Westchnęła ciężko, kiedy usłyszała te wszystkie słowa, które wypowiedział. W ciągu kilku sekund powiedział jej więcej o sobie niż przez cały ten czas kiedy ze sobą przebywali. No, ale się otworzył, czuła, że jest to jakiś sukces, skoro się z nią tym wszystkim podzielił, w przecież na tym najbardziej jej zależało. Sama nie wiedziała dlaczego, ale czuła, że jest coś więcej w tym, że ich drogi skrzyżowały się właśnie w tym momencie. Musiało być w tym coś głębszego.
Próbowała sobie ułożyć w głowie to wszystko, ale nie było to łatwe zważając na to, że udało jej się trochę upić. Myślenie szło jej nieco wolniej niż zazwyczaj. Dłuższą chwilę milczała, musiała zebrać myśli. - Przykro mi z powodu Twojej matki. - Bo to musiało być bolesne przeżyć coś takiego. Świadomość, że jedna z najważniejszych osób w Twoim życiu nie chciała dłużej egzystować w tym miejscu nawet dla Ciebie, wolała sobie nie wyobrażać jak bardzo musiało go to uderzyć. Nie umiała sobie wyobrazić jak cierpiał. Cała reszta wydawała jej się nieistotna. Rozumiała ucieczkę bardzo dobrze, samej zdarzyło jej się postępować w podobny sposób, a nie przeżyła w swoim życiu takiego dramatu jak on.
- Czasem w ukrywaniu wszystkiego nie ma nic złego. Szczególnie przed rodziną. - Nie martwili się dzięki temu, problemy pozostawały z dala od nich, co było bardziej formą obrony ich przed informacjami. Sugerowałoby to, że mu zależy, żeby się nie martwili. W jakiś dziwny sposób odbierała to bardziej jako coś dobrego. Może po prostu wybielała jego postępowanie, bo sama robiła podobnie?
- Faceci mają gorzej, bo nigdy nie masz pewności, u nas przynajmniej wiesz, że na pewno jest Twoje. - Nie było w tym nawet nic dziwnego, gdyby zostawił gdzieś po drodze jakiegoś potomka, takie rzeczy się zdarzają. Nie zrobiło to na niej specjalnego wrażenia.
Yaxley przymknęła oczy. Nie spodziewała się, że ta podłoga może być taka wygodna, a może to ona po prostu była już zmęczona? Przyjemny dreszcz przeszedł jej ciało, gdy dotknął jej szyi. Nie spodziewała się tego zupełnie. Przyjemność sprawiał jej jego dotyk, czuła, że zaczyna jej się robić przyjemnie ciepło gdzieś w środku.
Wstrzymała oddech, kiedy się odezwał. Nie była przyzwyczajona do tego, aby mówić o swoich uczuciach, nie umiała ich nazywać. Nie zaprzeczyła, bo nie byłoby to szczere, a ona ceniła sobie prawdę. Tylko czy faktycznie go kochała? Znali się krótko, jednak nie był jej obojętny, myślała o nim ciągle; o tym co robił, jak jej nie było, czy sobie radzi, jak się czuje, każdą pierdołą chciała się z nim dzielić. Znalazł się w jej życiu zupełnie niespodziewanie, ale nie potrafiła sobie go aktualnie wyobrazić bez niego. Może faktycznie była to miłość? Nie miała pojęcia, jak inaczej to nazwać.
- Nie zaprzeczyłam. - Powiedziała cicho, a głos jej zadrżał. - Gdybym zaprzeczyła to bym skłamała, a ja nie kłamię. - Powinien już to zauważyć. - Kocham Cię. - Może było to naiwne, nieoczekiwane i nie do końca do niej pasowało, ale się tym z nim podzieliła. Alkohol zdecydowanie ułatwił sprawę, bo nie myślała nad tym specjalnie długo.