Za zagajnikiem? Jak klimatycznie! Nie mogłam się doczekać, gdy go miniemy i zobaczę moje przyszłe miejsce zamieszkania. Nie wiedziałam o tym miejscu nic, poza tym, że samotnie mieszkał tu Lysander.
Minęliśmy małe drzewka, gdy dostrzegłam kamienną chatkę. Porośniętą bluszczem. Na co komu "amerykański sen". To było coś! Mój "brytyjski sen"!
— Jaki ten dom piękny! Kiedy został wybudowany?
Zachwycam się domem. Zachwycam się perspektywą słoneczników. A wtedy dostrzegam Bonifacego. Normalnie w takiej chwili kontynuowałabym mój szał radości i przywitała się z uroczym koteczkiem, ale tym razem poczułam tylko ból w sercu. Wszystkie moje zwierzęta zginęły. Nawet, jeśli jakiemuś udało się uciec, ślad po nim zaginął. Spuściłam tylko wzrok starając się nie wyglądać tak, jak się czułam. Nie trudno o to, skoro praktycznie cała moja twarz była zakryta.
Otrzepałam dobrze buty wchodząc do środka. Zapach był tak inny od znajomych mi woni. Idealnie.
— Dziękuję.
Usiadłam na krześle i rozejrzałam się wokół. Chociaż wystrój różnił się od kuchni w moim domu, wszystko sprowadzało się do tego samego. Nawet piec.
Jaka szkoda, że nie mam nikogo w Londynie, czy innym wielkim mieście, kto mógłby mnie przygarnąć. Dolinie Godryka oczywiście daleko od podobieństwa do mojej wsi, ale chatce Lysandra było bliżej do bolesnych wspomnień niż oderwania od nich. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo wierzyłam, że życie tutaj płynie zupełnie inaczej.
— Bardzo tu ładnie.
Prawie ściągnęłam swoje ciemne okulary, by lepiej wszystko widzieć, ale postanowiłam zwlekać z momentem odsłonięcia mojej twarzy jak tylko się dało. Lysander wiedział, co spotkało mnie i moich rodziców. Nie wspomniałam mu jednak o tym, w jakim jestem stanie. I mam nadzieję, że babcia również tego nie zrobiła, chociaż znając ją, mogła mu coś wspomnieć o bliznach, żeby się nie przestraszył, czy coś.
Zwiesiłam dłoń na dół, by Bonifacy mógł przywitać mnie swoim noskiem.
— Hm. Tak właściwie to nie wiem... czym się zajmujesz? W sensie zawodowo...
Babcia wspomniała, że Lysander maluje, ale nie wiedziałam, czy z tego żyje. A, cóż, w przypadku artystów odpowiedź zazwyczaj była przecząca.