Nie sądziła, żeby Mellvyn był aż takim skurwysynem za jakiego się uważał. W swoim życiu było dane jej poznać ich wielu i trochę się od niego różnili. Spotykała ludzi, którzy nie mieli oporów przed tym, aby zabijać, żeby dążyć do swoich celów. Nie musiała szukać daleko, w końcu jej rodzina aktualnie angażowała się w to, aby pozbyć się mugolaków ze świata czarodziejów, tylko dlatego, że nie należeli do tego miejsca od dawna. Jej młodszy brat zabił jej ukochanego królika na jej oczach bez żadnego zawahania. Została wychowana w naprawdę specyficznej rodzinie, gdzie przemoc fizyczna i psychiczna nie była niczym dziwnym. Może przez to miała nieco inny poziom tolerowania zachowania ludzi, którzy znajdowali się wokół niej. Tak naprawdę przyzwyczaiła się do tego. Wiele w swoim życiu widziała.
- Pewnie nie bez powodu wszystko niszczysz, skądś się musiało się to wziąć. - Mógł zauważyć, że wcale jej to nie przerażało. Geraldine naprawdę wiele przeżyła, sporo osób sama zostawiła za sobą bojąc się przywiązania, które uważała za największą słabość. Dążyła do niezależności, która z czasem zaczęła jej ciążyć. Dopiero niedawno odkryła, że przez to wszystko jej życie stało się nic nie warte.
Uśmiechnęła się, gdy pocałował jej dłoń. Cieszyła się mimo wszystko, że jest tutaj z nią, że czekał na nią, choć może nie do końca wyglądało to tak, jakby chciała. Jednak sama świadomość, że nie była dzisiaj sama wystarczała jej. - Nic się przed tobą nie ukryje. - Skomentowała krótko. Nie było to nic nowego, zazwyczaj polowania przynosiły ze sobą nowe rany i kolejne blizny do kolekcji.
- To tylko draśnięcie, i tamten skończył gorzej. - Rzekła jeszcze, choć ujebał ją dosyć mocno wolała jakoś specjalnie tego nie roztrząsać. W jej zawodzie ryzyko było codziennością, mogła zostać zeżarta, a skończyło się tylko na zębach wbitych w przedramię.
Nim się położyła sięgnęła jeszcze po paczkę fajek, która znajdowała się na blacie. Odpaliła sobie papierosa i legła na podłodze obok niego. Wpatrywała się w sufit zaciągając się przy tym dymem. Było całkiem przyjemnie, jakby jeszcze przed chwilą nie rozmawiali o tym, że chciał się zabić.