Wirtuoz. Oto czym był. Mógł teraz zająć dostojne miejsce obok swojego rodaka Mozarta. Ez czasami chciałby oberwać czymś w głowę i stracić zarówno pamięć, jak i empatię. Wtedy chętnie przyłączyłby się do dzieła Śmierciożerców.
Minuta dłużyła się w nieskończoność. Dopiero wtedy pojawiło się kolejne zadanie dla Ezechiela. Wrócił on więc do chłopaka, który teraz leżał na podłodze łapiąc oddech w kałuży własnego moczu. Vulturis był teraz zajęty kobietą. Ez naprawdę nie rozumiał jak bardzo zniszczony był ten człowiek. Jego ofiara była nieprzytomna. Na co tu Cruciatus.
Przykucnął przy chłopaku, żeby napoić go paraliżującą miksturą.
— Locomotor mortis...
Przetransportował go do salonu, samemu również tam udał.
— Trochę go ocuciłem, ale ledwo się trzyma... — skłamał. — Ma się tak unosić, czy go położyć?
Jeśli położyć, to tego dokonał. Oby Vulturius szybko się nasycił i mogli pójść do domu. Ez właściwie chętnie skorzystałby z toalety. Żałował, że nie zrobił tego, gdy był na górze.