Spoglądał na przerażoną Avelinę z troską i ze zrozumieniem. Dla niego to był chleb powszedni, ale większość ludzi nie doświadczała tego na co dzień. Akromantule były tylko magicznymi stworzeniami, które podlegały swoim instynktom. Tak jak wszystkie zwierzęta. Oni byli intruzami. Gdyby miał wskazać kogokolwiek jako potwora to właśnie człowieka. Jedynie ludzie byli zdolni do czynienia ogromu zła. Istniały jeszcze groźniejsze stworzenia, niż Akromantule. Chociażby Mantykory. Albo smoki. Byliby w poważnych tarapatach, gdyby natrafiliby na smoka. Jeden łowca sobie z nim nie poradzi. Jedyną opcją byłaby ucieczka.
— Świetnie sobie poradziłaś jak na pierwszy raz — Pochwalił ją za to, mając w pamięci swoje pierwsze spotkanie z niebezpiecznym magicznym stworzeniem. Nogi niczym z waty i spodnie do wymiany, jak to określał po latach. Najlepiej będzie opuścić to miejsce i potem przeznaczyć czas na dojście do siebie po tym wszystkim. Głównie chodziło o Avelinę, która faktycznie miała nogi niczym z waty i chwyciła go pod ramię. Nie miał nic przeciwko temu. Pozostawało im opuścić ten las. Byłoby dobrze gdyby Gwydion niebawem wrócił z polowania.
— Już dobrze, już nic Ci nie grozi — Zapewnił ją podczas drogi do granicy Zakazanego Lasu i pozostawionego tam zaprzężonego w konie wozu.