać, bo sam też nie potrafiłaby wyjaśnić większości swoich decyzji. Podejmował je ze względu na silne uczucia, które nie podlegały rozsądkowi. Być może ona też.
Uśmiechnął się i zbolałe spojrzenie znów skierował na okno. Widział za nim księżyc, jego srebrzysta tarcza wyglądała spomiędzy kilku postrzępionych chmur. Może nie było aż tak źle?
- To poczucie winy. Myśl, że nie jestem wystarczająco dobry, żeby żyć - tłumaczył, mamrocząc cicho. - Dlatego taką przyjemność sprawia mi, kiedy mnie ranisz.
Zaśmiał się, bo głupio mu było, ale zmusił się do spojrzenia jej w oczy. Siedział skrzyżnie, ale z upływem czasu coraz mocniej słał się do tyłu.
- To jak pokuta. Miłosierna i zbawienna kara wymierzona przez kogoś, kto mnie kocha.
Miał taki problem ze skupieniem myśli. Powietrze było za ciężkie, światło świecy za ciemne, mrowiła go skóra na całym ciele, aż przechodziły go dreszcze. Podrapał się po lewym przedramieniu, później po prawym, ale niewiele ulgi mu to przyniosło.
Westchnął i upił z butelki, krzywiąc się później paskudnie. Alkohol palił za mocno, aż go zamdliło.
- Pewnie nie ostatni - przytaknął słabym, zachrypniętym głosem i napił się znowu.
Potem kaszlał i gdy to robił, czuł, jak coś dziwnego, nieprzyjemnie chłodnego rozpełza się pod jego skórą. Miał wrażenie, że cała pulsuje od poruszającego się pod jej powierzchnią robactwa.
Wiedział, że nie było z nim za dobrze. Na szczęście nie był to pierwszy raz.
Pośpiesznie, na raty, wlał w siebie dobrą szklankę whisky, później odstawił butelkę na płytki, daleko od siebie. Starał się odciąć od myślenia o swoim ciele, więc znów przeniósł wzrok na Jego Panią. Wpatrywał się w nią dobrą chwilę, powoli kończył płakać.
To było tak kurewsko miłe, że się tak starała. Nie mógł zrozumieć dlaczego. Nie chciał jej jednak o to pytać, bo sam też nie potrafiłaby wyjaśnić większości swoich decyzji. Podejmował je ze względu na silne uczucia, które nie podlegały rozsądkowi. Być może ona też.
Uśmiechnął się i zbolałe spojrzenie znów skierował na okno. Widział za nim księżyc, jego srebrzysta tarcza wyglądała spomiędzy kilku postrzępionych chmur. Może nie było aż tak źle?
- To poczucie winy. Myśl, że nie jestem wystarczająco dobry, żeby żyć - tłumaczył, mamrocząc cicho. - Dlatego taką przyjemność sprawia mi, kiedy mnie ranisz.
Zaśmiał się, bo głupio mu było, ale zmusił się do spojrzenia jej w oczy. Siedział skrzyżnie, ale z upływem czasu coraz mocniej słał się do tyłu.
- To jak pokuta. Miłosierna i zbawienna kara wymierzona przez kogoś, kto mnie kocha.