20.05.2023, 11:05 ✶
Mavelle, Patrick, Victoria
„Co jeżeli to nie wydarzyło się nigdy? Co jeżeli to wydarzyło się wcześniej, teraz i później?” Usta martwej kobiety wygięły się w dziwacznym grymasie, a mech zaczął zarastać jej ciało coraz mocniej. „Wasze serca nie są czyste, ale wasze intencje tak”, usłyszeliście, a później ziemia wokół was zapulsowała – to uczucie przypominało wam to, które towarzyszyło stanie na Polanie Ognisk podczas Beltane. Czuliście to całkiem niedawno – kiedy wasi wybrankowie zeskoczyli z majowych pali, kiedy wasze stopy dotykały ziemi tuż po dopełnieniu rytuału. „Nie możecie pomóc czemuś, co krąży w cyklu, ale możecie pomóc cyklowi krążyć, jeżeli zniszczycie to, co utrzymuje jego energię tam, gdzie nie powinno jej być, tak jak i was nie powinno być tutaj – cykl o was jeszcze nie zawołał, nie musieliście do niego wracać. Powinniście zawrócić, póki możecie jeszcze wrócić. Ich ścieżka jest utarta martwą ziemią, możecie podążyć ich śladem, ale wiedzcie, że jeżeli przejdziecie te próby zbyt dobrze, nie będzie już powrotu do tego, co wiąże was z innymi”.
Louvain
Theon i Wilhelm wydawali się być okropnie zagubieni. Widziałeś, jak wyciągają różdżki i zaczynają z czymś walczyć, ale nie widziałeś wroga – Brygadzistka i Aurorzy zatrzymali się gdzieś daleko. Szli waszymi śladami, ale musieli wpaść w podobną „pułapkę” do tej, którą mieliście za sobą już wy – cokolwiek robili pozostali Śmierciożercy, nie było wymierzone w pracowników Ministerstwa. Nie wydawało się też być twoim problemem.
- Zostaw ich – powiedział Voldemort, obracając się w stronę ognia i chociaż jego mina nie wyrażała wiele poza zwykłą czujnością i zaciekawieniem, w głosie Czarnego Pana wybrzmiał pewien niesmak. Mogłeś poczuć się jak to lepsze dziecko – to, które spełniło oczekiwania ojca. To, które zostało przez niego niemo pochwalone, kiedy dwa pozostałe co najwyżej się wygłupiły. – To miejsce nie pozwala mi tego dojrzeć, ale czuję to. Również możesz to poczuć, jeżeli spróbujesz z tego skorzystać. – Machnął ręką, wymierzając różdżką w górę. Czarny obłok kształtującego się Maledisa wzniósł się nad waszymi głowami i wtedy dodał – To źródło czystej energii życiowej. Takiej, której nie trzeba pobierać ani z siebie, ani kogoś innego. Tym źródłem jest sama w sobie śmierć. Jak lubią nazywać to kapłani? Limbo. – Przechylił głowę w bok, jak małe, zaciekawione dziecko. Stawiał powolne, lecz mające w sobie jakiś majestat kroki w kierunku, w który spoglądałeś – w kierunku wiru. – Tak, to Limbo. Początek i koniec ścieżki każdego czarodzieja. – Nie powiedział: człowieka, istoty – bo szczerze wierzył, że to jedynie czarodzieje mogli wrócić do tego cyklu.
Uniósł w górę kamień, który przyniósł tu ze sobą. I wtedy znowu zobaczyłeś wir – niebieskie płomienie zatańczyły chaotycznie, a następnie pognały w jego kierunku. Wyryta na nim runa rozbłysła jasnym światłem, a ogień leciał w jego kierunku wciąż i wciąż, niczym czerpany z nieskończonego źródła, obijał się o jego ścianki, jego języki opływały go z każdej strony i wreszcie, co wydawało się najważniejsze, obijał się o rękę Czarnego Pana.
- Jeżeli pojawią się tutaj nasi towarzysze, przywitaj ich należycie – powiedział.
Mavelle, Patrick, Victoria
Jeżeli mieliście jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do drogi, jaką powinniście się udać, to wszystkie zostały momentalnie rozwiane, w chwili, kiedy zobaczyliście na niebie silne, niebieskie błyski. Nie spóźniliście się – pojawiliście się na czas, na początek jego planu, ale musieliście wpierw przedostać się tam po przebytej przez niego ścieżce. Voldemort nie błądził po lesie, doprowadziła was więc na miejsce bez większych problemów.
Jeżeli zdecydowaliście się zawrócić, opuszczacie sesję, jeżeli zdecydowaliście zaryzykować – na końcu swojego posta dojdziecie na skraj lasu i zobaczycie, jak wszystko wokół wyrywa się z ziemi i leci w jednym kierunku, jakby nieznana siła wciągała wszystko do środka.