W oczekiwaniu na Paula, podszedł do jednej z kobiet, która leżała w rogu pomieszczenia z ciężko ranną twarzą. Przyglądał jej się przez krótką chwilę, kiedy ta prosiła, a wręcz błagała go o litość. Na nic to się jednak nie zdało, ponieważ kilka sekund później już nie żyła. Vulturis nie zamierzał dzisiaj nikogo oszczędzić. A już na pewno nikogo z tego całego mugolackiego zgromadzenia.
- Połóż go obok niej - odpowiedział Johnowi, a następnie przez krótki moment przyglądał się jeszcze kobiecie na której dokonał morderstwa - Co tam Paul? Spóźniłeś się na własną imprezę? Nie miło... Bardzo nie miło... - zwrócił się do solenizanta, wykonując kilka kroków w jego stronę. Napawał się strachem w oczach tego młodzieńca - Wraz z Johnem tyle na Ciebie czekaliśmy, a Ty nawet nic nam nie powiesz? Nie podziękujesz za prezent? - przykucnął przy nim aby mu się lepiej przyjrzeć, a może i napoić swoją chorą rządzę krzywdzenia innych - No powiedz nam coś albo skończysz jak Twoja paskudna matka - skręcił głowę w prawo z ciekawością oglądając co ten biedny chłopak teraz zrobi. Widział po nim, że ten był po prostu sparaliżowany i nie będzie w stanie spełnić jego prośby czy też rozkazu. Dla Vulturisa było to rzeczą, której oczekiwał - swego rodzaju wymówką lub wytłumaczeniem na swoje działanie. Wszak dał Paulowi możliwość aby mógł się uratować ale to on nie zamierzał nimi współpracować. Jaka szkoda...
Tkwił tak przez kolejną minutę w bezruchu, oczekując na jakiekolwiek słowo od niego, jednak się go nie doczekał - No nic... - odparł, słyszalnie posmutniałym głosem, odchodząc powoli w kierunku drzwi - Nic tu po nas John. Chyba nie jesteśmy mile widziani na tym przyjęciu... - rozejrzał się po całym, zdemolowanym pomieszczeniu w oczekiwaniu na jakieś potwierdzenie swoich słów. To wszystko było jednak tylko grą, która nie miała żadnego wpływu na jego decyzję - ta już zapadła dużo wcześniej.
Kiedy wydawało się, że Stanley złapie już za klamkę, a następnie otworzy drzwi, by chwilę później opuścić to domostwo, stało się zupełnie coś innego. Borgin odwrócił się z powrotem w kierunku solenizanta, ciskając zaklęciem z czystej magii, które odcięło głowę jego rodzicielce, dokonując jej żywota. Kobieta jednak nie dawała już żadnego znaku życia od jakiegoś czasu - to jednak nie miało dla niego żadnego znaczenia. Krew rozbryzła się po młodym chłopaku, jak i okolicy, a spod maski można było usłyszeć tylko krótkie parsknięcie śmiechem, po którym Vulturis wrócił do salonu i zmierzał ze swoją różdżką aby dokonać morderstwa na kolejnej osobie.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972