Oddelegował Johna do ich uciekinierki, a sam zajął się głównym wydarzeniem. Paul już się zwijał ze szczęścia... Chociaż może bardziej była to kwestia bólu, niż zadowolenia z otrzymanego prezentu. To jednak nie obchodziło w ogóle Vulturisa.
Powolnym krokiem skierował się do salonu, gdzie przy stole siedziała cała grupa zdezorientowanych gości, którzy na widok mężczyzny w masce i czarnej szacie, przerazili się co nie miara. Można było rzecz, że zostali sparaliżowani strachem - nie wiedzieli czy powinni pójść w ślady tamtej kobiety i uciec czy jednak liczyć na odrobinę szczęścia, może wyrozumienia ze strony tego Śmierciożercy. Nie mogli na to jednak liczyć, ponieważ nie wolno było zostawić za sobą żadnych świadków. A już na pewno nie teraz. Nie wśród ludzi, którzy nie mogą nikomu przekazać ich żądań.
Rozszerzył szeroko ręce na widok takiego walnego zgromadzenia gdy stanął w progu. Pod jego maską pojawił się lekki uśmiech, którego jednak nie mieli możliwości zauważyć. Nie czekając na żaden lament czy prośbę o zostawienie ich w spokoju, wycelował swoją różdżkę w stolik, a następnie, czym prędzej, wyczarował potężne ciśnienie, które rozsadziło ten mebel, odrzucając wszystkich zebranych wokół niego na boki pomieszczenia. Część z nich na pewno została ranna, część mogła już nie żyć. Nie zmieniało to faktu, że rozsadzenie było na tyle głośne, że Ezechiel byłby w stanie je usłyszeć nawet w ogródku.
- Nawet nie próbujcie uciekać bo i tak Wam nic to nie da - powiedział rozglądając się po całej sali, widząc rozwaloną porcelanę po całym pomieszczeniu. Przypominało to widok, który następował po wybuchu bomby. Dojrzał jak pewien ranny mężczyzna za wszelką cenę próbuje dosięgnąć swojej różdżki, starając się za pewne obronić rodzinę - O, nie, nie, nie. Nic takiego nie będzie miało miejsca - zaśmiał się na ten widok. Co ten biedak w ogóle myślał? Że Vulturis pozwoli mu od tak się zranić albo zrobić coś więcej, niż po prostu leżenie? - John. Mamy tutaj pewnego pana, który jest nad wyraz zainteresowany krzywdzeniem innych. Może zechciałbyś mu coś podać na rozluźnienie? - krzyknął do swojego towarzysza, licząc w głębi duszy, że ten go usłyszy i tym samym przyjdzie do salonu wraz z ich uciekinierką, którą następnie będą mogli ukarać za jej niesubordynację. Nie czekając jednak na żadne słowa od Austriaka, ruszył w kierunku tego faceta, a następnie kopnął jego różdżkę pod którąś z szafek. Nie na mojej warcie takie numery Pokiwał tylko przecząco głową, a następnie zaczął rozmyślać co takiego mógłby z nimi jeszcze zrobić zanim pozbawi ich życia.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972