• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[wrzesień 1971] Ururu w lesie

[wrzesień 1971] Ururu w lesie
⍜⌣⍜
Przyjazny ghoul z sąsiedztwa
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Niepokojące spojrzenie bursztynowych oczu. Wygląda jakby nie spał całą wieczność. Burza srebrzystych włosów. Skóra w niepokojącym, sinym odcieniu. 178cm || chudy

Ururu Marquez
#1
21.05.2023, 14:39  ✶  
Czasem tak się zdarza, że nawet Ururu potrzebuje przerwy, oderwania się od rutyny. Ile można nadrabiać zaległości z niemal pół wieku? Nawet on nie ma takiej chłonności umysłu. Wiedza wkręcała się w jego umysł zdecydowanie zbyt szybko i niestety równie często wypadała. Zaburzony tryb życia z wciąż nieodkrytym stanem żywotności płatał potężne figle w głowie czarodzieja. Fakty plątały się, a gdy zapomniał wzoru na pole trójkąta, rzucił wszystko w kąt i poszedł na całodniowy spacer.
Własnonożnie udał się do lasu, chociaż przejażdżka autobusem kusiła. Nie chciał jednak marnować pieniędzy na bilet. Wciąż nie znalazł pracy, bo za bardzo skupiony był na nadrabianiu zaległości. Co jakiś czas dostawał kieszonkowe od panny Wood. Nie były to duże kwoty, bo też nie miał żadnych wydatków. Głównie na sumieniu miał zajmowanie pokoju gościnnego i częstowanie się obiadem od czasu do czasu. Z apetytem u niego średnio i z jakiegoś powodu chciał jeść tylko mięso, najlepiej surowe. Kto wie, może tu w lesie znajdzie jakiegoś smakowitego dziczka?

Pokonanie miasta było niezwykle żmudne, bo to nie budynki chciał dzisiaj oglądać. Cały ten hałas nie różnił się wiele od tego, co działo się w jego głowie. Tak bardzo pragnął się wyciszyć. Czemu ludzie musieli robić tyle hałasu? Samochody to istnie wspaniały wynalazek, ale dlaczego musiały być tak głośne? Będzie musiał samemu zaprojektować zdatny do użytku dla Mugoli pojazd. Wielka szkoda, że Kodeks Tajności wciąż istniał. Jakie to było niepotrzebne. A może by tak przyłączyć się do Voldemorta i wspólnie obalić niektóre brednie tego świata?
W końcu dotarł na przedmieścia. Ulice z pojedynczymi domami ukoiły jego nerwy. O tej porze dorośli byli w pracy, a dzieci w szkole. Czasem napotkać można było staruszka spacerującego z małym pieskiem lub ptaki szukające gałązek na nowe gniazdo. W powietrzu unosił się zapach kwitnących drzewek wiśni posadzonych wzdłuż chodnika. Atmosfera tej dzielnicy tak bardzo różniła się od centrum Londynu. Czy to w części mugolskiej, czy magicznej, wszędzie panował rozgardiasz. Niestety, tak jak w bibliotece, czy domu Woodów, pozorną ciszę oblekało brzęczenie miasta.
Do lasu było już niedaleko.

Drzewa pojawiły się na horyzoncie, aż w końcu oplotły go całkowicie. Dał się porwać naturze, stawiając nogi na ściółce, z dala od wylanego betonu, czy wydeptanych już ścieżek. Zatrzymał się.
Cisza.
Szum muskanego przez wiatr igliwia ozdobionego krótkim trelem leśnych ptaków, który rozbrzmiewał od czasu do czasu. Jak dawno nie był poza miastem. Większość życia spędził na przedmieściach, potem w Hogwarcie. W sercu tak dużego miasta jak Londyn przebywał tylko w wakacje… a później podczas studiów, chociaż tego okresu prawie nie pamiętał. Nigdy nie zwrócił uwagi na to, jak blisko było mu do natury, jak bardzo pragnął kontaktu z nią.

Przemierzał las zważając, by nie wdepnąć w żadną pajęczynę — nie ze strachu, lecz z szacunku dla ukochanego zwierzęcia. Wiele razy zatrzymywał się, by zbliżyć swe lico do ośmionożnego przyjaciela. Jak cudowne były te drobne spotkania.
Z dala od cywilizacji… Ale czy na pewno? W pewnym momencie zieleń lasu przeciął kamienny obiekt. Ururu zbliżył się do posągu. Nie był znawcą sztuki, ale rzeźba zrobiła na nim duże wrażenie. Kobieta w skali rzeczywistej. Wydawało się, jakby uciekała. Gdy spojrzał na jej nogi, odkrył, że nie jest przytwierdzona do podłoża w żaden sposób. Było to dość niezwykłe. Zazwyczaj rzeźby utwierdzone są na postumencie. Czarodziej przeszedł się wokół statuy. Wtedy dostrzegł coś jeszcze bardziej niezwykłego. Z niewielkiej dziury w kamieniu sączyła się czerwona ciecz. Wąskim strumieniem spływała na ściółkę. Czy była to magiczna rzeźba? Ale co robiła w takim miejscu? Może był to jakiś obiekt orientacyjny? Może wokół znajdował się jakiś ukryty budynek? Sekretna rezydencja tajemnej organizacji?
Ururu podotykał rzeźbę w różnych miejscach za pomocą swojej różdżki, ale nic się nie stało.
— Piertotum Locomotor.
Chciał ożywić posąg, ale nic się nie stało. Był więc zaczarowany, albo… nie był posągiem. Ururu przyjrzał się cieczy. Wyglądała zastanawiająco dobrze. Chciał jej dotknąć i sprawdzić po smaku, czy to rzeczywiście była krew… ale dlaczego? Dlaczego tak głupi pomysł zrodził się w jego głowie? Jak nieodpowiedzialnie byłoby to uczynić. Ale jak niesamowicie kuszące to było.
Odsunął się, by zebrać myśli.
— Finite…
Nic.
— Finite Incantatem.
Kamień odsłonił skórę, włosy i tkaninę sukni. W lesie rozbrzmiał kobiecy krzyk, a trawa ugięła się pod krokiem, który już po sekundzie zastygł wraz z całą sylwetką.
— Zostaw… — Męski głos rozbrzmiał z pomiędzy zarośli. Zakapturzona postać wyglądała tajemniczo, ale niegroźnie. — Nie będziesz w stanie jej pomóc.
— Dlaczego?
Standardowe pytanie Marqueza.
— Nie twój interes. Co tu w ogóle robisz? A z resztą… Po prostu stąd odejdź i zapomnij, że cokolwiek widziałeś…
Czarodziej oparł się bokiem o drzewo. Dał znak, że on nie ma zamiaru nigdzie iść, ale oczywiście Ururu tego nie odczytał.
— Co się jej stało?
— Mógłbym spytać to samo o tobie.
Ururu szybko zasłonił głowę kapturem. Luksus samotności w lesie oderwała go na chwilę od problemu swojego nietypowego wyglądu.
— Jestem… chory. Ale ta panienka? Czy to klątwa? Wie pan, co tu się stało?
— Ta “panienka” zasłużyła sobie na taki los. Powiedziała, co wiedziała i niestety nie dało jej się tak zostawić… Po co ja ci to w ogóle mówię…
— A co powiedziała?
— O Nobbym Leachu.
— Oh, Ministrze Magii z lat 1962 do 1968? Tego co ingerował w rozgrywki mugolskiej piłki nożnej, wpływając na wyniki World Cup w 1966?
— Co? Nie! W nic nie ingerował… Poza tym, to nie ma żadnego znaczenia.
Mężczyzna zdawał się być zły bardziej na siebie niż na przypadkowo spotkanego cudaka. Najwidoczniej obydwoje mieli za długie języki.
— W czym nie ma znaczenia?
— W niczym… Egh, mówiłem, żebyś sobie poszedł!
— Ale proszę mi najpierw odpowiedzieć, ja nic nie rozumiem.
Czarodziej wyciągnął różdżkę i wycelował w Ururu. Przypadkowa ofiara — no trudno, ale cudak już za dużo wiedział.
— Jeśli tak bardzo ci zależy, to opowiem coś więcej, ale wtedy będziesz musiał zginąć.
— Oh, czyli to coś nielegalnego, tak? Proszę się nie obawiać, nie mam nawet z kim podzielić się taką wiedzą. — Uśmiechnął się, ale różdżkę miał w pogotowiu.
W jego stronę poleciała błyskawica, którą na szczęście sparował. Sam zdziwiony był swoją zręcznością. Od przebudzenia się, nie angażował się w żadne potyczki, tym bardziej magiczne. Zaskoczyła go jego wprawa w używaniu zaklęcia tarczy. Ale zapewne musiał tego używać wielokrotnie. Czasy, w których żył, również nie były bezpieczne. Chociaż teraz było zdecydowanie gorzej.
— Proszę mnie przestać atakować i powrócić do rozmowy. Czyli Nobby Leach nie ingerował w mugolskie wydarzenia?
— Oczywiście, że nie! To tylko głupia plotka.
— Oh… To wielce rozczarowująca nowina…
— Rozczarowująca? Możesz o nim powiedzieć cokolwiek, ale na pewno nie byłby na tyle głupi, żeby łamać Kodeks Tajności.
— Tak pan mówi? To bardzo przykre…
— Przykre? O co ci chodzi?
Czarodziej był głęboko skonfundowany. Ale też trochę zaintrygowany dziwnymi poglądami cudacznego chłopca.
— Gdy czytałem o nim, sprawiał wrażenie człowieka, który nie boi się łamać społecznych norm.
Czarodziej milczał.
— Podobno zdradzał żonę… No i te mugolskie zawody sportowe z 1966… Miałem nadzieję, że czarodzieje w końcu doczekali się sensownego Ministra Magii.
— Że co!? Zdradzanie żony brzmi dla ciebie sensownie?
Ururu uśmiechnął się.
— Oh, nie, nie chodzi o to. Jak już mówiłem, chodzi mi o łamanie norm. Szczególnie tych bezużytecznych. Jak Kodeks Tajności. Gdyby Nobby Leach faktycznie ingerował w mugolskie zawody, byłby to duży krok w kierunku unieważnienia Kodeksu!
— A raczej wtrąceniu go prosto do Azkabanu.
— To również możliwe. Ale czy słuszna idea nie wymaga czasem poświęcenia?
Złość czarodzieja ostygła na te słowa.
— Słuszna? Czyli mówisz, że obalenie Kodeksu Tajności jest dla ciebie ważne?
— Hm… Może nie tak ważne, żeby pójść za to do Azkabanu. Jest jeszcze wiele innych rzeczy, którymi chciałbym się zająć, więc w moim przypadku byłaby to głupota. Ale jeśli ktoś nie ma nic innego w życiu, to czemu nie? Jak pan uważa?
Teraz to i na twarzy czarodzieja zakwitł uśmiech.
— Być może nasze poglądy w tym temacie są podobne…
— Czyli pan również zawiódł się w przypadku Nobbiego Leacha?
— Co? Nie, przecież nie o tym teraz rozmawialiśmy.
— W kilku ostatnich zdaniach nie, ale on jest wciąż dominującym tematem nad tematem Kodeksu Tajności.
— Eh, dziwny z ciebie chłopak. W każdym razie…
— To które informacje o Nobbym są prawdziwe? Czy to oznacza, że gazety i książki kłamią?
Czarodziej zamrugał oczami, po czym roześmiał się.
— Na Merlina! Co to w ogóle za pytanie!? Ile ty masz lat, pięć!? Słuchaj. Każde słowo pisane może być nieprawdą.
— Ale jeśli ktoś to wydrukował, to oznacza, że…
Głośny śmiech przerwał Ururu dokończenie zdania.
— Widzę, że twoich silnych poglądów nic nie przebije. Jesteś śmieszny i prędzej czy później trafisz na kogoś, komu nie będzie się chciało z tobą rozmawiać i zmiecie cię z powierzchni ziemi jednym ruchem. Dlatego przekażę tą przyjemność komuś innemu. To by było na tyle…. I zostaw tą kobietę w spokoju, bo wtedy szybko zmienię zdanie.
Ururu zmarszczył brwi. Zupełnie nie rozumiał tego człowieka. Ale skoro zaklętej czarownicy i tak nie mógł pomóc, postanowił wycofać się. Być może uda mu się jeszcze znaleźć jakieś rozwiązanie tej sytuacji później.

Wracając do domu myślał też o Nobbym Leachu. W jaki sposób mógłby dojść do prawdy? Może powinien znaleźć jego znajomych lub rodzinę i wypytać o postać byłego Ministra Magii? Tak też uczyni. Jednak krótko po tym zapomniał o całej sprawie, gdyż za bardzo pochłonięty był swoimi innymi poszukiwaniami wiedzy nieważnej, zapomnianej i niesamowicie trudno dostępnej.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ururu Marquez (1554)




Wiadomości w tym wątku
[wrzesień 1971] Ururu w lesie - przez Ururu Marquez - 21.05.2023, 14:39

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa