— Kto wie, może wymówka o przymkniętym trzecim oku działa na stałych klientów, którzy czasem wracają z pretensjami? — rzucił jeszcze do Mave. — Ja bym uwierzył. A potem poprosił, żeby na następnej sesji jednak było otwarte w pełni, a nie tylko... w sześćdziesięciu procentach.
Chwilę później byli już w gabinecie. Co jak co, ale Erik nie spodziewał się, że pierwsze słowa posłane w jego stronę będą odnosić się do ostatniego balu. Powstrzymał się przed przeciągłym westchnieniem, jednak ku jego zdziwieniu Vakel kontynuował, co sprawiło, że policzki Longbottoma dodatkowo poczerwieniały. Zbity nieco z pantałyku, uciekł wzrokiem w bok, aby koniec końców utkwić go w podłogę. Zyskał dzięki temu krótką, acz wartościową chwilę, co pozwoliło mu na odpowiedzenie czymś więcej, niż niemrawym przytaknięciem.
— Co mogę rzec, kanclerz najwidoczniej zna się na ludziach. A wszystko odbyło się w szczytnym celu. Kto wie, może nawet przyjdzie okazja, aby to powtórzyć. — Uśmiechnął się zdawkowo, chociaż w środku skręcało go na samą myśl, że mógłby wylądować w takiej sytuacji po raz drugi. Perspektywa ponownego wylądowania na licytacji, znoszenia tych wszystkich spojrzeń i rosnącej niepewności... Okropne. Na szczęście ich gospodarz nie musiał o tym wiedzieć. — Ledwo skończyliśmy świętować Ostarę. Do końca roku jeszcze daleka droga. Okazja do wsparcia potrzebujących przy kolejnej aukcji może pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie. A Pan Malfoy z pewnością doceni, że ktoś spróbuje przebić jego ostatnią kwotę, mistrzu Dolohov.
Na ostatnim balu Elliott dosyć dobitnie pokazał, że duch rywalizacji nie jest mu obcy. Chociaż pewnie ciężko byłoby mu go przywołać podczas towarzyskiego starcia w klubie pojedynków, tak na sali pełnej wybitnych gości z całego kraju, gdy w grę wchodziły pieniądze i rozpoznawalność? Wziął sobie za punkt honoru wybicie Seraphine Prewett z rozgrywki. Kto wie, jak by sobie poradził z Dolohovem, który niezaprzeczalnie mógł się pochwalić jeszcze większym zapleczem finansowym od właścicielki kasyna? Erik zagryzł dolną wargę, starając się ukryć uśmieszek. Jakaś drobna cząstka jego jestestwa, która od święta lubiła się pławić w atencji, nie miałaby nic przeciwko doświadczeniu tego starcia na żywo, z pierwszego rzędu. Pozwolił Mavelle przystąpić do rozmowy z Dolohovem. I wcale nie wynikało to z tego, że akurat się zamyślił!
— Dziękujemy. Robimy co w naszej mocy — wtrącił się Erik. Wydawało mu się, że wykrył nutkę sarkazmu w tonie głosu drugiego rozmówcy, jednak postanowił ją zignorować. Nie chciał się dać sprowokować tak drobnym przytykiem. — Jako pracownicy Ministerstwa staramy się dopełnić wszelkich starań, aby obywatele mogli czuć się jak najbezpieczniej. Bądź co bądź, przyszło nam żyć w niebezpiecznych czasach. Jeśli czas pozwala, wolimy zajmować się nowymi zgłoszeniami jak najprędzej. Zniknięcie poważanej medyczki nikomu nie wyszłoby na zdrowie. Poza tym, jak wspomniała panna Bones na miejscu ślady sugerujące pośpiech pani Dolohov.
Czuł na sobie spojrzenie wróżbity, jednak starał się nie robić nic, co mogłoby odstraszyć Vakela. Ba, pod wpływem Dolohova, zerknął na swój mundur i zauważył źle zapięty guzik. Westchnął cicho i poprawił zapięcie, posyłając mężczyźnie pełen wdzięczności uśmiech. W ramach tego spotkania zdecydowanie przyjął postawę „dobrego policjanta”, który jest przyjazny, stara się przede wszystkim pomóc i jest dosyć ugodowy. Mavelle świetnie spełniała się w roli funkcjonariuszki, która mimo wszystko była nieco bardziej bezpośrednia. Zasypywała ich „podejrzanego” pytaniami z równie dużą wprawą, co rzucała zaklęcia. Na któreś z nich będzie musiał odpowiedzieć.
— Doceniam wskazówkę — Skłonił przed mężczyzną głowę, zanim jego kuzynka zdążyła na dobre się rozkręcić. Był zdania, że jedynie z nimi pogrywał. Chociaż nawet to określenie było nietrafne. Droczył się. Tak, to już lepiej pasowało. — Aczkolwiek nie śmielibyśmy zakłócić porządku Pana spotkań bez wyraźnego powodu. Tym razem jesteśmy tu z uwagi na naszą pracę i niepokój o panią Dolohov. Niezmiernie docenilibyśmy, gdyby mógł pan powiadomić żonę o zastanej przez nas sytuacji. — Zawahał się na moment. — Osobiście sugerowałbym także narzucenie na gabinet kilku dodatkowych zaklęć ochronnych. Kto wie, kto następnym razem natknie się na otwarty gabinet. Lepiej uważać.
Nie chciał naruszać prywatności państwa Dolohov, ani też sugerować, że wpadli w jakieś kłopoty. Może niedomknięte drzwi do gabinetu faktycznie były tylko efektem pośpiechu? Musiał jednak wykonać swoją pracę, a to wiązało się z zadaniem odpowiednich pytań, jak i pozostawieniem po sobie paru wskazówek, co by przeciwdziałać podobnym wezwaniom w przyszłości. Nie chciał się wtrącać, ale nie chciał też doprowadzić do sytuacji, gdzie podobne sytuacje zdarzałyby się co drugi dzień, bo „było na to przyzwolenie”. Czy było jednak coś złego w drobnym pouczeniu?
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞