20.05.2023, 20:35 ✶
Nie do końca wszystko rozumiała, ale z drugiej strony – „jeśli przejdziecie te próby zbyt dobrze, nie będzie już powrotu do tego, co wiąże was z innymi” brzmiało dość… ostatecznie. Na tyle, że poczuła charakterystyczny chłód, gdy mocniej sobie uświadamiała, że mogła nie móc dotrzymać złożonych obietnic. Nie, żeby nie liczyła się z tym, przechodząc przez portal, ale gdy rzucano to prosto w twarz…?
Zawróć. Ciebie Zakon nie może stracić – posłała myśl Patrickowi, rzucając mężczyźnie długie, poważne spojrzenie. Była gotowa się poświęcić, ale nie oznaczało to, że chciała towarzyszy pociągnąć za sobą. W szczególności Stewarda – był zbyt ważny, żeby stawiać na szali jego przetrwanie. Zwłaszcza że nie wierzyła, iż samo przeszkodzenie Voldemortowi sprawi, że nagle działalność Zakonu stanie się zbyteczna. O ile w ogóle uda się przeszkodzić.
- Idę – oznajmiła cichym, zdecydowanym tonem, przenosząc spojrzenie pomiędzy towarzyszami a porastającą mchem kobietą – Nie ma potrzeby, żebyśmy poświęcali się wszyscy – dodała. Wyglądało na to, że zdecydowała – nie miała zamiaru zboczyć z obranej ścieżki, rzucając na szalę siebie, by chronić innych. Nawet i cały świat – w końcu konsekwencje powodzenia planu Voldemorta miały mieć opłakane skutki, zgodnie z odczytanymi raptem wczoraj słowami. Błagam cię, zawróć. I przekaż, że przepraszam – kolejna myśl posłana Patrickowi; już nie patrzyła na niego, obracając się ku wypalonej ścieżce, na którą wkroczyła bez wahania, bez oglądania się przez ramię.
Liczyła się każda sekunda, zwłaszcza że błyski na niebie nie wróżyły dobrze.
Stąd też puściła się biegiem, starając się dostrzec, wyczuć zagrożenie.
Docierając na skraj lasu na wszelki wypadek spróbowała stworzyć ochronną tarczę. Zaraz też, po osiągnięciu celu, odkryła, iż wszystko wyrywało się z ziemi i leci w jednym kierunku; odruchowo spojrzeniem podążyła właśnie w tamtą stronę, chcąc zyskać pełny obraz sytuacji.
rzuty na rozproszenie – tarcza mająca osłoniać przez dłuższą chwilę ją i towarzystwo, jeśli zdecydują się podążyć za nią
Zawróć. Ciebie Zakon nie może stracić – posłała myśl Patrickowi, rzucając mężczyźnie długie, poważne spojrzenie. Była gotowa się poświęcić, ale nie oznaczało to, że chciała towarzyszy pociągnąć za sobą. W szczególności Stewarda – był zbyt ważny, żeby stawiać na szali jego przetrwanie. Zwłaszcza że nie wierzyła, iż samo przeszkodzenie Voldemortowi sprawi, że nagle działalność Zakonu stanie się zbyteczna. O ile w ogóle uda się przeszkodzić.
- Idę – oznajmiła cichym, zdecydowanym tonem, przenosząc spojrzenie pomiędzy towarzyszami a porastającą mchem kobietą – Nie ma potrzeby, żebyśmy poświęcali się wszyscy – dodała. Wyglądało na to, że zdecydowała – nie miała zamiaru zboczyć z obranej ścieżki, rzucając na szalę siebie, by chronić innych. Nawet i cały świat – w końcu konsekwencje powodzenia planu Voldemorta miały mieć opłakane skutki, zgodnie z odczytanymi raptem wczoraj słowami. Błagam cię, zawróć. I przekaż, że przepraszam – kolejna myśl posłana Patrickowi; już nie patrzyła na niego, obracając się ku wypalonej ścieżce, na którą wkroczyła bez wahania, bez oglądania się przez ramię.
Liczyła się każda sekunda, zwłaszcza że błyski na niebie nie wróżyły dobrze.
Stąd też puściła się biegiem, starając się dostrzec, wyczuć zagrożenie.
Docierając na skraj lasu na wszelki wypadek spróbowała stworzyć ochronną tarczę. Zaraz też, po osiągnięciu celu, odkryła, iż wszystko wyrywało się z ziemi i leci w jednym kierunku; odruchowo spojrzeniem podążyła właśnie w tamtą stronę, chcąc zyskać pełny obraz sytuacji.
rzuty na rozproszenie – tarcza mająca osłoniać przez dłuższą chwilę ją i towarzystwo, jeśli zdecydują się podążyć za nią
Rzut Z 1d100 - 89
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 90
Sukces!
Sukces!