20.05.2023, 12:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2023, 12:34 przez Mellvyn Ollivander.)
Czemu jest winny? Co takiego zrobił? Czy ona w ogóle go znała? Musiała naprawdę niewiele wiedzieć o jego życiu. Faktycznie, prawie niczego jeszcze jej nie opowiedział. Nie tyle, że nie chciał, że coś przed nią ukrywał; po prostu nie zdążył. Znali się tak krótko, to oczywiste, że mogła jeszcze być nim oczarowana. Jeszcze mie zdążył jej zmęczyć. Przetarł palcami oczy, znowu zanosząc się szlochem albo śmiechem. Przyjdzie czas i ma nią, skoro nawet swojego ojca zdążył zmęczyć.
- O, ja jestem skurwysynem, uwierz mi - odparł. - Ale najgorsze jest to, że w kółko wszystko niszczę. Cyklicznie. Nie mogę się powstrzymać.
Wmuszony w bólach trunek powoli wchodził mu na łeb, widać to było po jego niemrawym uśmiechu i zamaszystej gestykulacji skoordynowanej jeszcze gorzej, niż wcześniej.
Ostrożnie zdjął dłoń ze swojego policzka i pocałował jej wierzch.
- Czuję krew? - szepnął, starając się ignorować cienie barwnych wzorów, które powtarzalnie kwitły na jasnej skórze Jego Pani.
Podciągnął jej rękaw, odsłaniając przedramię i zdobiący je przesiąknięty czerwienią opatrunek.
- Boże - mruknął, podnosząc wzrok na jej twarz. - Chodź się położyć, muszę pomyśleć.
Później płynnie wypuścił z rąk jej dłoń i osunął się do tyłu. Ległszy brzuchem do góry na zimnych płytkach, zaczął niezdarnie rozpinać koszulę. Czemu tu było tak duszno?
- O, ja jestem skurwysynem, uwierz mi - odparł. - Ale najgorsze jest to, że w kółko wszystko niszczę. Cyklicznie. Nie mogę się powstrzymać.
Wmuszony w bólach trunek powoli wchodził mu na łeb, widać to było po jego niemrawym uśmiechu i zamaszystej gestykulacji skoordynowanej jeszcze gorzej, niż wcześniej.
Ostrożnie zdjął dłoń ze swojego policzka i pocałował jej wierzch.
- Czuję krew? - szepnął, starając się ignorować cienie barwnych wzorów, które powtarzalnie kwitły na jasnej skórze Jego Pani.
Podciągnął jej rękaw, odsłaniając przedramię i zdobiący je przesiąknięty czerwienią opatrunek.
- Boże - mruknął, podnosząc wzrok na jej twarz. - Chodź się położyć, muszę pomyśleć.
Później płynnie wypuścił z rąk jej dłoń i osunął się do tyłu. Ległszy brzuchem do góry na zimnych płytkach, zaczął niezdarnie rozpinać koszulę. Czemu tu było tak duszno?